07.11
2010

Chrupkarza raj, czyli co warto chrupać? Odcinek I: pestki


Nieważne, co chcą nam wmówić spece od marketingu – chipsy ziemniaczane ani popcorn nie są eko, choćby smakowały jak zielona sałata i były zapakowane w najbardziej zielone (teksturowe) biodegradowalne opakowanie, jakie tylko można sobie wyobrazić. Ale czym zastąpić chipsy, paluszki, precelki i inne kaloryczne przekąski, gdy złapie nas wielka ochota na chrupanie?

Zaczynamy nasz subiektywny przegląd ekoprzekąsek. Na pierwszy ogień idą pestki – bo właśnie uprażone smakują obłędnie!

Człowiek to istota chrupiąca. Dlaczego? Oczywiście można odpowiedzieć najprościej: bo ma zęby. Ale chrupanie to coś więcej. Nie chrupiemy tylko po to, żeby zaspokoić chwilowy głód, chrupiemy, żeby pochrupać. Chrupanie relaksuje i uspokaja. Garść przekąsek pozwala zająć ręce i… głowę. Małe dzieci zaczynające naukę gryzienia lubią jeść głównie te produkty, które chrupią. Fajnie się chrupie z przyjaciółmi i w samotności, bez powodu i żeby np. rzucić palenie (!). Nie zachęcamy do chrupania z nudów, ale wiadomo, że różnie bywa… Chrupmy więc na zdrowie: pestki, nasionka, orzechy i inne cudowności.

Pestki słonecznika – na ładną cerę i życie bez stresu

Jednym słonecznik będzie kojarzył się tylko z Van Goghiem, innym – z mało eleganckim pluciem łuskami pod nogi. Mało kto natomiast wie, że słonecznik to bogate źródło białka i prawdziwa bomba witaminowa: jest jednym z najbogatszych źródeł witaminy B6 (która odpowiada za piękną i zdrową cerę: leczy stany zapalne skóry i zmniejsza łojotok oraz sprawia, że skóra długo pozostaje młoda i elastyczna), nie brak w nim też witaminy B1 i PP, A, E, D i błonnika. Ten w wersji bio chwali się zawartością zdrowych kwasów tłuszczowych i związków mineralnych: potasu, wapnia, magnezu, cynku i żelaza. Do tego reguluje pracę układu nerwowego i immunologicznego oraz pomaga obniżyć poziom stresu. Taki mały, a tyle potrafi! Świetnie smakuje w pieczywie, twarożku, jako posypka do sałatek i samodzielna przekąska. Uprażony na suchej patelni i lekko posolony, serwowany na ciepło, z dodatkiem ulubionych przypraw (np. sosu sojowego, ostrej lub słodkiej papryki lub ziół prowansalskich) może się okazać hitem niejednego wieczoru. Na aukcjach internetowych znalazłyśmy nawet słonecznik w czekoladzie i różnych kolorowych skorupkach, ale ta idea jakoś nas nie przekonuje…

Ciekawostka: słonecznik sprawdzi się też jako świetna maseczka upiększająca. Wystarczy zmielić garść łuskanych ziaren, dodać do tego 1 łyżeczkę płynnego miodu i 1 łyżeczkę oleju migdałowego. Taką maseczkę (może być lekko podgrzana w kąpieli wodnej) nakładamy na twarz – będzie oczyszczona i lepiej ukrwiona.

Pestki dyni – na prostatę, na włosy i… na słodko

Pestki dyni nadają się do jedzenia zaraz po wydrążeniu z owocu (nie wyrzucajmy ich więc z surowej dyni przygotowywanej do wykorzystania w kuchni), ale ze zrozumiałych przyczyn kupujemy je zwykle w wersji suszonej (lub dodatkowo prażonej). W zestawieniu ze słonecznikiem pestki dyni nie mają się czego wstydzić: także zawierają bardzo dużo białka, nienasycone kwasy tłuszczowe, niektóre aminokwasy i sporo witamin oraz mikroelementów. Dodatkowo kryją w sobie cenne fitosterole, które zmniejszają wchłanianie cholesterolu. Wpływają też korzystnie na mózg i układ nerwowy (za sprawą lecytyny), są zalecane w profilaktyce prostaty, pozwalają pozbyć się pasożytów z układu pokarmowego oraz zapobiegają wypadaniu włosów. Zawierają także tokoferole, które działają jak afrodyzjak.

Można je przyrządzić dokładnie tak samo jak słonecznik, czyli uprażyć na suchej patelni i doprawić dowolną przyprawą już w miseczce, obydwa składniki zresztą świetnie smakują w tandemie. Kto woli na słodko i korzennie, niech spróbuje koniecznie prażonych pestek dyni z cynamonem. To tania, szybko sycąca przekąska, którą można przyrządzić w mgnieniu oka. Na rynku dostępne są oczywiście pestki dyni w różnych wariantach smakowych (np. ze wspomnianym cynamonem, sosem sojowym lub solą morską), ale jeśli macie więcej czasu, to zachęcamy do samodzielnych eksperymentów i szukania własnych smaków.

Sezam

Sezam to wprawdzie nie pestki, lecz nasiona, ale doskonale wpisuje się w pestkowy trend (no i trudno zaliczyć go do orzechów). Uprawiali go już Sumerowie 4000 lat p.n.e., a pochodzi prawdopodobnie z terenów dzisiejszej Jawy, Sumatry i Borneo. Z uwagi na dużą zawartość w sezamie egzogennych kwasów tłuszczowych (NNKT) powinien jeść go każdy, kto jeszcze się rozwija, a więc przede wszystkim dzieci. Wartość odżywcza białka zawartego w sezamie jest porównywalna do wartości białka kurzego jaja. Sezam dostarcza też witamin A, E i z grupy B, magnezu, potasu, wapnia, żelaza, cynku i fosforu, a dzięki wysokiej zawartości aminokwasów jest bardzo łatwo przyswajalny przez organizm. Ale największą zaletą sezamu są tłuszcze z grupy omega 3 i unikatowe substancje takie jak sesamol i sesamolina – naturalne przeciwutleniacze, które spowalniają procesy starzenia. Mieszanka wszystkich tych cennych składników sprawia, że sezam jest wspaniałym pomocnikiem osób chcących jak najdłużej zachować młodą, elastyczną skórę, chroni organizm przed niektórymi chorobami metabolicznymi i zmniejsza ryzyko nowotworów. Z uwagi na swoje nieduże rozmiary ziarna sezamu wykorzystywane są częściej jako dodatek (np. w sałatkach) niż samodzielna przekąska, jego jedzenie może okazać się bowiem nkłopotliwe, ale dla chcącego nic trudnego. Kto woli pochrupać coś bardziej treściwego, niech wybierze niezawodne sezamki – paczka to tylko 200 kalorii.

W następnych artykułach przeczytasz:

  • Arbuz w brzuchu nie wyrośnie, czyli dlaczego można, a nawet trzeba połykać pestki z owoców
  • Chrupkarza raj, czyli co warto chrupać. Odcinek II: orzechy
Chrupkarza raj, czyli co warto chrupać? Odcinek I: pestki, 3.8 out of 5 based on 13 ratings