15.05
2018

Magda Bębenek: ekologia to przywilej i obowiązek


Kilka tygodni temu zapakowała swoje rzeczy aby najbliższe miesiące spędzić w lesie na Podlasiu. Magda Bębenek, podróżniczka i autorka, wraz z Piotrem Horzelą znanym naszym czytelnikom z przyrodniczego kanału YouTube „Horzela opowiada” zamieszkali w mobilnym domku w Puszczy Knyszyńskiej. Spędzą tam siedem miesięcy realizując leśny projekt podróżniczy „Las w nas”.

Las w nas - Magda Bębenek

ULICA EKOLOGICZNA: Czym się zajmujesz?

Obecnie wraz z partnerem przeprowadziliśmy się do małego mobilnego domku w Puszczy Knyszyńskiej, skąd realizujemy projekt przyrodniczno-społeczny „Las w Nas”. W ramach „Las w Nas” nagrywamy filmy na YouTube, robimy zdjęcia (część można zobaczyć na naszym Instagramie  oraz dokumentujemy to, jak las i jego mieszkańcy zmieniają się na przestrzeni trzech pór roku. Idea jest taka, żeby zbliżać ludzi do natury, ale i siebie nawzajem – dlatego chcemy również pokazywać sylwetki lokalnych twórców i ludzi, którzy mieszkają blisko lasu, czasem od pokoleń.

W swoich treściach skupiam się na zgłębianiu tematu szeroko rozumianego powrotu do natury w naszym życiu codziennym, poczynając od tego, ile czasu spędzamy w przyrodzie, idąc przez to, jak i co konsumujemy, kończąc na zagadnieniach związanych z ekopsychologią czy zaangażowaniem w to, co chcemy wspierać. Piotrek ma natomiast bardzo dużą wiedzę leśną (wychował się w leśniczówce na Pomorzu) i skupia się na promocji treści przyrodniczych, przybliżających ludziom polską przyrodę.

Dodatkowo, na kanwie swojego doświadczenia z samodzielnym wydaniem dwóch książek, pracuję z autorami, którzy chcą wydać swoją twórczość w ramach self-publishingu. Zamierzam również kontynuować prowadzenia autorskich Warsztatów w Kręgu
Siedmiu Pokoleń dla kobiet. Więcej przeczytać można o nich tu.

Czy ekologia i ochrona środowiska są Ci bliskie, a jeśli tak to dlaczego?

Są mi bardzo bliskie i towarzyszą mi w podejmowaniu codziennych decyzji – na tyle, na ile jest to w danym momencie możliwe (fizycznie, finansowo, praktycznie).

Bliskie są mi głównie dzięki moim doświadczeniom podróżniczym i wypływającym z nich refleksjom. W szczególności dużą rolę odegrało tu pięć miesięcy, które kilka lat temu spędziłam na Hawajach. Kontakt z rdzennymi Hawajczykami, słuchanie ich historii kulturowych i mitologii czy poznanie niektórych koncepcji zawartych w języku hawajskim pomogło mi na nowo ułożyć to, jakie jest moje miejsce w świecie – zarówno w społeczności ludzi, jak i całości przyrody.

Od tamtej pory moim ogromnym przywilejem, ale i obowiązkiem, jest podejmować takie decyzje i promować takie treści, które dążą do zrównoważonej obecności mnie i innych na tym świecie. Zgodnie z hawajskim spojrzeniem, moją starszyzną, przodkami i rodziną nie są tylko ludzie, ale i rośliny i zwierzęta. Należy się im więc szacunek i opieka.

Możemy i musimy czerpać z przyrody, która ma dla nas mnóstwo dobrodziejstw, ale co najmniej tyle, ile bierzemy, powinniśmy jej oddawać. A gdy podejmujemy decyzje, dotyczącego tego, jak funkcjonujemy jako jednostki i społeczności, powinniśmy kierować się tym, jak rezultaty naszych decyzji wpłyną na świat naszych kolejnych pokoleń. Jest to więc dość wieloaspektowy i długoterminowy sposób patrzenia na świat. Na to, jak się konsumuje, pracuje czy prowadzi biznes, jak się buduje relacje i co się wspiera swoimi codziennymi wyborami – bo to wszystko ma ogromny wpływ na to, co się dzieje z naszym środowiskiem naturalnym. A przez przedłużenie – z nami.

