23.10
2014

Pszczelarium – uszczęśliwiać pszczołami i miodem


Miasto to coś więcej niż ludzie, ulice, domy i samochody. Jeśli już raz wkręcisz się w tę mniej oczywistą miejskość nie ma odwrotu. Dlatego z wielką przyjemnością spotkałam się i porozmawiałam z Agnieszką i Kamilem, którzy postanowili swoją pasję do pszczół i miodu zabrać do miasta i założyli Pszczelarium. To firma zajmująca się krzewieniem pszczelarstwa w Warszawie i choć mówią „nie musisz być pszczelarzem”, to większość klientów przy nich nabiera doświadczenia niezbędnego pszczelarzom. A że pszczoły to nie tylko miód i ule, to arcyważni współtwórcy naszego chleba powszedniego, na początek zapytałam, co tak naprawdę je zabija:

  • pszczelarium2Czy telefony komórkowe zabijają pszczoły?

– Byliśmy u pszczelarzy i w Sztokholmie i w Paryżu i nigdzie nie było problemu, a wszędzie na pewno była telefonia komórkowa. To jest jedna z teorii, bo cała zagadka wymierania pszczół dotyczy głównie Stanów i Europy Zachodniej. Doszukiwano się na przykład wpływu pasożytniczych much, które składają jajka w pszczołach, albo telefonii komórkowej, albo właśnie rolnictwa. Jest tyle różnych czynników, że telefonia komórkowa, jeśli w ogóle, to nie jest decydującym.

  • A pestycydy?

– A pestycydy akurat są istotnym czynnikiem. Komisja Europejska mocno bada ten temat i zakazano od tego roku stosowania neonikotynoidów, bo podejrzewa się, że uszkadzają układ nerwowy pszczoły. Ale to też, w mojej opinii, nie jest jedyny czynnik decydujący, choć na pewno jeden z głównych.

  • Ale przecież pestycydy są stosowane od dawna, skąd skutek dopiero teraz?

– W zasadzie tak, ale przecież nie zakazano by stosowania ich, gdyby nie miały wpływu. Poza tym chemii używa się w rolnictwie coraz więcej. W Polsce jeszcze nie ma takiego problemu jak w Stanach rok do roku. Ale i u nas zdarzają się trudniejsze sezony szczególnie z długą, niestabilną zimną, kiedy na Wielkanoc lepimy bałwana. A jest to złe dla pszczół, bo matka już od lutego składa jajka – pszczoły nie zdołają utrzymać temperatury w ulu, jajka marzną, pszczoły marzną, bo są za słabe po zimie, pojawiają się choroby etc.

  • Czyli w ogóle zmiany w klimacie szkodzą pszczołom?

– Tak, właśnie.

  • Pszczoła jest elementem ekosystemu. Ekosystem nie może się obejść bez żadnego elementu. Inne gatunki też wymierają. Dlaczego akurat pszczoła jest tak straszliwie ważne?

– Jest ważna dla człowieka. Akurat tak wyszło, że te rzeczy, które trafiają na nasz stół są w dużej mierze zapylane przez pszczoły, na przykład 90% jabłek nie powstałoby, gdyby pszczoła nie zapyliła tej jabłoni, blisko 100% ogórków. Równie dużo pomidorów – też muszą być zapylane przez pszczoły albo ręcznie przez człowieka pędzelkiem. Przenosi się pyłek z jednego kwiatu na drugi, co jest kosztowne i czasochłonne.  Pszczoła to robi sama, a pszczelarz jeszcze ma zysk w miodzie. Są oczywiście jeszcze inne gatunki pszczołowatych, które są zapylaczami, ale niewiele jest tak efektywnych jak pszczoła.

  • PszczołyA czy musi być miodna?

