21.09
2017

Rodzicu, zanieś las do przedszkola


Z każdym rokiem na mapie Polski przybywa leśnych przedszkoli. Większość z nich zakładana jest przez rodziców, dla których kontakt dziecka z Naturą jest bardzo ważny i którzy szukają placówki działającej w zgodzie z ich wartościami i przekonaniami. Też jestem takim rodzicem.

Niewiele kwestii dla mnie, matki dwóch chłopców, jest ważniejszych od pielęgnowania ich relacji z Naturą. Od dbania o ich wrodzony Wielki Zachwyt nad światem. O tak! najchętniej oddałabym synów do leśnego przedszkola. Ale żyjąc na wsi, pod małym świętokrzyskim miasteczkiem, nie miałam takiej alternatywy. Pozostało mi, matce kochającej las, wprowadzić las do przedszkola.

Las i przedszkole

Kiedy pierwszego dnia września wchodziłam do przedszkolnej sali młodszego syna- debiutanta-wzruszenie mieszało się z radością, duma z ciekawością, nadzieja z obawą. Naprawdę zmieniliśmy systemowe przedszkole. Stąpając po drewnianej podłodze, która jeszcze rok temu zakryta była jaskrawym dywanem, spoglądając na leśną polanę namalowaną na ścianie, ze wzruszenia ściskałam rękę mojego 4-latka. Jego uwagę od razu przykuły zawieszone na ścianie piórka i ptasie gniazdo. Plastik niemal zniknął, a zamiast tego jest dużo stonowanych kolorów i drewna. Żadna sala w żadnym przedszkolu w województwie świętokrzyskim tak nie wygląda. Wiem, że nauczyciele w tej grupie zadbają o potrzeby każdego dziecka, że będzie dużo uważności, swobody, świeżego powietrza, roślin, Natury i Lasu. Drewna zamiast plastiku. To jest przestrzeń, do której z radością będę codziennie oddawać moje dziecko!

Pytacie jak to zrobiłam?

Po pierwsze pokochałam las, szczerze

Każda zmiana społeczna wymaga inspiracji. Oraz inspiratora. A inspiracja działa tylko wtedy, kiedy ten kto ją niesie, jest autentyczny i ma szczerze dobre intencje. Gdyby nie moje własne doświadczenia, nikt by nie uwierzył, że las jest ważny, że bieganie boso po ziemi ma znaczenie a ogródek przy przedszkolu to najlepsza inwestycja, jaką można zrobić z myślą o dzieciach. Zanim zaczęłam komukolwiek mówić o tym, co ja przeżywam, co przeżywają moje dzieci, nabrałam olbrzymiej pewności, że to co robię jest dobre. I to co czuję jest dobre. Może niewiele rozumiałam – i nadal nie rozumiem – ale miałam wewnętrzną pewność, że to jest dobry kierunek. W przeciwnym razie na pewno bałabym się, że zostanę uznana za wariatkę. A strach to bardzo zły doradca jest.

Las i przedszkole

Las i przedszkole

Po drugie, nie oczekiwałam

Z perspektywy czasu mogę szczerze powiedzieć, że nie oczekiwałam. Nie oczekiwałam, że Justyna – wychowawczyni w grupie najpierw starszego a teraz młodszego syna– mnie zrozumie, nie oczekiwałam, że pozostałe panie: Kamila, Edyta, Małgosia wejdą na te tory. Nie oczekiwałam nic od pani dyrektor przedszkola ani od rodziców wszystkich dzieci w naszej grupie. Nie oczekiwałam, że Nadleśnictwo Staszów zgodzi się na tak intensywną współpracę i przygotuje dla nas tyle fantastycznych wypraw do lasu. Ale bardzo tego chciałam, całą sobą, i chyba tylko dlatego to się zadziało.