W pewien sposób, w moim obecnym rozumieniu tych zagadnień, ekologia i dbanie o przyrodę są wyrazem egoizmu w najczystszej postaci – im bardziej ekologicznie i w zgodzie z naturą żyjemy, tym lepiej wychodzimy na tym my i wszyscy dookoła.

33C1D164-6BB6-480F-B7AA-5B49791B3643

Czy ograniczasz na co dzień wytwarzanie śmieci i w jaki sposób?

Jestem uważna na to, jak konsumuję i śmiecę.

Przede wszystkim uważam jednak, że pora zacząć wywierać naciski na to, żeby to firmy były odpowiedzialne za to, żeby swoje produkty sprzedawać w opakowaniach, które nie są toksyczne dla nas i dla środowiska. Jako jednostki możemy odmawiać tu siatki, a tam widelca, ale tak naprawdę, w skali miasta, kraju czy świata, niewiele to zmieni, dopóki wytwórcy dóbr, które konsumujemy nie będą ich inaczej pakować i sprzedawać. Bardzo cieszy mnie przykład krajów, które wprowadzają całościowe
zakazy używania foliówek czy plastikowych jednorazówek. W przypadku, gdy ciężar niewytwarzania śmieci ląduje na konsumencie, który ma stosunkowo niewielki wybór tego, jak tych śmieci masowo uniknąć, nie uporamy się z tym problemem.

Jeśli chodzi o to, co ja robię: to, co mogę kupuję na wagę i trzymam w słoikach, gdzie to tylko możliwe wybieram szkło lub papier ponad plastik, coraz więcej produktów, które używam jest domowej roboty – od środków czystości, przez kosmetyki, herbaty itp.

W tematach kobiecych korzystam również z wielorazowych podpasek, które zresztą uwielbiam (np. firmy Kokosi) lub kompostowalnych z bawełny ekologicznej (choć w przypadkach wyjątkowych korzystam czasem ze „zwykłych” podpasek).

Dodatkowo żyję stosunkowo minimalistycznie, rzadko kiedy kupując nowe rzeczy. Jeśli już, to staram się, by były z naturalnych materiałów i wytwarzane w odpowiedzialny i zrównoważony sposób. Myślę, że ważną kwestią jest też pamiętać, że lepiej używać starych, plastikowych przedmiotów, niż je wyrzucać i kupować nowe, bo są bardziej „eko”. Wydaje mi się, że najbardziej ekologiczne jest niemarnowanie i nienakręcanie produkcji nowych przedmiotów, zużywających kolejne zasoby naturalne. Dlatego staram się używać danych rzeczy dopóty, dopóki ma to sens i dopiero wtedy wymieniać je na lepszej jakości zamienniki.

A poza tym rozmawiam, rozmawiam i jeszcze raz rozmawiam, starając się zwrócić uwagę innych osób na te same zagadnienia.

Gdzie kupujesz ubrania i co robisz z tymi których już nie używasz? Czy możesz polecić swoje ulubione marki?

Ubrania kupuję raczej rzadko – tyle ich nazbierałam przez lata, że częściej coś oddaję, niż dodaję do swojej szafy. Kiedy dochodzę do wniosku, że czegoś nie potrzebuję, często pytam po znajomych, czy komuś się to nie przyda, a jeśli ta ścieżka nie przynosi pożądanych efektów, rzeczy pakuję w worki i oddaję fundacji, która odbiera je dla potrzebujących (świetne rozwiązanie – co miesiąc na klatce wisi plakat informujący o dniu odbioru, przyjeżdża samochód i zabiera wystawione rzeczy).