– Raczej tak, choć są jeszcze murarki, które zapylają głównie jabłonie.
Są też trzmiele na przykład, ale one są duże, nie wejdą do każdego kwiatu plus nie są tak efektywne, bo nie występują w odpowiedniej liczbie w przyrodzie, żeby być efektywnym zapylaczem. Chociaż są hodowle, na przykład od niedawna, trzmieli, które kupują rolnicy i stawiają koło upraw. Zresztą w Stanach główny biznes pszczelarski to nie jest wcale miód, ale zapylanie. Tam się jeździ z owadami. Mają tak duże uprawy na pustyniach, gdzie nie było nigdy owadów tego typu, że muszą zamawiać pszczelarzy, którzy przyjeżdżają z tysiącem uli, stawiają to w środku doliny. Zobaczysz to na filmie „Więcej niż miód” w Służewskim Domu Kultury.
Aga: Są próby skonstruowania takiej mechanicznej pszczoły. Takie małe roboty. We mnie to zawsze budzi zdziwienie, bo przecież łatwiej wesprzeć naturalnie pszczoły, żeby się rozmnażały, żeby były dla nich miejsca. A tu jest kasa wykładana, żeby technologicznie opracować pszczołę, zamiast zainwestować te środki i naturę wspomóc…
Kamil:… albo żeby rolnictwo przywrócić do jakichś racjonalnych ram, żeby nie były monokultur; tysiąca hektarów obsianego jakimś jednym gatunkiem, gdzie nie ma szans na występowanie naturalne dzikich zapylaczy, czyli pszczół też.
Bo pszczoła nie przeżyje jeśli jest w środku pola, w którym w obrębie pięciu kilometrów jest jedna uprawa, nawet jeśli jest to rzepak, który jest miododajny. Bo on kwitnie przez dwa tygodnie, a co przez resztę roku?

  • Czy 105 osobników ginie co sekundę?

– W ulu jest średnio w roku dziesięć tysięcy pszczół, jedna żyje gdzieś półtora miesiąca, a tylko taka która rodzi się w sierpniu, wrześniu dożywa wiosny, bo nie pracuje intensywnie i nie zużywa energii. Matka zaczyna składać jajka w lutym, a kończy wraz z nadejściem jesieni. Taki jest cykl życia pszczoły, może więc dane są statystycznie prawdziwe, ale nie świadczą koniecznie o czymś niebezpiecznym.

  • A matka?

– Szacuje się, że nawet 5-6 lat jest w stanie żyć w naturze. Pszczelarz zwykle wymienia matkę szybciej, bo – mówiąc wprost – zabija ją zazwyczaj po dwóch latach.

  • W jakim celu?

– Stara matka składa mniej jajek, to jest starzejący się organizm, który nie jest tak efektywny. Pszczoły i tak są w stanie wymienić sobie same matkę, więc sądzę, że nawet w naturze też nie żyje więcej niż 3-4 lata.

  • Jak to wymienić?

– Widzą, że matka już nie jest efektywna, na przykład uszkodziła sobie stópkę, czy czułek jej się złamał lub nie wydziela tyle feromonów co kiedyś. Są więc w stanie zagryźć ją i wyhodować sobie nową matkę.

  • Więc one są samowystarczalne? To co robisz ty – pszczelarz?

– Muszą być. To są ciągle dzikie zwierzęta, my je tylko wykorzystujemy. One spokojnie mogą przeżyć choćby we wnęce muru, jeśli mają jeszcze jakieś ocieplenie i przestrzeń do robienia gniazda.
W zasadzie człowiek, który je bierze – daje im domek, który potem ograbia z miodu.
Aga: Ale też zajmujesz się nimi, żeby nie było drugiej matki, żeby nie uciekały z ula, choroby się leczy, zapewnia się pokarm na zimę.

  • A trzeba je dokarmiać?

– Szczególnie, jeśli częściowo lub w całości zabiera im się miód.

  • A czym dokarmiasz?

– Najprostszy pokarm to jest zwykły cukier, ale rozpuszczony. Syrop z cukru: w proporcji jeden do jednego z wodą.

  • I to zaspokaja ich potrzeby?

