06.11
2014

Postawić na lokalność – wywiad z Joanną Erbel


 16 listopada odbędą się wybory samorządowe. Niestety niewielu kandydatów w swoich postulatach uwzględnia kwestie terenów zielonych, zrównoważonego transportu lub czystego powietrza. Wyjątkiem jest program Joanny Erbel – kandydatki na prezydentkę Warszawy. 

TM1_4314_fot. Tomek Michalczewkski_Narbutta_Iluzja

Z Joanną Erbel – miejską aktywistką, kandydującą w nadchodzących wyborach z ramienia Partii Zielonych na prezydentkę Warszawy oraz do Rady Miasta (okręg Mokotów), rozmawia Olga Szkolnicka.

  • W swoim programie wyborczym opisuje Pani miasto idealne – zielone, przyjazne ludziom (także tym wykluczonym – niepełnosprawnym, czy bezdomnym) i zwierzętom, wspierające lokalne społeczności. Czy ta wizja ma szanse stać się realna w ciągu 4 lat?

– Musimy sobie wyznaczyć kierunek. Postawić na lokalność, zamiast na duże niepotrzebne inwestycje. W tym momencie Warszawa rozwija się dwutorowo. Teoretycznie ratusz przygotowuje się do kolejnego programu rewitalizacji, a jednocześnie zamiast skupić się obszarach kryzysowych roztrwania pieniądze na inwestycje, które nie są inwestycjami pierwszej potrzeby: na fontannę multimedialną, która kosztowała 12 mln złotych (a roczny koszt utrzymania to 800 tys. złotych) czy 5 mln na budynek nad Wisłą, w którym mieści się kawiarnia Plażowa, która przyciąga mieszkanki i mieszkańców lewobrzeżnej warszawy, zamiast animować lokalną wspólnotę. To wszystko w sytuacji, kiedy na Pradze za 140 tys. można by wyremontować lokal przy Kawęczyńskiej i zrobić tam centrum aktywności lokalnej (taki projekt złożył do budżetu partycypacyjnego jeden z członków Praskiego Stowarzyszenia Mieszkańców Michałów), czy kiedy Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju i Pomocy Q Zmianom zbiera przez portal PolakPotrafi 20 tys. złotych na remont lokalu, gdzie będą mogły spędzać czas wolny praskie dzieci. Przyjazna Warszawa – miasto do życia, potrzebuje mądrego wydawania kolejnych środków z budżetu. To nie dodatkowe wydatki, ale projekt oszczędnościowy. To węższe (więc tańsze w budowie i utrzymaniu ulice), to lokale użytkowe, które zamiast stać puste są wynajmowane taniej na preferencyjnych czynszach. To różnorodna, otwarta dla wszystkich zieleń, ale nie parki, których remont pochłania 15 milionów złotych, jak w przypadku Ogrodu Krasińskich. Jeśli zainwestujemy w lokalność, za 4 lata Warszawa będzie całkiem innym miastem.

  • Sprawna i tania komunikacja miejska, buspasy, ścieżki rowerowe, rowery służbowe, wprowadzenie rowerów miejskich trójkołowych (dla osób starszych i niepełnosprawnych) to rozwiązania, które mogą odkorkować miasto i wyprowadzić samochody z centrum. Ale czy w przypadku tak dużego miasta jak Warszawa to wystarczy?

– Odkorkowanie centrum, zwiększenie udziału ruchu pieszego i rowerowego w mieście, jak i polepszenie jakości transportu publicznego oraz jego dostępności są ważnymi postulatami mojego programu. W przypadku transportu publicznego symbolicznym postulatem jest najtańszy bilet za 2 złote, czyli powrót do cen biletów sprzed podwyżek. Jeśli chcemy, żeby warszawianki i warszawiacy korzystali z transportu publicznego musi on być nie tylko wygodny, ale również cenowo dostępny. Był to postulat zeszłorocznej kampanii Stop Podwyżkom Cen Biletów ZTM, której byłam Pełnomocniczką. Udało nam się zebrać blisko 20 tys. podpisów. Niestety nasz projekt został odrzucony. Ratusz jedynie w niewielkim stopniu wycofał się z podwyżek. Wprowadził też Kartę Warszawiaka, która dyskryminuje osoby mieszkające w aglomeracji warszawskiej, na co dzień pracujące lub studiujące w Warszawie. Karta Warszawiaka to dla nich sygnał, że tańszy transport publiczny nie jest dla nich. Nic więc dziwnego, że nadal przyjeżdżają do Warszawy samochodami.