Jeśli jednak czuję potrzebę i chęć uzupełnienia lub wymienienia części garderoby, staram się wyszukiwać ubrania z naturalnych materiałów, szyte w zrównoważony sposób – zwracam uwagę na miejsce powstania ciuchów, czytam o markach w Internecie. Z polskich marek zdecydowanie polecam KOKOworld, którzy szyją wszystko w Wieliczce, mają kolekcję z bawełny organicznej, część materiałów biorą od zagranicznych rękodzielników, do tego angażują się we wspieranie akcji charytatywnych.

Z rzeczy turystyczno-sportowych zakochana jestem w działalności firmy Patagonia – zarówno w tym, jak tworzą swoje produkty i ulepszają łańcuch dostaw, jak i w tym, że wykorzystują biznes do wspierania szeroko rozumianej ochrony środowiska. Ich pracownicy mogą odbywać płatne wolontariaty na rzecz innych organizacji, firma przekazuje część swoich dochodów grupom dbającym o ochronę środowiska oraz organizuje konferencje dla aktywistów, w trakcie których uczą się, jak skuteczniej działać. Teraz zaczynam się również przyglądać np. firmie Fjallraven.

Podsumowując, lubię wiedzieć, skąd pochodzą kupowane przeze mnie rzeczy, kto je zrobił i co wspiera swoją działalnością. Kupując od takich firm czuję, że moimi pieniędzmi nie wspieram tylko ich, ale i szerszą wizję świata i biznesu, którą chcę pomóc urzeczywistnić. Zresztą dzieje się tak nie tylko, gdy chodzi o ubrania – od kiedy na nowo poukładałam się z tym, jak wydawać i zarabiać, żeby jak najmniej szkodzić, coraz częściej wspieram lokalnych rękodzielników i usługodawców.

Z drugiej strony nie wszystko, co kupuję jest eko, zrównoważone i ręcznie robione – póki co mnie na to nie stać, a i nie mam potrzeby nabywania wielu nowych rzeczy.

Czy kupujesz wodę w plastikowych butelkach czy pijesz wodę z kranu i dlaczego? Co pijesz poza domem i w czym transportujesz swoje napoje?

Jedno i drugie.

Tam i wtedy, gdy to możliwe, piję kranówę i noszę ze sobą dużą butelkę na wodę (Hydroflask – bardzo polecam! Dożywotnia gwarancja, świetnie utrzymuje temperaturę zarówno zimnych, jak i gorących płynów). Ale bywa i tak, że kupuję wodę butelkowaną – jeśli skończy się woda z mojej butelki, nie mam jej przy sobie lub z jakichś powodów nie mam alternatywy. Ważne jest dla mnie, aby zadbać o dobre nawodnienie, więc czasem wygrywa to z moją niechęcią do zakupu wody butelkowanej.

Po raz kolejny, uważam, że należy zacząć wymagać więcej od producentów napojów – nie tylko wody – w kwestii opakowań ich produktów. Całość odpowiedzialności za niepicie z plastiku nie może leżeć na konsumentach.

Na co zwracasz uwagę kupując produkty spożywcze?

Jak ze wszystkim innym: na to, skąd pochodzą oraz kto i w jaki sposób je wyprodukował, a także na sposób ich pakowania. Tutaj, podobnie jak przy kosmetykach, zdecydowanie zawsze czytam etykiety.

Nie kupuję np. produktów firmy Nestle, unikam produktów wielkich korporacji – nawet, gdy kryją się pod różnymi pięknie brzmiącymi markami. Tak naprawdę jest dość niewiele produktów przetworzonych, które kupuję.

Najchętniej kupuję rzeczy ekologiczne, lokalne i pochodzące od małych rolników i wytwórców. Wiadomo, że nie wszystko u nas rośnie i, o ile człowiek nie podejmie decyzji o konsumpcji jedynie sezonowych i lokalnych produktów, nie jest to zawsze możliwe – np. w przypadku orzechów czy owoców cytrusowych.

Mieszkając w Warszawie, byłam członkinią Kooperatywy Spożywczej Dobrze, dzięki której miałam dostęp do świetnej jakości warzyw, owoców oraz rzeczy sypkich, zarówno z kraju, jak i za granicy. Tuż przed przeprowadzką do Puszczy kupiłam kilkanaście kilogramów różnych kasz, ryżu, płatków, pestek i orzechów, które teraz stoją w słojach na regale i stanowią świetną bazę dla zdrowych dań.