– Tak, zaspokaja potrzeby z tym że pszczoły jeszcze muszą sacharozę przerobić na cukry proste, żeby mogły to trawić i na takim pokarmie mogą przetrwać zimę, więc odpowiednio wcześniej trzeba im dostarczyć syrop, żeby zdążyły go częściowo przetrawić.
Dokarmia się też, gdy ul na wiosnę jest słaby i nie ma pokarmu, a jeszcze nie kwitną jakieś rośliny i jest zimno.

  • A jak często wybierasz miód?

– W Polsce dwa-trzy razy jeśli to jest stacjonarna pasieka. W Warszawie jeszcze nie wiemy, bo ule nie stały całego sezonu.
Aga: Z jednego miejsca dwa razy wzięliśmy miód, a stał niecały sezon. Myślę więc, że spokojnie trzy razy. Pszczoły przyjechały w pustym ulu bez wcześniej zmagazynowanych zapasów, więc cały wybrany miód jest miejski.

  • Czysty warszawski? Jest pyszny?

– Ba! Mamy trzy rodzaje. Rodzaj zależy od miejsca i od pory kwitnienia. Każdy jest różny.
W Warszawie mieliśmy ten problem, że w zasadzie nie wiedzieliśmy, z czego ten miód jest i oddawaliśmy ten miód do badania do laboratorium, gdzie badane są pyłki zawarte w miodzie i na podstawie pyłków określa się, jakie rośliny odwiedzały pszczoły. Okazało się, że ten pierwszy jest lipowo-koniczynowy, a drugi jest prawdopodobnie koniczynowo-różany. Właśnie ostatnio mieliśmy taką sesję, że otworzyliśmy trzy słoiki miodu różnego typu i próbowaliśmy. W ogóle jemy dużo miodu. Mamy propolis, chociaż raczej stosujemy go jako lekarstwo. Rozpuszczamy ten kit pszczeli w spirytusie i dolewamy kilka kropelek do wody i pijemy. Pszczoły stosują go do czyszczenia i odkażania ula. A pyłek pszczeli jest źródłem białka i składników mineralnych. Nektar to jest pokarm węglowodanowy. Więc jak chcemy mieć petardę, to wybieramy miód z pyłkiem i propolisem i kładziemy go na dobrym żytnim chlebie posmarowanym dobrym ZDROWYM masłem.

pszczelarium1

  • Powiedzcie jak się zaczęła przygoda z pszczelarstwem.

Kamil: Od kilkunastu lat pszczelarzyłem z rodzicami, ale mając pracę tutaj na etacie, musiałem jeździć.
Jeszcze w ogóle na początku to ja byłem uczulony tak, że jak mnie użądliła w palec, to mi puchła cała ręka i twarz. Ale nie rezygnowałem. Wystawiałem się na regularne dawki, odczulając się. Teraz kiedy użądli mnie pszczoła, to reakcja jest jak na komara.
I od zeszłego roku, ponieważ mam pracę na etacie w Warszawie, chcieliśmy mieć te ule bliżej i zaczęliśmy myśleć o pszczołach miejskich. Okazało się to tematem eksploatowanym już na Zachodzie. Na przykład jak byliśmy w Sztokholmie w zeszłym roku na wakacjach to bardziej wyjazd pszczelarski się zrobił, bo spotkaliśmy się z dziewczyną, która prowadzi tam chyba ze 40 uli i pogadaliśmy. I to dało nam takiego kopa, że wiedzieliśmy już, co będziemy robić, kiedy wrócimy.

  • I tych 40 uli to w środku miasta?

Aga: Tak! Okazało się że to jest możliwe.

  • Słuchajcie, a jeśli chcę ul u mnie w ogródku, to jak wygląda sytuacja formalno-prawna, bo z tego co wiem to w ogóle nie wolno?

