16.02
2017

Nie tylko o upcyklingu. Rozmowa z Julią Wizowską autorką bloga Na nowo śmieci


Julia Wizowska - Na nowo śmieci

Jak to się stało, że natura stała Ci się bliska?

Z naturą byłam związana od dawna. Wychowałam się w małym mieście otoczonym pagórkami, jeziorami, lasami. W takim otoczeniu spędzałam wakacje oraz czas wolny. Kiedy jeździłam na kolonie, obozowiska rozbijane były wśród borów sosnowych. Jako przeciwniczka wszelkiej aktywności fizycznej, w czasie kiedy inni grali w piłkę, ja zaszywałam się w lasku, brałam notes, pisałam, miałam przed sobą piękną naturę i było mi po prostu dobrze.

Dlaczego zaczęłaś pisać bloga?

Zawsze chciałam być dziennikarką. Sądziłam, że będę w ten sposób potrafiła zbawić świat, jakkolwiek górnolotnie to brzmi. Chciałam, żeby z mojego pisania wynikało coś dobrego. Przez kilka lat robiłam interwencje finansowe w Onecie. Nagłaśniałam afery. Wspierałam ludzi oszukanych przez pseudo-przedsiębiorców, pomagałam im odzyskać pieniądze.

Zajmowałam się reportażem. Razem z mężem wyjeżdżaliśmy przez trzy lata na Ukrainę, na wojnę. Kiedy wróciliśmy z ostatniej podróży potrzebnej do napisania książki, miałam potrzebę odreagowania stresu, wyciszenia. Po tym, co zobaczyłam na Ukrainie, zdałam sobie sprawę, że nie wiem, czy jakkolwiek jestem w stanie pomóc ludziom, jeśli oni sami nie chcą sobie pomagać. Miałam po dziurki w nosie całego zła, które pochodzi od człowieka.

W podobnym czasie wzięliśmy z mężem ślub. Od dawna wynajmowaliśmy wspólnie mieszkanie, które było na poły studenckie, trochę gołe i wesołe. Zaistniała potrzeba, aby uwić gniazdo. Zaczęłam robić różne rzeczy do mieszkania, chciałam je urządzić, sprawić, by ładnie wyglądało. Pamiętam, że pierwszy był dywan z włóczki upcyklingowej. Wtedy odkryłam, że istnieje takie pojęcie jak upcykling.

No właśnie, jak to było z tym upcyklingiem?

To był przypadek. Szukałam jakichś nici nadających się na dywan i trafiłam do sklepu internetowego sprzedającego włóczki z recyklingu. Po dywaniku powstały poduszki – pierwsza z koszuli męża, druga z mojej tuniki. Kolejny był pokrowiec na siedzisko – rozprułam stare prześcieradło i sama zrobiłam z niego włóczkę. Świetnie to wygląda. Naprawdę fajnie wyszło!

Wtedy właśnie mąż zaczął do mnie mówić per Śmieciowy MacGyver, a ja wystartowałam z blogiem. Miałam pomysł, aby pokazać, że jest możliwy upcykling na co dzień, stąd nazwa bloga – Na nowo śmieci. Doszłam do wniosku, że lepiej ratować świat, niż próbować ratować ludzi.

Obecnie poruszasz na blogu wiele innych tematów ekologicznych. Czy upcykling pozwolił Ci dostrzec szerszą perspektywę?

Chyba tak. Im bardziej w to wchodzisz, tym więcej tematów przed sobą widzisz. Zaczęło się od prostych pomysłów, takich jak przerobienie słoika na świecznik. A teraz pojawiły się, na przykład, tematy bezśmieciowe.

Czyżby odwrót od śmieci?

Nie wiem, czy życie w ogóle bez śmieci jest możliwe. Mogę sobie pisać że tak, ale kiedy się rozejrzę, to widzę, że jednak wcale nie jest.

Niedawno teściowie opowiadali historię: sąsiad na sąsiedniej posesji odmalował stodołę, a pochlapane farbą spodnie postanowił spalić na podwórku. Mimo że dwadzieścia metrów od domu ma kontenery na ubrania, do których te stare ciuchy może wrzucić. W całej wsi okropnie śmierdziało. Przyjechał więc wezwany przez kogoś ekopatrol, wypisał sąsiadowi mandat. Najgorsza jednak wydała mi się reakcja otoczenia. Sąsiedzi wyśmiali go, ponieważ dał się złapać policji. Nikt nie powiedział, że jest głupi, bo jarał śmieci, przez co cała wieś oddychała smrodem z palonych portek.

Takie myślenie nadal pokutuje i nie dotyczy tylko wsi. Na warszawskiej Pradze moi sąsiedzi w wielu kamienicach mają jeszcze stare piece. Wychodzę z domu wieczorem i od razu wiem, że ktoś fajczy właśnie butelkę po Coca Coli albo plastikowe krzesło. Smród jest nie do zniesienia. Tak więc, czy jest możliwie życie totalnie bez śmieci? Chyba jeszcze nie na tym etapie.

Czy widzisz zmiany jakie powoduje to co piszesz?

