02.08
2017

Miód prosto z drzewa. Tradycyjne bartnictwo wraca do polskich lasów [FILM]


Bartnictwo zanikło w Polsce i niemal w całej Europie pod koniec XIX wieku. Obecnie z inincjatywy międzynarodowej organizacji ekologicznej WWF oraz dzięki współpracy z leśnikami ta zapomniana profesja odradza się w polskich lasach. Szacuje się, że obecnie w Polsce jest już około 100 barci i kłód bartnych m.in. w Puszczy Pilickiej, Augustowskiej, Białowieskiej czy Barlineckiej.

„W 2008 roku, po raz pierwszy 100 latach nieobecności, pszczoły powróciły do tradycyjnych barci w polskich lasach…”

Leśne pszczoły wracają do Polski

Pierwsze po stu latach barcie powstały 10 lat temu na terenie Nadleśnictwa Spała, a jednym z prekursorów współczesnego polskiego bartnictwa był leśniczy Andrzej Pazura, który uczył się tej sztuki od uralskich bartników z parku narodowego Szulgan Tasz na terenie Republiki Baszkortostan w Rosji. Pazura chętnie opowiada o tajnikach wykonywania barci i opieki na leśnymi pszczołami.

Barcie wykonuje się w żywych, zdrowych drzewach, które służyć będą przez wiele lat. „Barć wykonuje się na wiele pokoleń. Dlatego te drzewa muszą być zdrowe, nie wykonuje się barci w martwych drzewach. Drzewa muszą posiadać też odpowiednią grubość, a rolę gra także wysokość drzewa. Nie wybieramy tych najwyższych, bo zagrożeniem dla nich są wiatry i wichury” – opowiadał Pazura.

Z dawnych opisów wynika, że barcie były zakładane bardzo wysoko, pod samymi koronami drzew, co miało zwiększać zasięg lotu pszczół i przynosić więcej miodu. „Z czasem schodzono na dół, a w tej chwili robimy barcie na wysokości 5-6 metrów na ziemią” – dodał.

Współcześni bartnicy do dziania barci, bo tak nazywa się wykonywanie sztucznej dziupli w drzewie, wspomagają się pilarkami spalinowymi. „Trzeba wykonać nacięcie, ukształtować zarys przyszłej dzieni, przyszłego wnętrza tej barci. Później to już jest tylko i wyłącznie ręczna robota, inaczej tego nie da się wykonać” – zaznaczył.

Barcie – w zależności od regionu czy użytych narzędzi – miały różne kształty. W warunkach polskich charakterystyczne było wnętrze barci białowieskiej, która miała formę szufladkową. Te w spalskich lasach są łagodnie zaokrąglone, co sprawdza się w tamtejszych warunkach.

IMG_9313Bartnictwo na stałe powróciło do polskich lasów / źródło: portalpszczelarski.pl

Bartnictwo – zapomniana sztuka

Pazura przyznaje, że w przypadku pszczół leśnych nie ma potrzeby wielu zabiegów hodowlanych czy pielęgnacyjnych, które ograniczają się właściwie do dwóch przeglądów barci – wiosennego i jesiennego.

„Według mnie najważniejszy jest przegląd jesienny ponieważ kształtuje się wówczas to, co ma być w przyszłym roku. Ilość zapasów, ocieplenie, kondycja pszczół – to wszystko zależy od tego, co my zrobimy jesienią” – podkreślił bartnik.

Wiosną przegląd sprowadza się do podstawowych czynności – wejścia na drzewo i otwarcia barci, aby sprawdzić, co zostało w środku po zimie. „Kiedy pszczoły przezimowały, czyścimy to, co się obsypało, trzeba to wymieść, wyczyścić, zamknąć i naprawić ewentualne uszkodzenia zrobione przez smakoszy miodu i pszczół, czyli dzięcioły i kuny. I czekamy aż do miodobrania i jesiennego przeglądu, którymi kończymy sezon pszczelarski”.

Jeśli rodzina nie przezimowała, trzeba wyczyścić wnętrze, wyciąć plastry, pozostawić barć otwartą do wyschnięcia, a później zamknąć ją, czekając czy zasiedlą ją kolejne pszczoły. Miód z barci jest typowo wielokwiatowy. „Miody ulowe są raczej gatunkowe, bo po przekwitnięciu jakiejś rośliny pszczelarze odbierają miód i czekają na kolejny pożytek. Natomiast my nie mamy takiego wyboru. Podbieramy miód raz w roku – jesienią – więc jest tam cały przekrój nektaru, to co pszczoły zgromadziły przez cały okres wegetacyjny, przez lato” – wyjaśnił bartnik.

Ekspert podkreśla, że pszczoła miodna jest jednym z najbardziej uniwersalnych zapylaczy. Bytując w lesie od wczesnej wiosny w dużej liczbie osobników oblatuje i zapyla pojawiające się w lesie kwiaty, pomaga w zawiązywaniu lepszych i większej liczby nasion.

 

Źródło: WWF Polska oraz PAP – Nauka w Polsce