Las w nas - Magda Bębenek

Czy jadasz mięso i dlaczego? Jeśli nie jadasz, czym zastępujesz dania mięsne w diecie?

Jadam mięso ryb, choć od dłuższego czasu jestem świadoma tego, że zupełnie bez różnicy jest, czy je się mięso białe lub czerwone, czy rybie. Zarówno zwierzęta lądowe jak i wodne hodowane są w sposób niezwykle nieetyczny, zarówno pod kątem ich traktowania, ale i tego, czym są karmione, „leczone” itp.

Dodatkowo łowimy zbyt dużo i bardzo obciąża to i tak już obciążony ekosystem.

Był czas, gdy nie jadłam żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego, a samo mięso zaczęłam odrzucać w 2012 roku, gdy zaczęłam edukować się, co jest do mięsa dodawane i jak to wpływa na moje zdrowie. Poza tym czytałam m.in. o naszym układzie trawiennym i o tym, że nie jest on zbudowany w sposób, który pozwala dobrze mięso trawić, co może mieć poważne konsekwencje zdrowotne. Zaczęłam dowiadywać się, że jest coś takiego jak zakwaszenie organizmu, do czego też w dużej mierze przyczyniają się produkty odzwierzęce. I krok po kroku zmieniłam swoja dietę.

Pamiętam, jak świetnie czułam się na diecie wegańskiej i myślę, że swoimi obecnymi wyborami cały czas zmierzam w kierunku wypracowania sobie zrównoważonego sposobu odżywiania, który oparty będzie na produktach sypkich, warzywach i owocach, ze sporadyczną obecnością produktów odzwierzęcych.

Wcześniejszych zmian dokonywałam bardzo drastycznie i efekt był taki, że nie potrafiąc z dnia na dzień zmienić nawyków żywieniowych, wypracowywanych przez dwie i pół dekady, byłam dla siebie bardzo surowa. Teraz staram się, aby słowo „zrównoważenie” stało na czele wszystkich decyzji, które podejmuję. Jeśli są więc obszary, w których chcę dokonać zmiany, szukam alternatyw, ale nie kosztem wyśrubowanych i źle na mnie wpływających standardów.

Wracając do moich doświadczeń hawajskich, a także w innych miejscach na świecie, pamiętam o ludziach, którzy żyją z głęboką miłością do świata zwierząt i roślin, ze świetną znajomością przyrody i radością z przebywania z nią, a także w sposób bardzo zrównoważony, którzy mięso jedzą. I tak jak kilka lat temu uważałam ekologicznego mięsożercę za oksymoron, tak teraz już nie – wierzę, że można być świadomym miłośnikiem zwierząt i reszty świata przyrody, który je mięso. Oczywiście tutaj wchodzi m.in. kwestia tego, od jakich zwierząt i w jaki sposób jest ono pozyskiwane. Ale to już temat na inną, dłuższą dyskusję.

Co sądzisz o „ulepszaniu” żywności poprzez modyfikacje genetyczne (GMO)?

Jeśli mówimy o tym, co robi np. Monsanto, to jestem temu zdecydowanie przeciwna. Nie mam na ten temat jednak jeszcze zbyt szerokiej wiedzy. Moje sprzeciw oparty jest na głębokim poczuciu, że to, co jest tak bardzo nienaturalne i robione w sposób niesamowicie inwazyjny dla środowiska i ludzi, nie może być na dłuższą metę dobre. Jeśli dany organizm się nie rozmnaża i nie chcą go jeść inne żywe organizmy, to nie rozumiem, w jaki sposób miałby on być dla nas dobry.

Dodatkowo odrzuca mnie to, w jaki sposób GMO jest hodowane i wprowadzane na rynek, jak destrukcyjne praktyki stosowane są wobec tradycyjnie działających rolników. Podobnie jak forsowanie upraw GMO jako „koniecznych” czy „zbawiennych” z hasłami „nakarmienia świata i skończenia głodu”.

