10.07
2017

Czy Polska potrzebuje największej w Europie fermy trzody chlewnej? W Czaplinku powstanie megaferma


W Strategii Rozwoju czytamy, że gmina Czaplinek to: „atrakcyjne centrum turystyczne nad jeziorem Drawsko z bogatym dziedzictwem kulturowo-historycznym, gdzie kwitnie przedsiębiorczość i rozwija się przemysł nieuciążliwy dla środowiska naturalnego. Jakość życia jest na wysokim poziomie, z dobrą infrastrukturą, różnorodną ofertą kulturalną, rozrywkową, sportową i rekreacyjną.”


Ci, którzy nie znają tego rejonu, powinni wiedzieć, że są tam: czyste jeziora do kąpieli, park krajobrazowy do pieszych wędrówek i obszary Natura 2000 dla tych, którzy szukają kontaktu z unikatową przyrodą. Turystyka jest jednym z głównych filarów rozwoju tego regionu. I właśnie tu ma powstać największa w Europie ferma trzody chlewnej, nazwana przez inwestora: megafermą.

W zamkniętym obiekcie przetrzymywane będzie 26,5 tys. loch. To właśnie one zapewnią roczną produkcję na poziomie 240 tys. tuczników do uboju i 500 tys. warchlaków do sprzedaży. Celem tej inwestycji jest, jak wyjaśnia inwestor, prezes firmy Progress Poland: „dostarczenie polskim hodowcom skazanym na import warchlaków z Europy Zachodniej prosiaków z hodowli krajowej oraz (co ciekawe) ekologiczna produkcja wieprzowiny i jej przetworów.

megafermaPrzemysłowa hodowla świń / Źródło: Advocacy for Animals

Wielkość planowanej hodowli przeraża nie tylko mieszkańców Czaplinka. Największe polskie hodowle liczą dziś ok. 40 tys., a 240 tys. świń to 20-krotność liczby mieszkańców całej tamtejszej gminy. Zwierzęta będą przetrzymywane na powierzchni 250 000 m2, jednak całość kompleksu rozmieszczona zostanie na obszarze 450 ha. Megaferma ma być tak skonstruowana, by umożliwić realizację pełnego cyklu: od wyhodowania prosiaka do wyprodukowania gotowego wyrobu w postaci mięsa konsumpcyjnego i wędlin. A zatem w jej skład będzie wchodzić ubojnia z „wydajnością” 150 sztuk na godzinę i zakład przetwórstwa mięsnego. Wybudowany zostanie też elewator zbożowy o pojemności 200 000 ton, mieszalnia pasz, biogazownia i zbiorniki na gnojownicę. W przypadku tak dużej fermy rocznie powstanie jej aż 300 000 ton. Inwestor planuje ją w całości kierować do biogazowni, uzyskując w ten sposób energię oraz poferment, który będzie rozprowadzał na polach. Warto wiedzieć, że poferment nie śmierdzi tak jak gnojowica, co nie oznacza, że w ogóle nie śmierdzi… W skład kompleksu wejdzie także osiedle mieszkaniowe dla 250 rodzin, ponieważ zakład planuje zatrudnić 1200 pracowników.

Mieszkańcy: NIE dla megafermy!

Propozycja nowych miejsc pracy oraz dodatkowe wpływy do budżetu gminy nie przekonują jednak mieszkańców gminy. Organizują pikiety, podpisują petycje oraz oskarżają obecnego burmistrza, Adama Kośmidera, o bierność, a nawet stronniczość w tej sprawie. On sam tłumaczy, że tylko rozwiązania prawne mogą nie dopuścić do realizacji tej inwestycji. Burmistrz proponuje przede wszystkim odpowiednie zapisy w dokumentach planistycznych. Jednak czy uda się je opracować i uchwalić zanim inwestor wystąpi z wnioskiem o decyzję o warunkach zabudowy? On sam deklaruje, że nastąpi to tuż po wakacjach.

Lokalizacja megafermy w gminie Czaplinek została wybrana nie przez przypadek. Jak informuje inwestor, obszar prawie 500ha pomoże mu „oddzielić strefę brudną od czystej”, a dostęp do wody pitnej napoić tysiące świń. Jak wyliczył jeden z mieszkańców ilość wody, jaką rocznie zużyje megaferma wyniesie prawie 6 mln m3! Dla porównania, szacowana objętość tutejszego jeziora Czaplino to nieco ponad 13 mln m3. Czyli świniom wystarczą 2 lata by wypić tak ogromny zbiornik! Mieszkańcy Czaplinka słusznie zatem obawiają się, że po uruchomieniu megafermy poziom wody gruntowej opadnie, a jej jakość pogorszy się.

