30.04
2017

Osiem pozornie zdrowych rzeczy, których raczej nie dawaj do jedzenia dziecku


Żywienie dzieci jest tematem, który budzi bardzo wiele kontrowersji. Niemalże każdy uważa się tu za specjalistę gotowego doradzić zdezorientowanym rodzicom co jest najlepsze dla ich pociechy.

Opini jest tyle ilu „ekspertów”. Niektórzy oburzają się, że nie dajemy dziecku zdrowej parówki. Inni uważają że niechybnie wychowamy grubasa jeśli zamiast porządnej kanapki, nasz maluch pochłonie z apetyte dwa banany. Dezinformacja wzmacniana jest również przez koncerny spożywcze, które za najzdrowsze uważają to, co akurat trafiło na sklepową półkę, o ile tylko ma w nazwie „pełne ziarno”, „owoce” lub „witaminy”. Poniżej obalamy osiem mitów na temat produktów powszechnie uważanych za zdrowe, które jednak wcale zdrowe być nie muszą.

żywienie dzieciW temacie żywienia dzieci każdy ma się za eksperta / źródło: cbsnews.com

1. Jogurty

Jogurt wydaje się być zarówno zdrową jak i smaczną, więc chętnie spożywaną przez dzieci przekąską. Niestety nie każdy produkt, który zwykliśmy nazywać jogurtem będzie równie wartościowy. Deser mleczny, pudding czekoladowy, serek owocowy czy deserek z kolorową posypką bez wątpienia trafią w gusta najmłodszych, niewiele jednak mają wspólnego ze zdrowym odżywianiem. Mocno słodzony, rozdrobniony i poddany działaniu wysokiej temperatury mus owocowy dodawany do dostępnych w sklepach jogurtów  nie zastąpi świeżych, pokrojonych owoców jakie możemy wkroić do domowego jogurtu. Wybierając jogurt dla dziecka szukajmy tych z krótkim składem, naturalnych, niesłodzonych, a o ewentualne dodatki smakowe wzbogacajmy go samodzielnie.

2. Soczki

Nie wszystko co wygląda jak sok, jest sokiem. Bardziej świadomi rodzice wiedzą zapewne, że produkty sprzedawane pod nazwą „napój” oraz „nektar” są formą słodzonej różnymi substancjami wody z dodatkiem owocowego koncentratu. Nie jest to jednak jedyne zagrożenie związane z dziecięcymi soczkami, kupowanymi w sklepie. O ile naturalny, świeży sok, wyciśnięty w domu ma szansę zawierać sporą porcję błonnika oraz witamin, o tyle gotowe, pasteryzowane produkty są pozbawione zarówno jednego jak i drugiego i nawet po dodaniu im sztucznie porcji reklamowanych na butelce witamin, ich wartość odżywcza będzie zbliżona do słodzonej fruktozą, aromatyzowanej wody. Jest również błędem twierdzenie, że porcja soku może zastąpić jedną z pięciu rekomendowanych przez dietetyków porcji świeżych warzyw i owoców.

3. Ryby hodowlane

Badania pokazują, że porcja dziko żyjącego łososia zawiera osiem razy więcej witaminy D i trzy razy więcej witaminy A niż porcja łososia hodowlanego. Ryby hodowlane są natomiast bardziej tłuste, co może budzić pozytywne skojarzenia, gdyż będą one zawierać więcej kwasów omega-3. Tymczasem tłuszcze są też miejscem w którym kumulują się toksyny np. ciszące się wyjątkowo złą sławą, obecne np. w azbeście PCB, którymi niestety zatrute są morza. Jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę, że ryby na farmach karmi się jak większość zwierząt w hodowlach przemysłowych, genetycznie modyfikowaną paszą, obraz nie tylko norweskiego łososia mocno traci na atrakcyjności. Nie oznacza to, że powinniśmy pozbawić dzieci wszystkich korzyści jakie płyną ze spożywania ryb. Tutaj znajdziecie przewodnik po ekologicznym kupowaniu ryb.

4. Chrupki kukurydziane

Kukurydza, tak jak hodowana na masową skalę soja, pochodzi zazwyczaj z upraw modyfikowanych genetycznie. Warto zwrócić na to uwagę podając dziecku pierwszego chrupka. Za tym pokarmem nie przemawia właściwie żaden  argument dietetyczny. Chrupki są lekkostrawne, jednak nie wnoszą do diety dziecka szczególnych wartości odżywczych. Dodatkowo nikt z nas nie ma watpliwości, że wolałby w przyszłości uchronić własne dziecko przed uzależnieniem od chipsów i ogólnie od podjadania. Warto więc od najmłodszych lat powstrzymać się przed kształtowaniem takiego nawyku. Bo kto potrafi zjeść tylko jednego chrupka?