– Już od 25 września nastąpiła zmiana regulaminu, o którą walczyliśmy od zeszłego roku. Zainicjowaliśmy to – znaleźliśmy przychylnego radnego Macieja Wyszyńskiego, który nam pilotował tę akcję w odpowiednich biurach i urzędach. My napisaliśmy pismo, on złożył to jako interpelację do Biura Ochrony Środowiska w sierpniu zeszłego roku, w lutym tego roku otrzymaliśmy pismo od Hanny Gronkiewicz-Waltz, że te zmiany nastąpią w tym kierunku, co wnioskujemy i potem przez pół roku trwały urzędnicze prace nad konkretnym zapisem. W ostatniej fazie zostaliśmy trochę odsunięci od tego procesu, bo nie jesteśmy NGO-sem, nie nazywamy się inicjatywą, kooperatywą. Jesteśmy firmą, a konsultacje finalnego zapisu były dla organizacji pozarządowych.

  • Wyglądało to, że po prostu własny biznes próbujecie przepchnąć?

– Pogodziliśmy się z tym. Zainicjowaliśmy tę zmianę, pilotowaliśmy. Na końcu włączyli się też inni. Trwało to ponad rok. Tak więc już teraz można trzymać pszczoły w odległości 10 metrów od granic nieruchomości, chyba że się sąsiad zgodzi na mniej. To może nie jest taki ideał, bo w Paryżu można trzymać jakieś 5 metrów od granicy nieruchomości, w Krakowie 4 metry.

  • Sąsiad sąsiadem, ale sąsiadziątko?

Ule w służewskim domu kultury są dobrym przykładem, że dzieciom nic nie grozi. Biegają dzieci, kręcą się i w ogóle był czas, że ta furtka na trawnik z ulami i kozami nie była zamykana i dzieci tam przebywały. Nie było aktów wandalizmu lub wielkiego zaciekawienia. Wetknięcie palca w wylotek mogłoby już faktycznie wkurzyć pszczołę, ale nikt tego nie zrobił. Jest zalecane by miejsce gdzie stoją ule było jakkolwiek, choćby wizualnie, zagrodzone, by ktoś, kto celowo nie chce, nie przekroczył jednak tej granicy. Jest to o tyle łatwiejsze, że ludzie nie są zbyt chętni, czują respekt przed pszczołą.
Ale z drugiej strony są bardzo chętni żeby, jak już mają kapelusze, zajrzeć do ula. Prowadzimy warsztaty w Warszawie m.in. w Służewskim Domu Kultury. Na pierwszych warsztatach było mnóstwo dzieciaków, więc stałem się panem przedszkolankiem po raz pierwszy w życiu.
Aga: Dzieci są wdzięczne, bo są bardzo zainteresowane i zadają niezłe pytania. Najlepiej się bawiły podkurzaczem, czyli takim kominkiem, który pszczoły trochę otumania, one myślą że na przykład się pali las i nabierają trochę pokarmu w razie, jakby trzeba było wylatywać z ula, więc mają mniejszą tendencję, żeby żądlić. Są spokojniejsze.

  • Co robimy, jeśli decydujemy się mieć ule, jakie warunki spełnić, jakie kroki przedsięwziąć? Musimy do miasta pisać podanie?

– Nie, po prostu stawiasz ule, ograniczasz możliwość ingerencji osób postronnych. Oczywiście dobrze jest, jeśli się sadzi obok rośliny, ale możliwość wyżywienia zależy od całej okolicy. Bo jedna grządka kwiatów da pszczołom jakąś różnorodność, ale ma minimalny wpływ na możliwość wyżywienia.

  • Załóżmy, że mamy ogromną lipę niedaleko?