  • Czy oznacza to, że Warszawa podpisze Kartę Brukselską?

– Jeśli chodzi zaś o samą o Kartę Brukselską, to ten dokument, który ma na celu wspieranie ruchu pieszego i rowerowego, Podpisały go już Łódź, Gdańsk oraz Kraków. Warszawa nie powinna tutaj pozostawać w tyle.

  • I czy nawet zimą też jeździ Pani rowerem?

– Od kilku lat jeżdżę rowerem przez cały rok. Jest to dla mnie podstawowy środek transportu, niezależnie od pory roku. Całorocznych rowerzystek i rowerzystów jest w Warszawie coraz więcej – władze miasta zresztą już zauważają ten trend. Stąd przedwyborczy postulat ratusza, że będzie odśnieżać kluczowe drogi rowerowe. Chcę jednak uspokoić, że nikogo nie będziemy zmuszać do jazdy rowerem zimą. Głównym naszym postulatem jest promocja transportu publicznego.

  • Jest Pani zwolenniczką pozagotówkowych systemów wymiany usług i towarów, czyli działającego w Warszawie Wymiennika. Jaka była Pani ostatnia transakcja na Wymienniku?

– Osobiście nie należę do Wymiennika, mimo, że śledzę jego działania. Jednak często korzystam z barteru. Pomagamy sobie z sąsiadami i przyjaciółmi. Należę również do RWS (Rolnictwo Wspieranie przez Społeczność), czyli grupy osób, które kupują warzywa od lokalnego rolnika, oraz do kooperatywy MokoVeloCoop, w ramach której w kilkanaście osób kupiliśmy rower cargo. Sądzę, że takie alternatywne systemy wymiany oraz kooperatywy będą się dalej rozwijać, więc warto o nich pamiętać myśląc o miejskiej polityce.

Joanna Erbel_lipiec 2014_fot. Tomek Michalczewski_4361a

  • Czy talon warszawski – lokalna alternatywna waluta, służąca wynagradzaniu pracy wolontariuszy poprzez bezpłatne wstępy do instytucji kultury, sportu i rekreacji, wspierana przez Miasto ma szansę rzeczywiście wejść w życie? Jak taki system byłby zbudowany? Czy są już podobne rozwiązania w innych miastach/krajach, z których można by skorzystać?

– Talon warszawski ma być alternatywą dla wolontariatu, gdzie jedyną zapłatą jest doświadczenie i satysfakcja albo możliwość bezpłatnego uczestniczenia w wydarzeniach instytucji, w której działa się w ramach tego wolontariatu.. Np. załóżmy, że jestem wolontariuszką w jednym z warszawskich teatrów. Dzięki temu mam możliwość obejrzenia za darmo spektaklu, poznania aktorów, ale jeśli chcę pójść do miejskiego muzeum, kina albo na basen, to już muszę płacić. Jeśli wolontariat pochłania dużo czasu i ktoś nie ma dużych dochodów, to może się okazać, że chociaż pracuj się społecznie na rzecz miasta, nie stać kogoś, żeby pójść na basen czy do kina. Talon warszawski byłby rozwiązaniem dla takich sytuacji – za pracę na rzecz instytucji moglibyśmy dostać możliwość skorzystania z innych usług. Docelowo takie rozwiązanie mogłoby obejmować również lokalnych handlarzy, kawiarnie, lokale gastronomiczne, które wynajmują miejskie lokale – talon warszawski mógłby stanowić część opłaty za wynajem lokalu komunalnego. Na świecie w wielu miejscach działają alternatywne systemy walutowe, które są przeliczalne na narodowe, jak funt bristolski. Inne działają jako rodzaj banku czasu, gdzie to ilość włożonej pracy i czasu jest wymieniana na usługi, takie inicjatywy można znaleźć na całym świecie. W Polsce w ten sposób działa wspomniany już polski Wymiennik. Talon warszawski jest bliższy temu drugiemu rozwiązaniu.

  • Energia dla Warszawy – skąd? Czy wchodzą w grę inwestycje w odnawialne źródła energii (solary, biogazownie, wiatraki) ?