Według mnie, jest to jedno wielkie kłamstwo. Obecnie produkujemy wystarczającą ilość żywności, żeby spokojnie wykarmić całą ziemską populację. I co? I szacuje się, że marnujemy (i przez „my” rozumieć tu należy tzw. kraje rozwinięte) około 50% produkowanej przez nas żywności. Nie są nam więc potrzebne GMOsy, a etyczne biznesy, który nie zarabiają na tym, że ludzie głodują.

Ostatnio dostałam książkę „W królestwie monszatana” – kto wie, może po jej lekturze zmienię zdanie. Przeczytam ją z otwartą głową, choć i z dużą dozą sceptycyzmu.

Czy zdarza Ci się marnować jedzenie? Co robisz aby temu zapobiegać?

Zdarza się, choć na szczęście mam możliwość kompostowania resztek organicznych, dzięki czemu czuję, że pewien naturalny cykl dojrzewania i rozpadu jest zachowany, więc to, co z ziemi wyszło do niej wraca. Dużo bardziej boli mnie serce, gdy jedzenie ląduje w koszu na śmieci.

Staram się nie kupować więcej niż potrzebuję, choć nie zawsze mi to wychodzi. Szczególnie, gdy szykuję kolację dla znajomych – wtedy jedzenia jest zdecydowanie za dużo, a ja je z entuzjazmem rozdaję na wychodnym.

Czy uważasz niektóre proekologiczne zwyczaje za obciachowe? (np. chodzenie z własną siatką na zakupy, używanie pieluch wielorazowych, freeganizm…)

„Obciach” to ostatnie słowo, o którym myślę w relacji z ekologią. Mądre i zrównoważone nawyki związane ze zmianą tego, jak żyjemy i konsumujemy uważam za potrzebne i godne pochwały.

Hawajczycy mają słowo, które uwielbiam, a które brzmi kuleana. Kuleana to przywilej i obowiązek zarazem. Moim obowiązkiem jest zachowywać się tak, aby dbać o planetę i innych ludzi, ale jest to też ogromny przywilej. Moja świadomość zagadnień, o których tu rozmawiamy, wynika z moich dotychczasowych doświadczeń, zebranych w odległych końcach świata; wynika z faktu posiadania czasu na to, by czytać, szukać, próbować; wynika z sytuacji materialnej, która pozwala mi patrzeć na etykiety i miejsce pochodzenia, a nie tylko na cenę – wiele osób w naszym kraju nie ma takich możliwości, nie jest więc tak uprzywilejowana, jak ja.

Tym bardziej czuję, że to cudowne, że mogę dokonywać takich wyborów a nie innych i rozmyślać nad tymi kwestiami, szukając rozwiązań dla nurtujących mnie problemów. I tym bardziej czuję, że moim obowiązkiem jest tak żyć i działać, by wspierać również tych, którzy z różnych względów nie mogą robić tego samego.

Dlatego tzw. zachowania proekologiczne – przynajmniej obecnie, bo przechodziłam i bardzo ciężkie okresy układania się z tym, jakie struktury sobie zbudowaliśmy, jaka w tym moja rola, czy i co można z tym wszystkim zrobić – kojarzą mi się bardziej z autentycznym życiem zbudowanym na najcenniejszych dla mnie wartościach, niż jakimkolwiek obciachem.

Inna sprawa, że nie wszystko, co zielone jest ekologiczne. Piękne hasła i wzniosłe idee nie zawsze idą w parze z realną ekologią. Niestety często skupiamy się na chwilowych i nieprzemyślanych działaniach, które jedynie odraczają problemy, które trzeba rozwiązać. Nie pomaga w tym oczywiście trend zielonego marketingu, czyli tzw. zielonego prania mózgu, uprawianego przez co raz liczniejsze biznesy.

