30.07
2016

Sekretne miejsce, do którego masz prawo


U mnie to szuflada ze wszystkim i niczym jednocześnie. Tak, nawet minimaliści takie mają! Może to być szuflada, szafka albo jeszcze inny schowek: miejsce pełne rzeczy, których nie da się przydzielić do żadnej kategorii. Mamy je ogarnąć, ale zabieramy się za nie niczym przysłowiowy pies do jeża. Powiem Wam coś po cichu: przymknijcie na nie oko i przestańcie się tym zadręczać przy okazji porządków. Macie prawo do sekretnego schowka pełnego różnych różności!

W mojej szufladzie na wszystko i nic znajdują się właśnie:

  • niewpisane jeszcze do ewidencji wydatków paragony,
  • latarka,
  • miarka,
  • centymetr,
  • przepis na kajmakowe muffinki,
  • taśma klejąca,
  • złamany ołówek,
  • morze długopisów,
  • kilka różnych taśm washi,
  • jakieś spinacze i zszywki,
  • linijka z widoczkami Paryża,
  • baterie (działają czy nie działają? oto jest pytanie!),
  • klej.

Uwierzcie, ta zbieranina to nic w porównaniu z tym, co królowało tu niegdyś. Słowo, dokonuję cyklicznych przeglądów. Ale zasobów tego miejsca nie da się już ograniczyć. Walka z długopisami przypomina tę z wiatrakami albo z mityczną hydrą: pozbywam się kilku, przybywają nowe – ze szkolenia, od mamy, od przedstawiciela handlowego. Zastępów spinaczy wystarczy nam prawdopodobnie już do końca naszych dni: ile dokumentów zwykły śmiertelnik spina na potrzeby prywatne?

Jak zaklasyfikować zawartość naszej szuflady? Teoretycznie zgromadzone tu rzeczy można przyporządkować pod spójną kategorię „przybory biurowe”. Ale czy do końca? Co tu robi przepis na muffinki? A paragony? Gdzie trzymać paragony? A czy baterie to też biuro?

 

window-1373022_960_720Sekretne miejsce na zbieraninę różności… każdy powinien je mieć!

 

Ach, to nieszczęsne kategoryzowanie. Tak nam ułatwia życie… Usprawnia nasze procesy myślowe, pomaga wydzielić to, co ważne. Stąd przecież szufladkowanie, czyli dopasowanie osób do konkretnej grupy społecznej, choćby na podstawie jednej cechy. Lubimy szufladkować innych, odnośnie siebie samych mamy na to mniejszą tolerancję. Nic dziwnego. Kategorie mają tak rozmyte granice!

Kim jest minimalista? Ten, który ma regał pełen książek – łapie się? A może tylko ten, który ma tylko czytnik? Powiem Wam coś: kto czuje się minimalistą, ten nim jest. Ktoś uznał Was za minimalistę? Może i on ma rację. Wszystko zależy przecież od odniesienia.

Pewne jest jedno: sekretne miejsce pełne przedmiotów, które zdają się być przypadkową zbieraniną, to nic wstydliwego. Nawet będąc minimalistą czy też minimalistką, masz pełne prawo, by takowe mieć! Ja też je mam. Nie może być inaczej! Gdzieżbym powtykała te wszystkie paragony, gdy królowa Hiszpanii wpadła nagle z niezapowiedzianą wizytą? Niech żyje moja szuflada na wszystko i nic!

Droga do minimalizmu bywa usiana wątpliwościami. O zmaganiach z moimi piszę tutaj, na mym blogu: KLIK! Zapraszam do czytania i dzielenia się doświadczeniami!


Na co dzień - tłumacz i lektor hiszpańskiego, po godzinach - autorka bloga Droga do minimalizmu, na którym dzieli się swoimi doświadczeniami z upraszczaniem życia. Upodobaniem do prostoty i posiadania mniej zaraża nie tylko czytelników, ale także męża i córeczkę, którzy wspierają ją na wyboistej, ale radosnej drodze do minimalizmu.