01.12
2015

Czy Święty Mikołaj musi być bogaty?


Facebookowe ściany opanował elektryzujący post o chłopcu, którego oczekujemy już za dwa tygodnie, już za tydzień… Wkrętka polega na tym, by doczytać do końca, że chodzi o Mikołaja, hojnego dobrodzieja, który przybywa, by jak co roku oszołomić nas prezentami. Nas, jak nas. Przede wszystkim nasze dzieci.

Są dzieci, które swe listy prezentów negocjują twardo, rozkładając przed rodzicami sklepowe gazetki, które zastępują tradycyjny list. Inni przechodzą takie negocjacje  przed sklepowymi półkami i bywają to ostre starcia. W sumie okres okołoświąteczny jest o tyle prostszy, że można wiele zbyć enigmatyczną zapowiedzią „Napiszesz list do Mikołaja, to może on Ci przyniesie”. W ciągu roku bywa z tym gorzej.

10628604_553729508096339_486584886016278750_nGrafika pochodzi ze strony Kwestionuję, więc jestem

Co przynosi naszym dzieciom Mikołaj?

To oczywiście zależy od wieku i preferencji konkretnego dziecka. Te najmłodsze najczęściej są obdarowywane bardziej niż tego oczekują, bo przecież im nie trzeba jeszcze niczego oprócz ciepła, pokarmu i bliskości. Ale to od baterii grzechotek, gryzaczków i karuzelek właśnie zaczyna się to, co potem rusza wielką zmasowaną falą. Napływają cyklicznie zabawki, akcesoria do zabawek, potem już konkretny sprzęt elektroniczny z przeznaczeniem dla najmłodszych, potem prawdziwy sprzęt elektroniczny, taki jak dla dorosłych, a potem… brakuje mi już pomysłu na to, co potem.

Zacząć jest bardzo łatwo – trudniej się wyplątać z tego, do czego już przyzwyczaimy nasze dzieci. Jeżeli oczywiste jest, że święta oznaczają jedynie ekscytację przeżytą pod choinką obłożoną prezentami, trudno mieć o to do nich pretensje. To, jak przeżywają święta nasze dzieci, zależy przecież od nas. Sami na co dzień decydujemy o tym, na ile w ich życiu obecny jest konsumpcjonizm. Równie łatwo, jak i pozornie, ułatwiamy sobie życie sadzając je przecież same przed ekranami. Tu atakuje je bezpośrednio reklama.

 Photo - young girl on laptopWsiąknięcie dziecka w świat biernej konsumpcji ułatwia nam życie. Do czasu

Jak marketing zmienia dzieci w konsumpcjonistyczne zombie?

Tak zatytułował swoje rozważanie Noam Chomsky, który stwierdził: Indoktrynacja zaczyna się od małego dziecka. Marketing ma za zadanie pozyskać przyszłych konsumentów już wśród najmłodszych.Obecnie dzieci nie umieją się bawić z innymi. Współczesne dzieci prawie nie wychodzą na dwór. Poprzednie pokolenie spędziło dzieciństwo na dworze, z innymi dziećmi.To się skończyło. Obecnie zajęcia dzieci są organizowane przez dorosłych. W przeciwnym razie dziecku pozostaje siedzenie w domu wraz ze swoimi gadżetami – grami wideo, itp.

Czasy, kiedy dziecko wychodziło na dwór, uczyło się współistnienia z innymi ludźmi – to już minęło. I nie jest to przypadek. Jest to skutek celowego działania marketingu, który zamienia dzieci w konsumpcjonistyczne zombie.

Czy w swych domach hodujemy zombiaki? Jeżeli na co dzień tak, nie będzie cudu świątecznego.

 Young-girl-text-messaging-010Na tym etapie zwykle bardzo trudno coś zmienić. Ale warto podjąć trud

Adwent to dobry czas, by coś zmienić

Tak, adwent jest okresem liturgicznym, który zakłada przygotowanie do właściwego przeżycia duchowego aspektu świąt. Ale czy tylko osobom wierzącym jest potrzebny adwent? Przecież i niewierzący świętują Boże Narodzenie, spędzając czas zgodnie z pewnymi tradycjami. Może warto zatem u progu tych czterech tygodni zadać sobie kilka pytań:

  • Czy ja w zasadzie lubię święta?
  • Jeżeli nie lubię świąt, to dlaczego?
  • Jak zmienić święta, by stały się… świętami?

Co ma to wspólnego z naszymi dziećmi? Jeżeli my sami nie umiemy przeżyć dobrze świąt, znów zbędziemy nasze dzieci górą zabawek, a potem pozbieramy porozrzucane papiery i poczujemy, że już… po świętach. W najbliższej przyszłości będziemy utyskiwać, że dzieci nie sprzątają po sobie lub nie chcą się ruszyć na spacer. Bo nie będzie cudu świątecznego.