– Jedna lipa potrafi wyżywić jeden ul, ale trzeba pamiętać, że pszczoła ma zakres lotu 5 km. Idea naszej działalności jest taka, że jeśli ktoś chce ul, to my mu go stawiamy w uzgodnionym , wybranym miejscu, które jest dobre i dla pszczół i dla ludzi, uczymy go w praktyce postępowania z pszczołami. Standardowo sami oglądamy proponowane miejsce, rozmawiamy z chętnymi, interesujemy się okolicą.
Profity dla posiadacza ula są zależne od tego, czy jest firmą, czy osobą prywatną. Firma może się np. certyfikować ekologicznie. Osoba prywatna może mieć udział w miodzie, który pakujemy w słoiczki z pięknie zaprojektowaną przez Para-Buch specjalnie dla nas etykietą i całą przyjemność, która się z tym wiąże, czyli możliwość obserwowania pszczół. Bo zakładam, że ludzie, którzy decydują się na pszczoły, będą mieli z tego radość. Może też brać udział w pracach przy ulu.Czyli twoim planem jest wkręcenie innych w pszczelarstwo?
Wiesz, niekoniecznie zakładam, że ktoś musi przejąć ul, chociaż jest taka możliwość. Moim pomysłem jest to, żeby uszczęśliwiać innych i siebie pszczołami i miodem, bo ludzie często nie mają dostępu do dobrego miodu. Niedawno byłem w markecie i na wielkiej półce, gdzie było ze 100 rodzajów ja widziałem tylko jeden miód, który ja mógłbym kupić dla siebie bez podejrzenia, że jest z nim coś nie tak.

  • Z Unii i spoza Unii?

– Dokładnie tak, mieszanka miodów z Unii i spoza Unii. Często, nie wiem, czy to jest dozwolone w Polsce, ale na przykład w Stanach robi się tak, że się miód mikrofiltruje, czyli że się z niego usuwa całą zawartość pyłku i nie można nawet stwierdzić, skąd ten miód tak naprawdę jest. Pozbawia się go wielu wartości odżywczych. Masz coś w rodzaju syropu glukozowo-fruktozowego plus to co się tam zdążyło rozpuścić, może trochę składników mineralnych, enzymów czy witamin.

  • A jakiej pracy wymaga taki miód, który wyciągasz z ula? Powiedzmy od pochylenia się nad ulem do zapakowania w słoiczek?

– Tu trzeba by się cofnąć jeszcze o krok, bo żeby ten miód w ogóle powstał, to trzeba się opiekować ulem z dość dużą częstotliwością. Mniej więcej raz na półtora tygodnia trzeba przy tym ulu być – robić standardowy przegląd, przejść ramka po ramce i sprawdzić, co tam się dzieje. A w mieście jest to szczególnie ważne, bo trzeba zapobiec rójkom. Wyrojenie następuje wtedy gdy pszczoły zrobią sobie matecznik i wyhodują drugą matkę, wylecą i nawet będąc łagodne, wystraszą ludzi. Jeśli się przegląda co półtora tygodnia, to można tego typu sytuacji zapobiec. Rójki czasem jednak wychodzą i jest coś takiego jak pogotowie rojowe, które współpracuje nawet ze strażą pożarną i mają już opracowane procedury i metody radzenia sobie z tą sytuacją.

  • Czy sami macie ule koło domu?

– Tak, na wsi mamy akurat ule koło domu, które są w odległości 5-6 metrów, z miarką nie chodziłem, ale jest to dom jednorodzinny z kawałkiem trawnika i czterdziestoma ulami zaraz przy domu, więc jesteśmy dobrym przykładem, że można.

A ile wysiłku musi włożyć we wdrożenie osoba całkiem zielona?

– Myślę, że jeden sezon uczestnictwa we wszystkich pracach pozwoli na całkowite usamodzielnienie. Poza tym trochę literatury, sprzęt. Największym wydatkiem jest cały warsztat, który się kryje za pasieką, bo prowadzenie pasieki to nie jest tylko kapelusz i podkurzacz oraz dłuto czyli taki nóż do oddzielania i wyciągania ramek. To jest jeszcze całe zaplecze, czyli miodarka, sprzęt do wtapiania węzy do ramek, praktycznie często warsztat stolarski, bo trzeba wymieniać ramki często. Czyli to są już koszty rzędu kilku tysięcy złotych, już sama miodarka kosztuje około 2000 zł. Teraz mamy takie zaplecze w Służewskim Domu Kultury, ale korzystanie jest na razie ograniczone do nas i w ramach warsztatów pozwalamy chętnym zobaczyć i popróbować jak to się dzieje.