– Myśląc o alternatywnych źródłach energii chcemy stawiać na panele fotowoltaiczne na budynkach użyteczności publicznej oraz termomodernizację. Niewystarczająca izolacja budynków prowadzi do dużych strat ciepła, które przenika przez ściany zewnętrzne, stropy, poddasza, mostki cieplne, stropodachy oraz nieszczelne okna o niskiej jakości termicznej. Zwiększa to koszty ogrzewania mieszkań. Dlatego ważne jest uszczelnienie nie tylko budynków użyteczności publicznej, ale także budynków spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych. Ciekawym innowacyjnym rozwiązaniem są też pionowe elektrownie wiatrowe, które wyglądają jak wieże. Można jest rozbudowywać o kolejne segmenty, aby zwiększyć ich moc. Takie rozwiązanie wdrożył na Podlasiu, w Kodniu, Ireneusz Piskorz.

  • Świetny pomysł, aby promować picie wody z kranu – też to robimy. Zainstalowanie publicznych poidełek w instytucjach i przestrzeni publicznej jest dobrym krokiem w tym kierunku. Czy Pani pije na co dzień wodę z kranu i zamawia ją w lokalach? Z jakimi reakcjami się Pani spotyka?

– Od lat piję wodę z kranu, zarówno w domu, jak i proszę o nią w restauracjach. Cieszę się, że powstała akcja “Piję wodę z kranu”, która promuje bezpłatny dostęp do wody. Jeśli chodzi o reakcje w restauracjach to raczej są pozytywne – bywam w miejscach, gdzie właściciele wiedzą o akcji albo dziwią się, ale podają. Bardzo rzadko spotykam się z odmową.

  • Proszę opowiedzieć więcej o Warszawskich Laboratoriach Wytwórczych. Czy to mają być przestrzenie typu hackerspace? Czy mowa o czymś, co już w W-wie działa, czy dopiero jest w planach? Na jakich zasadach mieszkańcy mogliby z nich korzystać? Płatnie/bezpłatnie?

– Warszawskie Laboratoria Wytwórcze (WLW) to warsztaty dla wynalazców – w pełni wyposażone warsztaty produkcyjne, w których wszyscy zainteresowani, od małych dzieci po przedsiębiorców, mają możliwość tworzenia indywidualnych projektów. WLW pełnią funkcję edukacyjną oraz produkcyjną. Są domami kultury technicznej – uzupełnieniem dla domów kultury oraz centrów aktywności lokalnej. W Warszawie takich miejsc póki co, nie ma. W Łodzi na tej zasadzie funkcjonuje strefa działań alternatywnych WI-MA, prowadzona przez Cohabitat. WLW jako miejskie instytucje byłyby całkowicie bezpłatne albo zawierały szeroką ofertę bezpłatnych zajęć – to nie ma być elitarna oferta.

  • Czy orientuje się Pani, ile jest w Warszawie pustostanów?

– W Warszawie jest około tysiąca komunalnych pustostanów. Ta liczba się zmienia, bo część z nich stoi pusta tylko przez krótki okres. Jednak najbardziej alarmujące jest to, że na Pradze Północ prawie jedna czwarta z komunalnych lokali użytkowych stoi pusta. Tutaj konieczna jest kompleksowa polityka lokalowa jako część programu rewitalizacji. Kilka lat temu dzielnica Śródmieście przeprowadziła badanie – mapę potrzeb. Jednak nie poszły za tym żadne długofalowe działania. Ale to dobry kierunek. Powinno się tworzyć mapy potrzeb mieszkanek i mieszkańców, a następnie organizować konkursy profilowane na różne typy działalności usługowych, tak, aby warzywniak nie musiał konkurować z bankiem. Konkursy profilowane to też narzędzie ochrony lokalnego handlu i rzemiosła przed ekspansją sklepów wielkopowierzchniowych. Ważne jest również to, kto decyduję o tym, kto będzie najemcą – czy jedynym kryterium będzie cena, czy może zostanie powołana komisja. W skład takiej komisji mogliby wchodzić lokalni mieszkańcy i mieszkańcy i/lub przedstawiciele lokalnych partnerstw zrzeszających wspólnoty, organizacje pozarządowe, publiczne instytucje oraz przedstawicieli i przedstawicielki biznesu.

