15.03
2016

Jak nauczyć dzieci zdrowo jeść z „Przekrojami”


„Przekroje” Agnieszki Sowińskiej rezydują u nas na półce już kilka miesięcy, ale jakoś do tej pory przysypały je inne lektury. I całe szczęście. To teraz właśnie, w fazie polegnięcia w nierównym pojedynku z ciężką chorobą, nadszedł ich czas.

Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz… – pisał wieki temu Jan Kochanowski i od tej pory niczego mądrzejszego w temacie nie stwierdzono. Zeszły tydzień powalił na łopatki moją rodzinę, padli pokotem starsi i młodsi. Jak można się domyślić, ci pierwsi musieli odłożyć swe bolączki na później z racji dotkliwego cierpienia drugich.

Uwagę cierpiącego obłożnie dziecka trzeba jakoś skierować w inną stronę niż doznawane właśnie cierpienie. I dlatego sięgnęłam po zapomniane wcześniej „Przekroje”. Postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym.

Co przekroiła Agnieszka Sowińska?

Wszystko, co lokalne, sezonowe i łatwo dostępne – cała książeczka „Przekroje. Owoce i warzywa”, bo tak brzmi jej pełen tytuł, to szansa na ukazanie dziecku tych najoczywistszych składników domowego menu w zupełnie nowej odsłonie. Marchewka, jabłko, ziemniak? Nuda! Nic z tych rzeczy – dzieje się tam, gdzie do tej pory dziecko nie miało jeszcze okazji zajrzeć. Wewnątrz pochłanianych z różnym entuzjazmem owoców i warzyw tętni intensywnie życie małych mieszkańców o niezwykłych imionach i mocach. Bohaterów jest bez liku, nie ma mowy o nudzie.

Kto mieszka w owocach i warzywach?

To szczególni bohaterowie – każdy wygląda inaczej, bo każdy jest specem od innych zadań specjalnych. Potrafią wiele i już sam ich wygląd zdradza, jaka jest ich supermoc. Pektyna – ta od razu została zaklasyfikowana przez moje dzieci w kategorii „służąca”. I nic dziwnego – z chustką na głowie, ocierająca pot z czoła, z miotłą w drugiej dłoni. Wszystko pasuje – pektyna to prawdziwy pracuś. Jakie są dokładnie jej zadania możemy przeczytać na wstępie zatytułowanym „Poznaj bohaterów”. Dla każdego obrazek i dla każdego krótka charakterystyka. Taka, którą dziecko zrozumie samo i taka, którą wyjaśnią rodzice. Bo to książka i rozrywkowa, i kształcąca. Ideał! Rewelacyjne ilustracje Agnieszki Sowińskiej są na tyle czytelne, że moje dzieci zaczynają kojarzyć błyskawicznie: służąca – pektyna, ten schylony (garbnik) wyszukuje paskudztw (wolnych rodników). Wapń i fosfor – wyglądają jak kości i zęby, bo nimi się zajmują. A jod musi mieć więcej niż jedną parę rąk, bo jest taki wszechstronny – zajmuje się przecież wszystkim! Po prostu wszystkim. A ten grubas? Tak, przed chwilą był chudy, ale wdepnął w wodę. To błonnik.

 

 


Ekologią żywo zainteresowana z wielu powodów, pośród których aspekty ekonomiczne są szczególnie znaczące.