5. Mleko krowie

Jesteśmy jedynym gatunkiem na świecie który spożywa mleko innych zwierząt. Nie powinno budzić zdziwienia, że płyn który ma spowodować szybki wzrost małego cielaka nie koniecznie będzie najbardziej odpowiedni dla naszego potomstwa. Mleko krowie które kupujemy w sklepie w większości przypadków zostało poddane działaniu wysokiej temperatury w procesie pasteryzacji lub UHT, co niestety nie wpływa korzystnie na jego wartości odżywcze. Sytuacja nie wygląda lepiej jeśli karmimy dziecko gotową mieszanką mleczną, bogatą zazwyczaj także w lecytynę sojową, a nierzadko również syrop glukozowy. Korzyści z picia mleka jako bogatego źródła wapnia także budzą coraz więcej wątpliwości w środowiskach naukowych. Jeśli chcemy podawać dzieciom mleko wybierzmy raczej produkty fermentowane np. jogurty czy kefiry, najlepiej organiczne, które będą łatwiejsze do strawienia oraz wzbogacą dietę dziecka w korzystne bakterie probiotyczne.

6. Wędliny

Możesz nie jeść bułki, zjedz chociaż szyneczkę! Przekonanie o wysokiej wartości odżywczej przetworów mięsnych pokutuje nadal w wielu polskich domach. Przemysł spożywczy doskonale to rozumie, podając nam jak na talerzu „zdrowe paróweczki” i „chude wędlinki drobiowe” w sam raz dla najmłodszych. Jeśli jednak przestudiujemy uważnie etykietę znajdziemy tam sporą porcję soli, substancji konserwujących, poprawiających smak czy zwiększających objętość. Jeśli chcemy podawać dzieciom mięso, najlepiej jeśli kupimy je z zaufanego źródła, od zwierząt karmionych np. trawą nie zaś modyfikowaną genetycznie paszą pełną hormonów i pestycydów. Z takiego mięsa, wędliny możemy przygotować samodzielnie.

7. Płatki śniadaniowe 

O ile niskoprzetworzone produkty zbożowe mogą stanowić wartościowy składnik w diecie dziecka, o tyle popularne wśród najmłodszych płatki śniadaniowe do takich produktów nie należą. Niech nie zmyli nas rzekome wzbogacenie ich we wszystkie możliwe witaminy i minerały. Czekoladowe kulki, miodowe oponki, ani cynamonowe chrupki nie są i nie będą wartościowym śniadaniem. Jest w nich zdecydowanie za dużo cukru, a wysoki stopień przetworzenia zdążył pozbawić je znacznej części wartości odżywczych.

8. Soja

Jedyną formą soi przyswajalną dla człowieka oraz bogatą w wartościowe składniki odżywcze jest soja fermentowana. Większość ludzi nie posiada enzymów pozwalających na strawienie jej w innej postaci. Na niekorzyść tego produktu działa również fakt, że duża część uprawianej na świecie soi to uprawy modyfikowane genetycznie. Nawet jeśli uważasz zagrożenia dla zdrowia związane z inżynierią genetyczną za przesadzone, być może przekona Cię argument, że aby takie rośliny z powodzeniem rosły i dawały plony, są bardzo obficie opryskiwane chociażby flagowym produktem firmy Monsanto – zawierającym rakotwórczy glifosat Roundup’em. Wbrew pozorom problem ze spożyciem dużych ilości soi mają nie tylko wegetarianie zajadający się tofu. Przyglądając się uważni etykietom wielu wysoko przetworzonych produktów spożywczych np. słodyczy,  znajdziemy w składzie lecytynę sojową.

Na rynku nie brakuje niezdrowych produktów, które dzięki staraniom koncernów spożywczych coraz częściej cieszą się opinią zdrowych dań i przekąsek. Nierzadko odnosimy wrażenie, że działania marketingowe mają większy wpływ na kształtowanie nawyków żywieniowych, niż rzetelna wiedza w tym temacie.

Czego Waszym zdaniem zabrakło, a również powinno znaleźć się na powyższej liście?