25.03
2017

Za co kocham lumpy? O miłości do second handów


Pytanie dla mnie w sumie oczywiste ale jak zaczęłam zastanawiać się nad odpowiedzią to zaczęły kłębić się myśli… Kocham to bardzo mocne słowo kierowane do ważnych i wyjątkowych osób w naszym życiu.

Do osób, bez których nie moglibyśmy żyć, funkcjonować, za którymi tęsknimy jak długo nie widzimy i czekamy z niecierpliwością na spotkanie, zastanawiając się co u nich słychać. I z determinacją godną matki polki uświadomiłam sobie będąc na feriach ze swoją gromadą, że nie mogę doczekać się powrotu do domu.

lumpyŹródło: darpdecade.com

Nie tylko w celu puszczenia swoich pociech do odpowiednich instytucji, co by powrócić do ładu psychicznego po 14 dniach niczym z filmu “Jak stracić chłopaka” i pozostać samej, ale również do tej niejako rutyny szybkich z zamysłu, a długich z praktyki wycieczek do lumpeksów. Ta niewiedza i ciekawość, a zarazem wewnętrzna złość, że ktoś sprząta Ci właśnie najlepsze kąski sprzed modowego nosa, wprawiały mnie w oszałamiającą irytację. Niech posłuży to za cząstkową odpowiedz. TAK, KOCHAM lumpy.

Ale dlaczego lumpy?

Po pierwsze i najważniejsze, bo niosą ze sobą tyle niewiadomych ale i możliwości… ogrom uciech niczym wyprawa na tajemniczą, malowniczą i gorącą wyspę z nieziemsko białym piaskiem. Ta adrenalina towarzysząca w momencie otwierania drzwi i przekraczania progu sklepu. Po drugie oczywiście komfort finansowy i związany z nim brak wyrzutów sumienia, że kupiłam kolejne spodnie lub bluzkę zamiast dobrej jakości szynkę dla pogromców za 39,99 zł. Ciuch za 4, 8 czy 12 zł jakoś szczególnie mnie nie boli.

lumpy

Kwestie finansowe dla posiadaczki rodziny wielodzietnej są bardzo istotne, ale dla mnie to dodatkowo, górnolotnie trochę pojmowany sposób na życie. Idąc zastanawiam się, a co dziś uda mi się znaleźć, upolować. Niejednokrotnie jest to jak kolejna twarz, kupuje coś czego nigdy nie wzięłabym w zwykłym sklepie, również ze względu na cenę (a wierzcie mi, że moda na czasie pomieszkuje w second-handach) a tu nagle świta, że może jednak coś bym z tego stworzyła, wymyśliła i wewnętrzna radość na jutrzejszy nowy look. Najbardziej uwielbiam, i tu posłużę się słowem klucz: CZARNE SUKIENKI, w każdej formie. Z garniturami nie posiadam zbyt wielkiego doświadczenia acz zakupiłam ostatnio jedną, odważna w formie parę takowych garniturowych portek. I już nie mogę się doczekać ich premiery.

Będąc kobietą z krwi i kości nie mogę nie wspomnieć o radości przemieniania się każdego dnia. Mój styl ubierania jest przeze mnie niedookreślony, czasami dziwię się, że wychodząc z domu „w tym” sama się sobie podobam i jestem przeszczęśliwa, że a). kupiłam „to” a b). że tak się zmieniłam i taka inna, nowa Ja. Tak wiec raz można mnie spotkać w oversizowym, jeansowym wydaniu a innym razem powiecie, co za dresiara, szara minimalistka albo miłośniczka vintage.

Nie ma nic gorszego niż wyjść z pustymi rękoma.

Chociaż coś dla dzieci. Tak, moi synowie są w większości (poza bielizną) ubrani w używki. I wcale nie narzekają a wręcz niejednokrotnie byli chwaleni, że jakiś fajny ciuch. I nie boli jak po 2 tygodniach syn wróci z przedszkola z wielką dziurą na kolanie. Oczywiście wraz z ilością wiosen młodzież może zacząć się buntować, no ale to wszystko przede mną. Pomyślę o tym jutro.

lumpyŹródło: cdn.lifestyle.com.au

Fajną, bo nie najważniejszą rzeczą, jest możliwość wygrzebania ciuchów markowych. Nie mówię tu tylko o 501-ach ale i perełkach od projektantów. Mam kilka takich skarbów. Szczególnie cieszą wełniane płaszcze, kaszmirowe swetry czy jedwabne tuniki. Wiele razy udało mi się zakupić rzeczy nowe, z metkami za nieco wyższa cenę, ale i tak warto. Wartością dodaną jest wiedza o markach, których nie znam z polskich galerii (no ale za często to ja nie bywam w takich przybytkach). Poznałam i jestem miłośniczką marek skandynawskich i nie mam tu na myśli H&M. Są świetne zarówno jakościowo jak i designersko.
Trzy razy zdarzyło mi się w odzieniu znaleźć pieniądze, tak więc śmieję się, że ciuchy dostałam w prezencie bo były to kwoty nie małe. No nie kokosy ale na pokrycie kilku wizyt w lumpeksach wystarczyły.

Ekologiczna szafa

Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o aspekcie ekologicznym. Przyjmuje do swojej szafy ubrania, które nie trafiły do kosza po jednym sezonie, tylko maja drugie, trzecie a nawet czwarte życie. I kto wie ile jeszcze przed nimi. Nie zapełniam portfela największym modowym potentatom kupując co sezon nowe ciuszki choć byłabym hipokrytką, gdybym nie przyznała, że tak, w tym roku poszalałam trochę na wyprzedażach w Zarze. W firmówkach kupuje jednak ubrania proste, ponadczasowe a nie takie, które wyrzucę po jednym założeniu.

lumpyŹródło: kitsilano.ca

Ostatnią, może nie najważniejszą, ale istotną i bardzo nieoczywistą kwestią jest aspekt towarzyski. Chodząc do wybranych sklepów, najczęściej w „swojej” okolicy poznajemy przemiłe lub z początku niemiłe panie ekspedientki, które z czasem stają się bardzo pomocne i witają stałą klientele szerokim uśmiechem i gromkim „Dzień dobry”. Ponadto lokalny second-hand gromadzi sąsiadki, mamy kolegów z przedszkola, szkoły, panie wychowawczynie i wszelki personel pedagogiczno-medyczny. Daje to możliwość niezobowiązującego pogawędzenia w międzyczasie łowiąc skarby. Niejednokrotnie śmiałam się wraz z personelem sklepu, że powinien być stoliczek i kawa z herbata. Nawiązują się również nowe znajomości. Ostatnio na ulicy pani w wieku mojej mamy mówi mi „witam” a mój zdziwiony syn pyta kto to. A mama mu odpowiada, że koleżanka z lumpa :)

Lumpy

O i właśnie za to kocham lumpy.


Temperamentna matka Polka z ciągłym deficytem cierpliwości i snu. Z wykształcenia psycholog i Pr-owiec. Z zamiłowania lumpeksowa stylistka i samozwańcza dekoratorka wnętrz wykorzystująca skarby z babcinej stodoły bądź miejskiego śmietnika. Wieczna realistka zwana pesymistka.