Po trzecie, nie bałam się i szukałam rozwiązań

Pamiętam jak Justyna w progu, gdy odbierałam syna słuchała moich krótkich opowieści o lesie, trawie, mchu… Nie miałam nic do stracenia opowiadając o tym, jak w zimne poranki pachnie las, jak dzieci pakują plecak na kolację w lesie i jaka to magia dla mnie wstać o 6.00, by pobiec do lasu. Ja robiłam wielki uśmiech i tryskałam energią, a Justyna robiła wielkie oczy – do dziś nie wiem czy to było ze zdziwienia czy z podziwu. Ale każda strona www i każda książka, która mnie zainspirowała, lądowały u niej. Była ciekawa moich pomysłów i nowych rozwiązań. Po kilku miesiącach, gdy stała w lesie ze swoją grupą swobodnie bawiących się w lesie przedszkolaków powiedziała mi, że zrozumiała, co ja czułam i że czuje tak samo.

 

Las i przedszkole

Zdjęcie 28.10.2016, 08 47 46

Las i przedszkole

Po czwarte, budowałam relacje

Nigdy nie narzekałam na przedszkole. Zawsze w tych uśmiechniętych paniach otoczonych dziećmi widziałam osoby, które interesują się moim dzieckiem i są w stanie powiedzieć mi o nim więcej niż sama wiem. Przecież to one spędzały z nim kilkadziesiąt godzin tygodniowo, setki godzin rocznie. Jak można nie rozmawiać? I zawsze dbałam, by to, co chcę wysłuchać było przeze mnie wysłuchane, a to co chcę powiedzieć, zostało przeze mnie powiedziane. Nie umiem sobie wyobrazić, że bez dobrej relacji z kadrą przedszkola, byłabym w stanie nabrać pewności, że moje dziecko jest w przedszkolu szczęśliwe, a już na pewno nie byłoby szansy na jakiekolwiek działania.

Miałam w sobie także sporo odwagi, by zaprezentować wizję leśnej grupy w Nadleśnictwie Staszów – to kolejna cenna znajomość, która wiem, że będzie kiełkowała jeszcze przez lata. Bez współpracy z Nadleśnictwem, nie zdobylibyśmy zaufania rodziców tak szybko, a nasze wyprawy do lasu nie byłyby takie zachwycające.

Piąte, przyjęłam za oczywiste, że przedszkole jest przestrzenią dla rodzica

Są dwa rozwiązania: albo przyjmujesz to, jakie przedszkole po prostu jest i stajesz się odbiorcą jego świadczeń względem Twojego dziecka albo chcesz, by było trochę po Twojemu i próbujesz zmienić. Ja jestem z tych drugich, z tych, co widzą w każdej przestrzeni publicznej miejsce dla siebie. Mam olbrzymią potrzebę zmiany i póki co, to co proponuję spotyka się z bardzo dobrym odbiorem innych.

Niezwykle miłe było dla mnie, że zarówno nauczyciele w grupie syna, jak i dyrekcja, naprawdę była ciekawa moich pomysłów i od razu poczułam, że moje słowa padają na bardzo żyzny grunt. Szybko zorientowałam się, że znajduję zainteresowanie i zrozumienie, nawet dla tak wariackiego pomysłu, jak wyjazdy dzieci do lasu o każdej porze roku. Olbrzymią rolę zagrali też pozostali rodzice, którzy zgodnie wyrazili chęć udziału dzieci w dość ryzykownych aktywnościach, jak wycieczki po lesie albo palenie ogniska w zimie na przedszkolnym placu. Chyba wszyscy czuliśmy, że możemy wspólnie stworzyć coś dla naszych dzieci wyjątkowego.

Las i przedszkole

Las i przedszkole

Szóste, łagodność

To, co widzicie na zdjęciach z przedszkolnej sali to efekt ponad półtorarocznej współpracy z przedszkolem. To namacalna zmiana, jaka zaszła w paniach nauczycielkach, w pani dyrektor, w rodzicach. Natura zagościła w nich na stałe, zagościła w przedszkolu. Patrząc wstecz mam olbrzymią w sobie radość, bo czuję i widzę, że nic nie zrobiono na siłę. Każda zmiana była dokonana w swoim tempie i we właściwym dla siebie czasie. Żadna ze stron – ja jako rodzic, nauczyciele, dyrekcja, nadleśnictwo – nikt nie naciskał w żadnym momencie. To dzieci i las dyktowały nam rytm – ile zostało zrealizowanych wypraw do lasu, co się działo w przedszkolnej sali, co na podwórku.

