15.12
2015

Czy znasz na pamięć NIP dyskontu?


To jest tekst o Loterii Paragonowej. Nie o Loterii jako o czymś dobrym lub złym, jej wpływie na zachowania w sklepie ani roli państwowej kampanii. To jest tekst o Loterii jako o bardzo użytecznym narzędziu samokontroli – i niespodziewanym rachunku… sumienia.

receipts

Rzecz w tym, że któregoś pięknego dnia zdałam sobie sprawę z tego, że znam na pamięć NIP jednego z najpopularniejszych dyskontów. Ja. Na pamięć. NIP. Akurat TEGO dyskontu. A ja mam przecież bardzo słabą głowę do numerów. No i przede wszystkim – starannie unikam zakupów w wielkich sieciach! Więc jak to się stało?…

Szybko przejrzałam zgromadzone paragony. No i co tu ukrywać – nie ze wszystkiego byłam dumna. Oczywiście wiem, gdzie robię zakupy i nie wypieram ze świadomości tego, że czasem łatwiej, wygodniej, taniej jest zahaczyć o jakąś wielkopowierzchniówkę. Mimo wszystko byłam święcie przekonana, że zdarza mi się to bardzo rzadko. Paragony mówią co innego.

Większość naszych zakupów jest szybkich, prostych, prawie automatycznych. Mamy określone opinie na temat wielkich koncernów, chcemy wspierać niewielkie firmy, generalnie odżywiamy się zdrowo, unikamy marek wykorzystujących futra czy pracę niewolniczą. Rzut okiem na paragony później, na zimno, bardzo wyraźnie pokazuje nam kilka rzeczy:

  • Czyją działalność wspieramy na co dzień przez swoje wybory konsumenckie – czy są to miejscowe, małe sklepiki i targowiska, lokalni wytwórcy, czy raczej wielkie koncerny?
  • Czy nasze wybory rzeczywiście odzwierciedlają nasze przekonania – czy są to produkty weg(etari)ańskie, ekologiczne, bio, produkowane etycznie, niewykorzystujące pracy dzieci czy pracy niewolniczej?
  • Jaką część naszych zakupów stanowią rzeczy naprawdę potrzebne czy te, po które wybraliśmy się do sklepu. Jak często przekonują nas wystawy, oferty czy uczepione rękawa dwulatki? Co moglibyśmy opłacić rezygnując z przypadkowych zakupów – darowiznę w dobrej sprawie, kurs językowy, wypad do Puszczy Białowieskiej?
  • Jak często decydujemy się na zakup, który sami przed sobą usprawiedliwiamy. Spokojnie, to tylko jedna czekoladka… Ten jeden raz nie spojrzę się na skład… Przecież nie za każdym razem muszę sprawdzać pochodzenie… Od paczki chipsów nikt nie umarł… Dzisiaj mi się należy, mogę sobie pozwolić… Żadna z takich decyzji sama w sobie raczej nie jest szczególnie problematyczna – warto jednak uświadomić sobie, jak często ulegamy własnym słabościom. Czy w dalszym ciągu mieści się w tym troska o siebie oraz środowisko?

W moim przypadku „zawartość” paragonów jest w porządku – to głównie książki i owoce. Teraz zabieram się do uważniejszego wchodzenia do sklepów i mam nadzieję, że jeśli kiedyś jeszcze zdarzy mi się zapamiętać czyjś NIP, to będzie to raczej Pani Stenia z mojego wiejskiego warzywniaka.

Tekst napisała Ania Osiecka