08.09
2016

Marzę, by spotkać kiedyś żubra


Byłam kiedyś w Alpach: wielkie góry i księżyc. Byłam przerażona, bo rzadko mam kontakt z taką „masą” przyrody, która nie ma w sobie nic z miasta… – mówi wokalistka Natalia Przybysz.

Z Natalią Przybysz, byłą wokalistką formacji Sistars, obecnie śpiewającą solo pod pseudonimem artystycznym Natu, rozmawia Marta Chowaniec

Jak pani zdaniem powinna wyglądać ekologiczna ulica?
– Sama idea ulicy z założenia nie jest sprawą ekologiczną.

Proszę spróbować.
– Dużo drzew, samochody napędzane na prąd, różne pojemniki na śmieci, domy ogrzewane energią słoneczną… Oczywiście ulica musiałaby być korzystna wizualnie. Jest tyle aspektów, że tego nie ogarnę.

Jak sobie pani radzi w takim nieekologicznym miejscu jak Warszawa?
– Różnie, raz lepiej, raz gorzej. Przyznaję, że często mam migreny z powodu różnych chemicznych smrodów. W jedzeniu jest za dużo glutaminianu sodu, którym się niestety czasem podtruwam. Za to w Warszawie jest sporo sklepów z ekologiczną żywnością, inne miasta mają prawdopodobnie mniej szczęścia pod tym względem.

Najbardziej ekologiczne miejsce w Warszawie?
– Dobrze, że jest Biosfera, chociaż jedzenie mi się trochę tam przejadło. Zakupy robię w sklepie Trawa przy placu Grzybowskim. Wczoraj byłam w Żółtym Cesarzu na Mokotowie. Szczerze mówiąc, nie myślałam w takich kategoriach. W centrum Warszawy przy Żelaznej koło teatru Prezentacje powstał też BioBazar.

W jednym z felietonów publikowanych w miesięczniku „Zwierciadło” deklarowała pani, że nauczy córkę ekologii. Jak to w praktyce wygląda?
– Warto stosować wymianę międzypokoleniową i nie kupować masy ubrań, które za chwilę i tak będą za małe. Można kontrolować ilość zabawek. Kupuję drewniane albo z logo Fair Trade. Mam też znajomą, która prowadzi nową markę Kurkę Wodną. Przygotuje rzeczy dla dzieci z różnych wydawałoby się zużytych surowców, jak stare ubrania. Te rzeczy mają duszę.

Pani wrażliwość ekologiczna wynika z wrażliwości wegetarianki?
– Od paru miesięcy jestem na diecie wegańskiej. Odkąd przestałam karmić swoją córeczkę, zdecydowałam się podjąć ten krok, do którego się od jakiegoś czasu szykowałam. Nie noszę futra. Jestem dumna, że całą zimę przeżyłam w kaloszach, bo nie w skórzanych butach przecież. Z firm eleganckich, na wieczór polecam firmę Melissa, stale współpracującą m.in. z Vivienne Westwood. Piękne są te buty, świetnie pachną, odświeżają szafę swoim zapachem.

1280px-Natalia_Natu_Przybysz

Co sądzi pani o kampaniach np. organizacji PETA z nagą Ewą Mendes i tekstem „Futro! Wolę chodzić nago!”.
– Super! Jeszcze z takim ciałem, to najbardziej wskazane (śmiech). Ludzie są bardzo różni i różnymi kanałami dociera do nich wiedza. Nic strasznego w tym nie widzę. Może to komuś oko otworzy.

W tej chwili wielu ekspertów PR mówi, że bycie eko jest trendy. Bycie ekologicznym ociepla wizerunek, pokazuje, że gwiazda jest wrażliwa…
– Ale mamy prezydenta, który do niedawna polował. Cudowne jest jednak to, że coraz więcej osób, które znamy z gazet, wybiera ekologiczne życie. Być może są to posunięcia PR, bo to oznacza, że jest się po prostu dobrym człowiekiem, a przecież każdy tego chce. Być może jeśli ktoś udaje, to i tak dowiaduje się sporo o ekologii niż gdyby miał nie udawać (śmiech). Ekologia to rozważność. Mój wegetarianizm mniej więcej „zaczął się”, kiedy miałam piętnaście lat. Nie mogłam godzić się na zabijanie. To bycie w zgodzie z samym sobą.

Bycie ekologicznym to bycie w zgodzie z samym sobą?
– Tak. Tylko nasza tożsamość w mieście jest pod tym względem mocno zaburzona. Dlatego tęsknimy za przyrodą, np. marchewką, która pachnie ziemią. Byłam kiedyś w Alpach: wielkie góry i księżyc. Byłam przerażona, bo rzadko mam kontakt z taką „masą” przyrody, która nie ma w sobie nic z miasta… Ale to jest wskazane.

W jednym z wywiadów powiedziała pani, że stosuje zasadę „tekstów ekologicznych”. Proszę ją przypomnieć.
– Chciałabym, żeby moje teksty produkowały pozytywne obrazy przed słuchaczami. Pomijam aspekty toksyczne. Nie wylewam swoich toksyn do piosenek. Trafia to do serca i mózgu słuchaczy, a ja nie chcę ich zaśmiecać.

Z czym się pani kojarzy słowo „ekologia”?
– Z lekcjami środowiska, z ekologiczną, rozważną postawą, którą kultywuję oraz kartą przetargową dla wielu polityków.

Nie kończy pani optymistycznie?
– Cóż, jedźmy na działkę (śmiech). W Polsce jest wiele pięknych miejsc, chrońmy je. Marzę, by spotkać kiedyś żubra.