Widzę. Bardzo często dostaję wiadomości od czytelników, którzy dziękują za podsunięcie fajnych pomysłów. Wiele takich maili dostałam, kiedy opublikowałam tekst o wyrzucaniu śmieci bez worków foliowych. U mnie w domu dawniej kosz na śmieci wyściełany był starymi gazetami. Babcia do tej pory tak robi i twierdzi, że dzięki temu z kosza mniej śmierdzi. Strasznie mnie cieszy więc, gdy ktoś chwali się, że wprowadził te pomysły w życie.

Dużo podróżujesz, czy w innych krajach dostrzegasz rozwiązania których u nas jeszcze nie ma?

Byłam zdziwiona, gdy w sklepach na Malcie zobaczyłam, że te same marki odzieżowe, które u nas używają foliowych reklamówek, tam pakują do papierowych torebek z odzysku. Może papier nie jest tak ekologiczny, jakby się chciało, ale jest na pewno mniejszym złem. Po powrocie do Polski zapytałam te firmy dlaczego różnie traktują nasze dwa kraje. Niektóre odpisały. Jeden sklep obiecał nawet podjęcie działań w kierunku zmiany tej sytuacji.

A co sądzisz o płatnych reklamówkach w sklepach? Czy to dobre rozwiązanie czy tylko kolejny sposób na naciągnięcie klientów ?

Tak jest w Carrefourze obok mnie. Wszystkie reklamówki są odpłatne, za wyjątkiem zrywek przy owocach i warzywach. Ostatnio, kiedy stałam w kolejce do kas, widziałam, że prawie wszyscy kupujący mieli przy sobie torby wielorazowe. Zanim wprowadzono opłaty większość osób czekała przy kasach tylko z koszykami, licząc na jednorazówki.

Czyli jednak z korzyścią dla środowiska…

Zdecydowanie. Bardzo mnie cieszy również rozwiązanie, które wprowadziło ostatnio Tesco dla robiących e-zakupy. Zwykle szlag mnie trafiał przy odbiorze. Zamawiałam, na przykład, jedzenie dla kota: saszetka jako jedyna rzecz ze zwierzęcego działu była pakowana do osobnej reklamówki. Oddzielnie leżały owoce, warzywa, przyprawy. I potem miałam wielki stos niepotrzebnych torebek. Na szczęście, teraz przy zamówieniu można zaznaczyć opcję „bez folii”. Pan przywozi zakupy pod drzwi w wielkim koszu, z którego można wypakować produkty. Jeśli natomiast ktoś chce foliówki, musi dopłacić 50 groszy.

Jak wypadamy na tle innych krajów?

Nie jest bardzo źle. W perspektywie ostatnich kilkunastu lat widać zmiany. Dekadę temu nikt oprócz specjalistów o recyklingu nie słyszał. Sortowanie śmieci? Kto by sobie tym głowę zawracał. A w tym momencie to już się dzieje. Chociaż, muszę przyznać, że ostatnio ulało mi się na sąsiadów. Na moim osiedlu zawsze było wzorowe segregowanie. Wszyscy byli wyszkoleni i dobrze radzili sobie z trzema koszami, co zresztą nie jest wielkim wyczynem. A ostatnio ktoś wsadził butelki plastikowe do kosza na szkło. Wyszłam z siebie, stanęłam obok i pobiegłam z aferą do dozorczyni.

Jak to się stało, że wszyscy tak karnie sortują?

Najpierw administracja upominała mieszkańców: „przypominamy o tym, że obowiązuje segregacja”. Potem było straszenie: „jak nie zaczniecie segregować, to podniesione zostaną opłaty i wszyscy zapłacicie o 5 złotych więcej”. Niedawno na osiedlu zainstalowano kamery. Jeśli ktoś zostanie przyłapany na tym, że wrzuca śmieci nie tam gdzie trzeba, to ma osobiście opłacić wywóz odpadów niesegregowanych za całą kamienicę. Sąsiedzi więc grzecznie idą do kontenerów z trzema workami i tylko czasem oglądają się na kamery.

Czy w takim razie strach i represje finansowe uważasz za najlepszy motywator? Jesteś zwolenniczką zmian odgórnych czy raczej oddolnych?

Wydaje mi się, że metody te wzajemnie się uzupełniają. Są ludzie, których zainspirują inicjatywy oddolne. Są też tacy, co rozumieją wyłącznie siłę bata. Ostatnio czytałam, że co piąty Polak uważa palenie w piecu plastikiem za ekologiczne. W końcu śmieci są utylizowane zamiast trafiać na wysypisko! Jeżeli nie byłoby żadnych restrykcji, być może wszyscy jaraliby w kominku kalosze i gacie. A co!

 

Julia Wizowska – dziennikarka i fotografka. Autorka bloga o ekologii, segregacji odpadów i upcyklingu – „Na nowo śmieci„.

Zapraszamy do zapoznania się również ze wspólną inicjatywą Ulicy Ekologicznej oraz Na nowo śmieci: Recykling i odpadki. Fakty dzięki którym inaczej spojrzysz na własne śmieci.


Redaktor naczelna Ulicy Ekologicznej. Miłośniczka slow life, kuchni roślinnej, biegania oraz edukacji leśnej. Mama trójki bosych dzieci.