05.08
2015

Czymkolwiek kusi sieciówka – omiń ją


Lubicie schłodzić się w upalny dzień w sklepie? Czy sezon wyprzedaży już rozpoczęty? Zapewne spora ilość sieciówek kusi efektownymi przecenami letnich kolekcji. Już od dawna kupuję jedynie w sklepach z odzieżą używaną, ale pamiętam jeszcze jak działało samo przejście przez sklep – zawsze było w nim coś akurat dla mnie. A wielka etykieta z przekreśloną starą ceną przekonywała: to prawdziwa okazja!

Jakość hitów sieciówek jest coraz mierniejsza. Ubrania szyte są tak, by po sezonie zmieniać je na nowe – jeżeli nie z przyczyny pożądania nowego fasonu czy koloru, to z powodu tego, że nasze rzeczy po prostu źle wyglądają. Nie przybywa nam wzrostu, jak naszym dzieciom i zmieścilibyśmy się w swych ubraniach z poprzedniego sezonu, ale jednak kupujemy nowe. Najlepiej okazyjnie. Fast fashion!

z13590612Q,Kampania-spoleczna-People-in-need--przygotowana-pr

„Polacy mają gdzieś los szwaczki, chcą tanio kupować”

To słowa Jonasza Fuza, projektanta, który udzielił w swym czasie dla „Gazety wyborczej” wywiadu. Zdradził w nim mechanizmy rządzące naszym rynkiem odzieżowym. Wchodząc do sieciówki przeciętny konsument jest zainteresowany zakupem w jak najniższej cenie. To żadna nowość. O tym, jak się tę najniższą cenę osiąga, by koncern odzieżowy nie tracił zysku, pisaliśmy już niejednokrotnie. Parę faktów dla odświeżenia wiadomości?

Chiny, Bangladesz, Indie – to tam, a nie w pracowniach uznanych projektantów, dziś szyje się to, co będziemy nosić już za rok. Wcześniej ustaliły to specjalne biura trendów. Pracownicy zatrudnieni w szwalniach są eksploatowani do tego stopnia, że gdy rozlega się dzwonek na przerwę, natychmiast zasypiają. A to tylko część prawdy o pracy w zakładach szwalniczych. Wiele z nich pozostaje zamkniętych jak twierdze, by nie wtargnął tam żaden dziennikarz. Wiadomo tyle, że obowiązują skomplikowane systemy kar pieniężnych, pod które może podpadać np. śpiew podczas pracy. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że szwaczka w Bangladeszu dostaje – jak policzono – około 40 groszy za swą pracę, ile zarobi, gdy zasłuży na karę?

Przypomnijmy, o czym pisała w swej książce „Etyka w modzie, czyli CSR w przemyśle odzieżowym” Magdalena Płonka: Chłosty fizyczne, przemoc psychiczna, okaleczanie, liczne pożary z powodu braku zabezpieczeń i śmierć tysięcy ludzi, którzy nie mając możliwości ucieczki z budynku, giną. Kraty w oknach i jedno wyjście na kilkaset osób. O książce dokładnie pisaliśmy tu: KLIK!

Dodajmy do tego jeszcze niedożywienie. Przykładowo: codzienna dieta pracownika szwalni pracującego co najmniej dziesięć godzin dziennie, powinna zawierać 3 tys. kalorii. Jak jest w praktyce? W samej Kambodży co trzecia pracownica przemysłu odzieżowego w  cierpi na zagrażającą zdrowiu niedowagę, a 25 proc. z nich znajduje się w stanie, który jest uznawany za anoreksję.

To wszystko jest ceną przeceny w sklepie

Podsumowując: praca w szwalni koncernu, którego rzecz kupujemy, jest w praktyce rodzajem współczesnego niewolnictwa. Jeżeli uświadomimy sobie, że koszt naszego nowego ubrania to wyzysk niewolników, czy to zmieni nasze podejście do zakupów? Smutne stwierdzenie o tym, że Polacy mają to gdzieś, jest niestety prawdziwe.

z13590618Q,Kampania-spoleczna-People-in-need--przygotowana-pr

Niewolnicza praca to nie jedyny koszt, jaki ponoszą ci, którzy tworzą nasze ubrania

Pisaliśmy o tym, już przy okazji tematu ekologicznej bawełny: KLIK!. Obok szwalni znajdują się zwykle farbiarnie, z których zanieczyszczenia wylewa się do rzek, w efekcie czego całe wioski umierają na nowotwory. Okolica jest z kolei skażona pestycydami, które w Europie nie zostałyby dopuszczone do użycia. Toksyczne substancje wydychają jeszcze pracownicy w halach fabrycznych. Normą jest brak odpowiedniej odzieży ochronnej, wysokie temperatury oraz brak dostępu do wody pitnej. To ostatnie ma konkretną przyczynę: aż 6% ogólnoświatowego zużycia słodkiej wody przypada na przemysł odzieżowy.

 

Czy niewolnictwo to jedynie rzeczywistość krajów Trzeciego Świata?