Podobnie jak ekologia nie jest dla mnie usprawiedliwieniem agresji słownej, emocjonalnej czy fizycznej, ani jakichkolwiek manipulacji. Nie każdy rodzaj aktywizmu czy działań tzw. ekologicznych jest moim zdaniem wart wspierania. Nie każde zachowanie w imię ekologii czy ochrony środowiska jest mądre i zrównoważone. I trzeba o tym pamiętać, odpowiednio filtrując je przez rzetelną wiedzę, dogłębną analizę i wieloaspektowe spojrzenie na sprawę.

Jakie środki lokomocji wybierasz najchętniej? (rower, samochód, samolot…)

Mieszkając w mieście, poruszam się komunikacją miejską. Obecnie w Puszczy rowerem, pieszo lub autostopem, choć mam nadzieję, że uda nam się kupić jakiś samochód na ten czas, który tu spędzimy.

Mamy 5 km w jedną i 10 km w drugą stronę przez las do najbliższej miejscowości, więc w niektórych przypadkach auto bardzo by nam się przydało. Samolot pojawia się oczywiście w przypadku dalszych podróży, ale do końca roku takich nie planuję.

15FA7803-831B-4A0E-AC11-B22455C4695B

Czy bierzesz udział w wydarzenia, wyzwaniach w mediach społecznościowych lub innych akcjach ekologicznych?

Do tej pory nic takiego nie robiłam, choć mam jeden kurs na oku.

Czy myślisz że za 15 lat będziemy bardziej troszczyć się o środowisko czy mniej?

Nie wiem.

Mam ogromną nadzieję, że bardziej, bo coraz więcej z nas zdaje sobie sprawę z tego, jak szkodliwy jest sposób, w który obecnie funkcjonujemy – zarówno dla nas samych, jak i dla reszty przyrody. Widzę, jak Internet pozwala nam wzajemnie się od siebie uczyć i inspirować oraz otwierać oczy na kwestie, których świadomości wcześniej nie mieliśmy.

Równocześnie kolejne doniesienia ze świata rozwoju technologii, przemysłu chemicznego, zbrojeniowego itp. nie napawają mnie optymizmem – bardzo często wydaje mi się bowiem, że zapomnieliśmy kolektywnie o tym, co naprawdę ważne i zakręciliśmy się w „rozwoju”, który tak naprawdę przynosi więcej szkody niż pożytku.

Dlatego poza momentami, gdy w pełni odczuwam ciężar moich obaw, strachu i wątpliwości – co z kolei wywołuje chwilowy paraliż, poczucie bezsilności i beznadziei – staram się robić swoje, tworzyć wartościowe treści i wspierać firmy, ludzi i idee, w które wierzę.
Im szybciej zaczniemy współpracować i działać w mądry sposób, tym szybciej będziemy się lepiej troszczyć o środowisko!

Jakie eko-triki możesz polecić czytelnikom Ulicy Ekologicznej?

Hmm nie mam chyba żadnych specjalnych eko-trików. Raczej staram się, żeby moje wybory były dobrze przemyślane i zgodne z tym, czego chcę więcej widzieć dookoła siebie.

Myślę, że do tego super sprawą jest spojrzenie w tył i w przód oraz zadanie sobie dwóch pytań:

1. Co kiedyś działało i było bardziej „eko” niż teraz?

Np. kosmetyki, leki czy środki czystości robione w domu z podstawowych, naturalnych i nietoksycznych składników. Albo ubrania tylko z naturalnych materiałów czy warzywa i owoce z upraw niepryskanych chemią (przecież kiedyś całe jedzenie było „eko”). Drewno, papier, szkło, kamień lub metal zamiast plastiku. Naprawianie rzeczy, zamiast ich wyrzucania. Szacunek do pracy innych ludzi i plonów natury.

2. Jaki świat chcę pozostawić dzieciom i wnukom?

Np. z czystymi rzekami, licznymi zwierzakami, rozległymi lasami, czystym powietrzem, zdrowym jedzeniem, naturalnymi lekami, wspierającymi relacjami, brakiem dyskryminacji itp.

A później podejmować codzienne wybory, mając w pamięci odpowiedzi na powyższe. To mój najlepszy „eko-trik” na coraz bardziej świadome i ekologiczne życie.

Zdjęcia: Las w nas, Instagram @las_w_nas)