  • Pani program przewiduje także zajęcie się kwestią odpadów poprzez ograniczenie ich ilości. A czy rozważa Pani zakazanie sprzedaży jednorazowych torebek foliowych, tak jak to robią poszczególne miasta (a nawet całe stany) w Ameryce? Może warto by także wspierać rodziców, którzy rezygnują z pieluch jednorazowych w pielęgnacji dziecka? Każdy maluch produkuje bowiem w ciągu swoich pierwszych 2 lat życia tonę śmieci – pampersów, które trafiają na wysypiska. W skali kilkumilionowego miasta jest to ogromna ilość odpadów. W Anglii są gminy, które dofinansowują rodziny używające pieluch wielorazowych (można też dostać zasiłek na kupno takich pieluch lub częściowy zwrot kosztów prania). Czy słyszała Pani o takich rozwiązaniach i czy wzięłaby je Pani pod uwagę, opracowując system ograniczenia odpadów?

– Jednorazowe torby rzeczywiście powinny zniknąć z powierzchni ziemi i nigdy nie wracać, ale mam nadzieję, że uda się to osiągnąć bez sięgania po zakazy czy kary. Miasto może skutecznie zachęcać sklepy, bazary i restauracje do rezygnacji z jednorazowych opakowań wszelkiego rodzaju, np. przez preferencje przy wynajmie albo niższe czynsze. Ważna jest też postawa samych kupujących, którzy tych toreb mogą po prostu nie brać – i tu miasto mogłoby rzeczywiście zainwestować w wypromowanie mody na ekologiczne kupowanie. Natomiast z pieluchami sprawa jest wbrew pozorom bardziej skomplikowana. Wielorazowe oznaczają mniej śmieci, ale jednocześnie dużo większe zużycie wody i detergentów, no i znacznie więcej pracy dla rodziców. A ponieważ rodzice rzadko dysponują nadmiarem wolnego czasu, zachęta finansowa musiałaby być naprawdę duża, żeby osiągnąć zamierzony skutek. Z dużym prawdopodobieństwem mogłoby się okazać, że taki zasiłek, plus jego obsługa administracyjna, kosztuje więcej niż zyskujemy w postaci ograniczenia ilości wyrzucanych pieluch. Poza tym, to tylko 2-3 lata w życiu człowieka, a odpady opakowaniowe generujemy przez całe życie. Dlatego wybór rodzaju pieluch zostawiłabym rodzicom, a zajęłabym się w pierwszej kolejności faktem, że statystyczny Polak wytwarza ponad 300 kg odpadów rocznie, a tylko 18 proc. z tego trafia do recyklingu, podczas gdy dwie trzecie ląduje na wysypiskach, takich jak zatruwające okolicznych mieszkańców i mieszkanki warszawskie Radiowo.

  • Osoby, które martwi stan stołecznego powietrza, może zainteresować propozycja utworzenia klinów powietrznych. Co to właściwie jest i gdzie takie kliny mogłyby się znaleźć? Zielone strefy ograniczonego wjazdu to system stosowany w niektórych dużych miastach, gdzie w Warszawie powstałyby?

– Kliny napowietrzające w Warszawie już istnieją! Nie trzeba ich tworzyć, trzeba je jedynie chronić przed zniszczeniem. Warszawskie kliny, czy inaczej korytarze napowietrzające, to 9 pasów terenów zielonych, rozchodzących się promieniście od centrum miasta. Najważniejszym i największym jest korytarz Wisły, poza tym jest też korytarz napowietrzający przebiegający wzdłuż skarpy wiślanej, korytarz obejmujący tereny kolejowe na wschód od Dworca Wschodniego i podobny przy Dworcu Zachodnim, korytarz mokotowski z Polem Mokotowskim, itd. Niestety kliny napowietrzające są postrzegane przez deweloperów jako atrakcyjne tereny pod inwestycje – jest tam wolne miejsce i jest zieleń. Nie są jednoznacznie chronione prawnie przed zabudową, dlatego grozi im zniszczenie – na przykład w mokotowskim klinie zostało wybudowane osiedle Marina Mokotów. Będziemy starali się zapobiegać takim sytuacjom, bo zabudowanie klinów pogorszyłoby i tak już bardzo złą jakość powietrza w Warszawie.
A skoro o tym mowa, to rzeczywiście jednym z proponowanych przez nas rozwiązań problemu zanieczyszczenia powietrza, są strefy ograniczonego wjazdu. Pierwsza taka strefa powinna powstać w centrum Warszawy, które jest najbardziej obciążone ruchem kołowym i spalinami. Dokładne granice strefy zostałyby ustalone w porozumieniu z mieszkańcami i mieszkankami Warszawy. Głos mieszkańców byłby też decydujący przy wprowadzaniu podobnych ograniczeń wjazdu w innych dzielnicach Warszawy. Ale trzeba mieć świadomość, że nie jest to rozwiązanie, które wdrożyłabym w pierwszym miesiącu urzędowania. Najpierw trzeba zająć się stworzeniem alternatywy dla samochodów, czyli sprawnego, wydajnego i wygodnego system komunikacji miejskiej z biletami w przystępnych cenach, wygodnych ciągów pieszych i spójnego systemu tras rowerowych.

