06.09
2016

Ekologia dzieciństwa, czyli jak uwolnić dziecko ze szkoły


Czym jest „ekologia dzieciństwa”? Jak ekologia w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, opiera się na szacunku do tego, co naturalne. W tym wypadku – naturalne u dziecka. Czy naturalną potrzebą dziecka jest siedzenie przez kilka godzin w jednej pozycji i skupienie na przyswajaniu narzucanego mu kanonu wiedzy? Albo zrywanie go rano, gdy najsmaczniej śpi? Odpowiedź jest oczywista. I dlatego właśnie twórca pojęcia André Stern, znany jest jako człowiek uwolniony ze szkoły. 

1 września na Facebooku zaistniało wydarzenie pt. Znieść obowiązek szkolny (KLIK!). Komentarze internautów? Cytuję z zachowaniem oryginalnej pisowni i ortografii: „Śmiech na sali. Znieście obowiązek szkolny, a będzie więcej d….. chodzić po tym świecie, niż teraz”, „mimo ze sie uczycie to i tak jesteście idiotami bo np. tworzycie takie wydarzenia, co by było gdy was nikt nie uczył… apogeum”, „Nie wiem czy to dobry troll, czy 80% ludzi z tego wydarzenia jest upośledzonych” – i wiele, wiele jeszcze podobnych. 

 

child-830988_960_720Pięć setów czterdziestopięciominutowych w ławce – to naturalne dla dziecka?

 

Czy odcięcie od edukacji szkolnej jest gwarancją przyszłej klęski intelektualnej?

André Stern, który nie uczestniczył w zajęciach szkolnych nawet przez jeden dzień, jest muzykiem, kompozytorem, lutnikiem gitarowym, pisarzem oraz dziennikarzem. Napisał dwie bestsellerowe książki, a na co dzień para się nauczaniem muzyki, prowadzi wykłady (również na renomowanych uczelniach, gdzie jest zapraszany jako specjalista w dziedzinie alternatywnych metod nauczania). Działa jako informatyk i odnosi sukcesy w świecie tańca i teatru. I dodajmy jeszcze tylko, że włada pięcioma językami.

Wszystko można zrzucić na karb niesamowitych uzdolnień tego akurat człowieka. Ale warto też pokusić się o pytanie: czy to szkoła nie podcina nam skrzydeł i nie uśrednia nas, byśmy pasowali do schematu? Ile naszych pasji rozwinęło się nie dzięki, a mimo szkoły? I jak wiele byśmy mogli zdziałać, gdyby to, co jest naszą rzeczywistą fascynacją i dziedziną, w której jesteśmy dobrzy, było wspierane od wczesnego dzieciństwa?

Idąc tym tropem, można posunąć się do stwierdzenia, że szkoła zabija to, co w nas naturalne.

Naturalną cechą dziecka jest ciekawość. To ona każe mu najpierw wytężać wzrok, potem sięgać po przedmioty, podnieść się, a z czasem stanąć na nogach i uczynić pierwszy krok. Gdy przychodzi etap pytań, wtedy już doskonale ogarniamy oceany dziecięcej potrzeby wiedzy. I o ile na tym etapie nie zaczniemy zbywać nużących początkowo pytań niczym, to jest wielka szansa, że pytania te z czasem staną się przyczynkiem do interesujących i dla nas dyskusji. Sama będąc na tym etapie, dogłębnie odczuwam, jak rozległe białe plamy zieją w mojej wiedzy pomimo odebrania pełnej edukacji szkolnej.

Jaką alternatywę przygotował dla swego syna malarz, pedagog i badacz Arno Stern? Zaufał samemu André. I nie, nie nauczał go w domu. Nie sprowadził mu też prywatnych nauczycieli. Tajemnica tkwiła w tym, że dziecko mogło pójść za fascynacjami. Konsekwentnie. Majsterkowanie? Nie, nie dziecięcymi narzędziami. Potrzeby żądnego poznania i doświadczania malca nie były infantylizowane. W każdej dziedzinie, którą André okazał zainteresowanie, był traktowany jak dorosły – z zaufaniem pozwalano mu ją badać. Z czasem poszukiwania przekształciły się w rytuały zgłębiania najtrwalszych pasji. Kluczem do doboru zajęć był entuzjazm ucznia-badacza.

Teraz André  wychowuje podobnie swe własne dzieci. I pokazuje, jak podążanie za ich zainteresowaniami owocuje rozwojem całej rodziny i daje motywację do wychodzenia w świat, niezamykania się we własnym kręgu. Koniec z równaniem do spełniania oczekiwań.

 

connectors-20140624104617354.2015-01-22-18-11-42

andre_stern-2008.2015-01-22-18-11-42André Stern jako pasjonat gitary w dzieciństwie i dziś

 

No dobrze, ale co to ma wspólnego z ekologią?