Najbardziej przykrym zaskoczeniem może być fakt, że nasz wybór produktów krajowych nie oznacza ich wolności od problemu współczesnego niewolnictwa. Zdarzyć się może, że produkty wcale nie są szyte na miejscu lub w fabrykach zatrudnieni są nielegalni emigranci z Ukrainy lub Koreańczycy z Północy.

z13590623Q,Kampania-spoleczna-People-in-need--przygotowana-pr

Mydlenie oczy kontrolom

Niezapowiedziane kontrole miejsc pracy, gdzie łamie się prawa człowieka, są w zasadzie niemożliwe. W Meksyku np. niektóre fabryki są pilnowane przez ochroniarzy wyposażonych w ostrą broń – mówi Magdalena Płonka w wywiadzie dla „Wysokich obcasów” – W jednej z fabryk w Kambodży pracownicy na czas wizyty kontrolnej zostali przebrani za nianie i opiekunów, sprowadzono dzieci pracowników, założono fikcyjne przedszkole. Ta część załogi, która została przy maszynach, została umyta, dostała nowe ubrania, nakazano im się uśmiechać, powiedziano, że zostaną zwolnieni, jeśli ktoś odezwie się bez zgody przełożonych.

 

A co z tymi, którzy sprzedają nam nasze ubrania w sklepie?

Przemysł odzieżowy od krzaczka bawełny z wielkiej uprawy aż po uśmiechniętego sprzedawcę pakującego nasz zakup do reklamówki, jest fasadą, za którą kryje się wyzysk. Obsługujący nas w sieciówkach jeszcze do 2013 roku zarabiali 7 złotych za godzinę. W wielu sieciach personelowi nie wolno usiąść, nawet przy kasie. Sprzedawcy to młodzi ludzie po studiach, bez szans na inną pracę, zatem zależni całkowicie od zarządu sklepu. Kierownik zna zwykle minimum dwa języki obce, najlepiej jeżeli ukończył dwa kierunki studiów. Nie oczekujemy takich kwalifikacji od żadnego z polityków! – stwierdza absurd Jonasz Fuz – Nie ma już Wokulskich, którzy czują jakieś zobowiązania społeczne, chodzą do dzielnic biedy i dumają, jak temu zaradzić, jak poprawić świat. Guzik. Nie ma już takiego etosu.

Nie ma. Mamy czasy fast fashion.

 

z13590626Q,Kampania-spoleczna-People-in-need--przygotowana-pr

Jeżeli nie fast fashion to co?

Oczywiście można kupować mniej. Można nie spacerować w klimatyzowanych przestrzeniach sieciówki, a na dworze. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale już same nasze spacery po sklepie obciążają jego pracowników. Przy wejściach montuje się liczniki klientów i porównuje to, co wykazały z liczbą paragonów. Jeśli zbyt wielu klientów tylko się przechadzało oglądając, wobec personelu wyciągane są konsekwencje – ze zwolnieniami włącznie.

Jak jednak nie kupować, jeżeli potrzebujemy? Bazując na mym własnym badaniu rynku, mogę Was zapewnić o jednym: ciągle jeszcze ubrania dobrej jakości kupicie w lumpeksach. Póki co, nie dotarła tam jeszcze fala produkowanych obecnie miernej jakości ubrań – nic tylko korzystać i kupować ubrania, jak kiedyś bywało: na lata. O zaletach kupowania w tego typu sklepach pisaliśmy już zresztą tu: KLIK!.

Wszelkiego rodzaju zakupy z drugiej ręki gwarantują, że ubranie zostanie wyeksploatowane nie wedle zasady fast. Wspieranie zaś młodych, niezależnych projektantów, którzy często swe oryginalne wzory tworzą z materiałów z odzysku – to opcja dobra dla tych, których nie stać na markę oznaczoną jako „fair trade”, a nie chcą nosić ubrań używanych przez kogoś innego.

Można inaczej. Jeżeli my, klienci, nie wyrazimy swego sprzeciwu – nie zmieni się nic. Biznes to maksymalizacja zysków, do tego się dąży nie bacząc na środki, to też wspierają władze państw. Nie będzie tu rewolucji. Jedyne co można zrobić – jest w naszych rękach. A raczej nogach. Zagłosujmy nimi i nie dajmy się wciągać w wielką machinę konsumpcjonizmu. Omińmy sklep.

Tekst zilustrowany został zdjęciami z kampanii społecznej Ludzie w potrzebie. W 2007 roku ta sugestywna ilustracja zestawiająca konsumenckie nawyki i potrzeby Trzeciego Świata przyniosła agencji Saatchi & Saatchi Srebrnego Lwa na Festiwalu Reklamy w Cannes. Niestety, kampania ta jest ciągle aktualna.

 

Źródła:

www.wyborcza.pl

www.wysokieobcasy.pl

 


Ekologią żywo zainteresowana z wielu powodów, pośród których aspekty ekonomiczne są szczególnie znaczące.