  • Bezpłatna komunikacja miejska dla dzieci i młodzieży do 18 lat, a także dla bezrobotnych. Budowa lokali pod wynajem, mieszkań chronionych, zwiększenie puli na budżety partycypacyjne, sieć publicznych toalet, nowe ścieżki rowerowe, warszawskie planty, place zabaw na każdym osiedlu… Skąd na to wszystko wziąć pieniądze? Jakiś nowy podatek, czy inny sposób podziału dotychczasowego budżetu?

– Często spotykam się z tym pytaniem – skąd zamierzam wziąć pieniądze na realizację moich postulatów? Przede wszystkim przesuwając wydatki z inwestycji, które nie wpływają na poprawę jakości życia mieszkańców i mieszkanek Warszawy do obszarów, gdzie istnieją realne, palące potrzeby. Problemem w obecnej polityce budżetowej Warszawy w pierwszej kolejności nie jest to, że brakuje pieniędzy w miejskiej kasie (choć doskonale zdaję sobie sprawę z istniejącego deficytu czy zadłużenia miasta), ale to, że są one nieodpowiedzialnie wydawane. Mamy ostatnią szansę, by skorzystać z dopłat unijnych w wysokości 85% na budowę linii tramwajowych na Gocław czy z Ochoty na Wilanów. Obecne władze nic jednak w tym kierunku nie robią. Na budowę mieszkań komunalnych można przeznaczyć środki, które są do pozyskania z Banku Gospodarstwa Krajowego. Znów, z niewiadomych przyczyn Hanna Gronkiewicz-Waltz zdaje się tego nie dostrzegać. Środki na darmową komunikację dla młodzieży mogą pochodzić ze zwiększonych dochodów, spowodowanych obniżeniem cen biletów (z taką sytuacją, choć w ograniczonym zakresie, mamy do czynienia już dziś, kiedy stołeczny ratusz po rezygnacji z dalszych podwyżek cen biletów ogłosił, że zyski warszawskiego ZTM wzrosły). Budżet partycypacyjny to również sposób na bardziej efektywne wydawanie pieniędzy, bo o tym, na co zostaną przeznaczone, decydują ludzie, którzy najlepiej wiedzą, czego im potrzeba w ich własnej dzielnicy. Nie zamierzam wyciągać pieniędzy z kapelusza, jak zarzucają mi niektórzy, lecz korzystać sprawniej z dostępnych źródeł i wydawać środki, tak by przyczyniały się w maksymalnym stopniu do tego, by warunki życia wszystkich warszawiaków i warszawianek były lepsze.

  • I na koniec pytanie od redakcyjnej koleżanki – Agnieszki Mocarskiej: o co dziennikarze nie pytają, a o czym chciałaby Pani opowiedzieć?

– Postulatem, o którym zdecydowanie mam okazję mówić najmniej, jest kwestia dopuszczenia mieszkanek i mieszkańców do konsultowania całego budżetu miasta, a nie tylko decydowania o wydatkach z tytułu budżetu partycypacyjnego, który w pierwszej edycji wynosił zaledwie 0,2% budżetu całego miasta (0,7% budżetów dzielnicowych). Wmawia się nam, że budżet miasta jest zbyt skomplikowany, żeby móc go konsultować. A tymczasem w Łodzi kolejnym krokiem, którzy towarzyszy drugiej edycji budżetu obywatelskiego, są konsultacje całego budżetu.  Jak zostanę prezydentką, Warszawa nie będzie pozostawać w tyle w kwestii progresywnych rozwiązań.

  • Dziękuję za rozmowę.

 

Więcej: joannaerbel.pl

Zdjęcia: Tomek Michalczewski

 

 

 

Postawić na lokalność - wywiad z Joanną Erbel, 5.0 out of 5 based on 3 ratings

Olga Szkolnicka jest autorką bloga Ekomania, czyli czemu tak a nie inaczej i tłumaczką języka czeskiego.