  • Czyli oswajacie z pszczołami. A czy spodziewasz się, że prędko będzie taka sytuacja, że klient powie „panie Kamilu ja chcę odkupić ten ul i te pszczoły”?

– Wiesz co, spodziewam się, że będzie taka sytuacja, bo to zależy od ludzi. Jedni w ogóle o tym nie myślą, a część już teraz zgłasza się do nas z deklaracją że chcą ul i że po roku chcą się już zupełnie usamodzielnić po takiej nauce. Jestem już z ludźmi umówiony na już trzy ule, na przykład na Wawrze na wiosnę. I wtedy delikwent odkupuje taki używany już ul.

  • A czy ule robisz sam?

PLAKAT-WiecejNizMiod_B2_mail1-347x490– Część robiłem sam z ojcem, natomiast bez profesjonalnego sprzętu stolarskiego jest to bardzo pracochłonne i wymaga wielkiej precyzji, bo wymiary, które musi spełniać ul są co do milimetra wymierzone. To jest standardowa konstrukcja. Jest kilka typów uli, które muszą mieć konkretne wymiary i to wewnątrz ula raczej niż na zewnątrz. Ramka musi być uniwersalna, żeby można ją było z jednego ula do drugiego swobodnie przekładać. Jest kilka typów uli. My mamy ule wielkopolskie, czyli takie korpusowe, gdzie rozbudowuje się gniazdo w górę a nie w bok, czyli dostawia się korpusy jak piętra w bloku. A ul się składa z dennicy, czyli dna ula, korpusu, czyli tej głównej część i daszku. A w środku trzeba mieć ramki, które są też drewniane i węzę, czyli ten zaczątek plastra, na którym pszczoły budują sobie komórki pszczele. Węza to jest sprasowany w heksagony cienki plaster wosku, jest to ułatwienie dla pszczół, a także sposób na kontrolowanie plastra, bo pszczoły pozostawione same sobie zbudowałyby owalny twór pod daszkiem. Poza tym pszczoły budują dwa typy komórek, wszystkie są tego samego kształtu, ale jedne są standardowych rozmiarów, a drugie większe. Te większe – tak zwane komórki trutowe – są przeznaczone pod niezapłodnione jajka, z których wykluwają się trutnie i jest ryzyko, że jeśli się nie zapewni węzy to pszczoły zaczną budować więcej komórek trutowych, żeby się rozmnażać, bo pszczoły potrzebują trutni by zapłodniły matkę. Generalnie hodowla matek i matki jest tematem rzeką, bardzo a może najbardziej zajmującym tematem w pszczelarstwie. To co mówię jest więc bardzo skrótowe.

  • Więcej na warsztatach pszczelarskich i na pokazie filmu w Służewskim Domu Kultury?

– Zgadza się. Ostatnie warsztaty „Cztery pory roku w pasiece” odbyły się 21 października, a pokaz filmu będzie 27 października o godzinie 19. Film ma tytuł „Więcej niż miód” i jest wybitnym dokumentem. Po seansie będzie rozmowa z przedstawicielami Greenpeace, specjalistami z SGGW. Ale będą też kolejne wydarzenia później. Bardzo serdecznie na nie zapraszamy.

Strona wydarzenia: http://www.sdk.waw.pl/pl/wydarzenia/projekcja-filmu-wiecej-niz-mod.html

Strona Pszczelarium: http://pszczelarium.pl/
www.facebook.com/pszczelarium

Pszczelarium - uszczęśliwiać pszczołami i miodem, 5.0 out of 5 based on 1 rating

Nie lubię czekolady i arbuzów, jem owady. Piszę po to, żeby każdy umiał odważyć się na takie wyznania.