Burmistrz miasta wskazuje, że realizację inwestycji mogą powstrzymać również uwarunkowania środowiskowe. Jednak, jak wyjaśnia Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, jeśli inwestor przedstawi technologie umożliwiające spełnienie wymagań z dziedziny ochrony przyrody, to nie będzie mieć podstaw, by wydać mu decyzję odmowną.

Pomimo wyżej wspomnianych oskarżeń o przychylność dla inwestora, Adam Kośmider regularnie spotyka się z mieszkańcami szukając rozwiązania w tej całej sprawie. Z drugiej strony, prezes Progress Poland deklaruje gotowość do takiego spotkania, jednak na deklaracjach poprzestaje. Na dodatek grozi tym, którym nie podoba się jego inwestycja. Jak napisał w oświadczeniu skierowanym do mieszkańców Czaplinka:

„Pragnę z pełną życzliwością wszystkim zainteresowanym ostatecznie wyjaśnić wszelkie kwestie związane z powstaniem Megafermy w terminie do końca lipca 2017. Po tym terminie w przypadku dalszego ciągłego ataku na firmę Progress Poland w związku z planowaną inwestycją Mega Ferms, Zarząd podejmie kroki prawne wobec wszystkich naruszających prawa oraz dobre imię firmy.

W oświadczeniu prezesa żadna propozycja terminu spotkania lub sposobu udzielenia wyjaśnień  jednak nie padła…

Zagrożenie dla tradycyjnych, małych gospodarstw

Megaferma to nie tylko zagrożenie dla Czaplinka, ale dla wszystkich polskich hodowców trzody chlewnej. Inwestycja będzie kosztować ponad 2 miliardy złotych. Ciekawe, skąd firma, o której w internecie można znaleźć jedynie numer KRS, posiada takie środki? A może to zagraniczny koncern próbuje wykończyć naszą polską hodowlę?

Film dokumentalny „Tanio, taniej, najtaniej” przedstawia, jak w 2009 amerykańska korporacja Smithfield Food Corporated kupiła pod rumuńską miejscowością Timisoara ziemię. Tam zbudowała gigantyczne chlewnie produkujące 4 milionów prosiaków rocznie. Po jej uruchomieniu ceny żywca spadły drastycznie, a 3 lata później tradycyjna hodowla świń w Rumunii praktycznie zniknęła. Przy systemie globalnym, z jakim mamy dziś do czynienia, ceny żywca spadły nie tylko w Rumunii, ale odbiły się echem w całej Europie. Mieszkaniec jednej z rumuńskich wiosek w tym rejonie twierdzi, że społeczność lokalna nic na tej inwestycji nie zyskała. Smithfield zatrudnił 4 osoby, ponieważ cały proces hodowli był tak nowoczesny i zmechanizowany, że nie potrzebne były ręce do pracy. Za to uciążliwości związane z sąsiedztwem chlewni do dziś odczuwają wszyscy mieszkańcy: po pierwsze nieustanny smród, do tego latem dochodzą muchy. Najgorzej jest z wodą, ponieważ ta czerpana ze studni ma charakterystyczny zapach i smak gnojówki.

Powszechnie wiadomo, że problemem z którym borykają się dziś polscy hodowcy świń są niestabilne ceny, które potrafią długo utrzymywać się na poziomie nie zapewniającym zwrotu kosztów produkcji. Czy kolejny gigant w branży produkujący bardzo tanio rzeczywiście im pomoże? I to tylko dlatego, że deklaruje gotowość sprzedaży polskich prosiąt? Kto będzie kontrolował co się dzieje na terenie tego zamkniętego zakładu? Czy inwestor nie zwiększył produkcji lub czy nie zmienił proporcji między hodowanymi tucznikami i warchlakami?

Jak informowała w 2015 Najwyższa Izba Kontroli nadzór nad pracą tego typu hodowli jest dziurawy. Ich właściciele dzielą je na hipotetycznie mniejsze zakłady, by nie musieć spełniać wymogów związanych ze środowiskiem. Cierpi na tym nie tylko przyroda, ale i okoliczni mieszkańcy, tym bardziej, że w Polsce nadal nie ma obostrzeń dotyczących odorów. Czy zatem megaferma firmy Progress Poland jest dla nas dobrodziejstwem?

Odpowiedź jest prosta: Moim zdaniem, w przypadku mieszkańców pięknych i nieskażonych okolic Czaplinka nie zyskają oni nic, prócz niespełnionych obietnic jej prezesa.

Artykuł opracowany przez Xebola na podstawie materiałów udostępnionych przez Stowarzyszenie Lobelia.