Najlepiej tłumaczy to sam André: Przez wieki patrzyliśmy na świat Darwinem, nawet kiedy go jeszcze nie znaliśmy: drzewo gatunków i przedmiotów, specjalizacja, przetrwają najsilniejsi. Ale w ostatnich latach nauka zrobiła ogromny zakręt: teraz udowadnia, że wszystko jest połączone. Myśleliśmy, że duże drzewa zabijają małe, tymczasem te duże przez korzenie wysyłają tym małym substancje odżywcze, żeby mogły rosnąć mimo braku słońca. Symbioza. Synergia. A my wciąż patrzymy na kategorie, rankingi, schematy, chociaż podziwiamy ich przeciwieństwa: wolnego ducha Steve’a Jobsa i beznadziejnego ucznia Alberta Einsteina. (…) Do niedawna uważano, że trzeba odciąć pępowinę, wyrzucić dzieci z gniazda, żeby się usamodzielniły. Teraz biologia odkrywa, że wręcz przeciwnie – im większe poczucie więzi z rodzicem i zaufanie, tym bardziej dzieci nie boją się wypłynąć na szerokie wody. (KLIK!)

Przypomnijmy – o roli bliskości wśród zwierząt pisała Simona Kossak, znawczyni tematu: Dzięki badaniom nad skakuszkami, australijskimi gryzoniami, wiemy już, dokąd prowadzi zimny chów. Nieustanny kontakt między dorosłymi, a nowo narodzonymi dziećmi u gryzoni bez odrzucania i karcenia. decydują o możliwości zawiązania w ogóle przyjacielskich układów z grupą tego samego gatunku. Gdy tego zabraknie we wczesnym dzieciństwie, nie nadrobi się tego już żadnymi staraniami. Przenieśmy to wszystko na ludzi. (KLIK!)

Przypomnijmy: ekologia zajmuje się badaniem nie tylko relacji między organizmami ży­wymi a środowiskiem czy granic wytrzymałości populacji na różne czyn­niki biotyczne i abiotyczne, ale także społecznymi warunkami życia. Czas przenieść ten sposób badania i naszą populację?

 

cat-1291725_960_720Natura mówi, że podążą ku swym celom i będą w tym świetne. Ale nic na siłę.

 

Co będzie, jeżeli zaufa się naturalnym potrzebom dzieci?

André, twórca pojęcia „ekologia dzieciństwa” mówi: Drzewo najpierw zapuszcza korzenie w ziemi, a dopiero potem wypuszcza gałęzie i owocuje. Tak samo jest z dzieckiem. Korzeniami dziecka są jego więzi z najbliższymi osobami. Jeśli dziecko doświadcza miłości, zaufania i szacunku, to nawet jeśli wokół szaleje wojna, jego harmonijny rozwój nie zostanie zachwiany. Rozwój dziecka leży w jego naturze, ale jest ono gotowe w każdej chwili zrezygnować ze swoich wrodzonych predyspozycji, żeby tylko spełnić oczekiwania swoich najważniejszych autorytetów. Przyjęcie naturalnych predyspozycji dziecka wymaga od nas odłożenia na bok naszych doświadczeń, oczekiwań, wyobrażeń i warunków.

Co będzie, jeżeli się na to odważymy? Dziecko u swego zarania jest otwarte. Nie przejawia uprzedzeń rasowych ani religijnych. Nie jest też w żaden inny sposób nietolerancyjne z racji, że sama potrzeba tolerancji nie jest potrzebna komuś, kto nie wyszczególnia w drugim człowieku cech deprecjonujących go. Pozbawione stereotypów, a wręcz ciekawe i poszukujące inności, idą za swymi potrzebami, poszukując intuicyjnie tych, którzy będą mogli jego ciekawość zaspokoić. Otwierając się na świat i ludzi, zyskuje prawdziwą wiedzę a zarazem kompetencje społeczne pozwalające skutecznie dążyć do celu.

Czy taki mieszkaniec Ziemi zaszkodzi swej planecie lub jej mieszkańcom? Czy będzie spełniony? To chyba pytania z odpowiedziami równie oczywistymi, jak te zadane na samym wstępie.

A wiecie, co jest w ekologii dzieciństwa najfajniejsze? Można ją doskonale praktykować wszędzie. Tak, nawet w szkole, jeżeli dziecko regularnie do niej uczęszcza. Mówi o tym sam André Stern, z podobnego założenia wychodzą też twórcy bulwersującego zdarzenia na Facebooku. Bo nie rzecz w tym, by wychować analfabetów, skoro tak wielu wtórnych żyje pośród nas. Rzecz w tym, by wyjść poza szkolne ograniczenia i nie zabić w dziecku tego, co naturalne: entuzjazmu w poznawaniu świata.

 

Więcej o ekologii dzieciństwa dowiecie się tutaj:

ekologiadziecinstwa.com

andrestern.com


Ekoprowincjuszka, która ciągle uczy się czegoś nowego. Gdy się zmęczy, ucieka na rower albo do lasu.