Po siódme, dawałam dużo od siebie

Szybko zrozumiałam, że nauczyciele czasami czekają na wsparcie rodziców. Nasze nauczycielki na to czekały, może jeszcze podświadomie. Na szczere rozmowy, podpowiedzi, refleksje i pomysły. To była dla mnie przyjemność widzieć na własne oczy, jak to o czym mówię i co podpowiadam, staje się piękną rzeczywistością. Starałam się uczestniczyć w wyprawach do lasu i być kiedy dziewczyny, chciały porozmawiać. Wraz z mężem zorganizowaliśmy dla przedszkola skrzynki na warzywa, które czułam, że stają się namacalnym dowodem na nadchodzące zmiany. Podsyłałam książki, artykuły, materiały do zajęć. Przy tym wiedziałam, jak ważna jest promocja i docenienie działań przedszkola przez szerszą społeczność. To co nowe i nietypowe niekoniecznie może się spotkać z pozytywnym odbiorem najbliższego kręgu osób, dlatego trzeba szukać wsparcia u innych. W dobie internetu, to bardzo proste. Zadbałam o to dobrze na blogu i na fanpage „Wielki Zachwyt”.

Nauczyciel, który wdraża nietypowe leśne zmiany, musi czuć oparcie w rodzicu – to dodaje mu sił i pewności siebie. Myślę, że dużo znaczyło też, że ode mnie-rodzica pani dyrektor przedszkola dostała „Ostatnie dziecko lasu” R. Louv’a i że w pewnym momencie zainteresowały się projektem takie instytucje jak Nadleśnictwo Staszów, Świętokrzyskie Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Urząd Miasta i Gminy Staszów. Kilka dni temu, na zaproszenie organizatorów, zaprezentowałyśmy nasze działania na XII Kongresie Zarządzania Oświatą w Krakowie. To dało dodatkową energię i przekonanie, że przedszkole obrało właściwy kierunek.

Las i przedszkole

To wszystko, co możesz zrobić rodzicu

Prawdą jest, że nic by z tych moich leśnych zabiegów nie było, gdyby nie to, że po drugiej stronie – wśród nauczycieli, pedagogów i dyrekcji – znalazłam partnera. Dziś z wielką satysfakcją i poczuciem spełnienia mogę powiedzieć, że zmiany toczą się beze mnie. To panie z przedszkola samodzielnie zaangażowały kolejne osoby i instytucje do remontu sali. A ta sala….ta sala w naszym przedszkolu jest warta więcej niż tysiąc słów w internecie: kolejne nauczycielki się inspirują i chcą podobnie pracować z dziećmi. A ja ze wzruszeniem przyglądam się, jak Natura powoli rozlewa się na całe przedszkole i inspiruje do szukania nowych rozwiązań inne placówki w kraju.

Czasami los tak to ułoży, że ludzie spotkają się w odpowiednim czasie i miejscu. Czasami jest inaczej. Ale co każdy z nas rodziców może zrobić dla swoich dzieci, to SPRÓBOWAĆ. Spróbować wnieść las do przedszkola – ta próba może się okazać najważniejszą rzeczą w jego przedszkolnym życiu.

Spróbuj, proszę.

Las i przedszkole

Wszystkie zdjęcia pochodzą z bloga Wielki Zachwyt. Ich wykorzystanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki jest zabronione. 


Wielki Zachwyt to blog o życiu blisko natury, relacji dzieci z przyrodą i relacji matki z dziećmi. Inspiruje i motywuje do wyjścia do lasu. Jego autorką jest Basia Zamożniewicz, mama dwóch małych chłopców. Opowiada, jak wspólnie spędzają czas i towarzyszą sobie w momentach wielkiego zachwytu nad Przyrodą. Zafascynowana ideą edukacji leśnej, promuje ją i wprowadza do zwykłego systemowego przedszkola w swoim rodzinnym mieście Staszów w Świętokrzyskiem inspirując zmianę w systemie edukacji przedszkolnej