Jeżeli został podarowany nam adwent, a następnie Boże Narodzenie – zróbmy z nich użytek.

 dziecko w niepogodęWyjście w niepogodę zwykle bardziej odstręcza nas niż dziecko

Jak przygotować siebie i dzieci na świąteczne dary?

Jeżeli sami siebie i swe dzieci mamy przygotować na święta, odświeżmy sobie, co pod słowem „świętowanie” rozumiemy. Górę prezentów, masę jedzenia i klapnięcie przed telewizorem, czy bycie razem, cieszenie się swą obecnością, być może nawet – odkrycie tego, jak bardzo lubimy spędzać ze sobą czas.

Naszych dzieci nie daje się odciągnąć od ekranu telewizora, komputera czy tabletu? Cóż, sami je kiedyś tam umieściliśmy. Popracujmy teraz nad tym, by je odciągnąć. Nie będziemy pionierami. Możemy zainspirować się tym, co pokazał pewien Anglik o sławetnym nazwisku Bond. Nie jest on agentem Jej Królewskiej Mości, ale można go śmiało nazwać agentem natury. Podjął się on bowiem nie lada wyzwania: założył odciągnięcie dzieci od ekranów komputera, by pokazać im, że przebywanie na łonie natury może być równie fajną sprawą. Nakręcony przez niego dokument można nawet obejrzeć w sieci.

No dobrze. Ale jak wyciągnąć dziecko w naturę, która wcale nie kusi nas tysiącami śnieżnych rozkoszy? W chwili, gdy piszę ten tekst chlaszcze o szyby deszcz i słyszę bardzo patetyczne podmuchy wiatru. Na myśl o wyjściu na dwór mnie samą przenika dreszcz, a niestety, za moment będę musiała odprowadzić córkę do szkoły.

Wiem jedno. Ona w tych okolicznościach przyrody będzie się bawiła wyśmienicie. Będziemy pędzić i wrzeszczeć na wiatr, oczywiście odpowiednio okutane. Dzięki żywiołowości mojej córki, rozruszam się i ja. Dobiegniemy cieplutkie. Dzieci znoszą chłód lepiej niż my, wykorzystujmy to, by je zahartować i sami się hartujmy.

Nie zamierzam kupować do domu żadnych dekoracji świątecznych, chociaż te, które leżą w domu, są już mocno sfatygowane. Na razie mam pomysł na wielką wyprawę po suche gałęzie, które pomalujemy na biało. Będzie stylowo i przygodowo. Poza tym znajdzie się jeszcze mnóstwo innych pomysłów na dekoracje świąteczne własnej roboty. Przed świętami w sieci roi się od różnych świetnych patentów. Jakimś sprostamy.

Świętowanie to przecież bycie razem. Bez przymusu. Już od jakiegoś czasu odkryłam, że u nas czas prawdziwego świętowania to właśnie adwent. Moment, gdy przygotowujemy wspólnie wszystkie dekoracje i smakołyki, które w dużej mierze i tak znikają przed tym przewidzianym na premierę momentem. Jest radosne podniecenie, wspólna praca, która integruje rodzinę. Cudowna sprawa.

magia świąt dla dzieciNiech prezenty nie stanowią całej treści świąt – ale niech będą!

Błogosławione niech będą adwentowe kalendarze, które są sposobem na zaangażowanie dziecka w święta od zupełnie innej, niematerialnej strony. Przecież nie muszą służyć tylko otwieraniu niespodzianek z ukrytym przysmakiem. Niech znajduje się w nich też od czasu do czasu jakaś inspiracja do pomocy komuś czy podzielenia się czymś. Wtedy dopiero będzie można powiedzieć, że nasze dzieci zrozumieją duchową stronę świąt.

Czy jestem przeciw prezentom? Nie, skąd! To miłe i na pewno dzieci coś dostaną, choć niewiele. Stale im uzmysławiamy, że ciągle jeszcze nie są w stanie sprostać opanowaniu tego, co już posiadają. Ale dostaną. Mikołaj jednak musi być święty i bogaty. A świętość i bogactwo rozumiem jako obdarowanie dzieci nie tylko prezentem, ale i wspólnym byciem. Dla odmiany od adwentowego rozgardiaszu, w święta fajnie jest razem się pobyczyć. Może być to nawet leniwe popołudnie przed telewizorem, choć najprawdopodobniej będzie trzeba sprostać górze książek, która ciągle czeka na wspólną lekturę.

No i spacer, jasna sprawa.

Zaczynamy trenować w adwent. Dobrze, że ten okres jest. Życzę Wam, byście dobrze go spędzili.


Ekologią żywo zainteresowana z wielu powodów, pośród których aspekty ekonomiczne są szczególnie znaczące.