17.11
2015

Jak nie korzystać z serwisu wiewiórka.pl – antyporadnik


Powiedzmy to sobie wprost; w założeniu tytuł miał brzmieć inaczej. Miał to być błyskotliwy, rozentuzjazmowany tekst o tym, jak się pozbyłam z domu nadmiaru rzeczy i odzyskałam oddech dzięki wiewiórka.pl. Cóż, to możliwe, podobno nawet proste. Ale ja jeszcze tego nie odczułam, bo rzecz prostą skomplikowałam chyba na każdym jej etapie. Stąd antyporadnik.

Z góry przepraszam za jakość zdjęć. To nie tekst reklamowy z gotowych materiałów, ale moja relacja z ciężkiego doświadczenia, jakim było odgruzowanie domowych szaf. Teraz jeszcze czekam na odgruzowanie salonu i wszystko niestety wskazuje, że to potrwa nieco i też będzie ciężkim doświadczeniem. Ale po kolei.

Jak odkryłam wiewiórkę.pl i co miało z tego wyniknąć?

Po sprawiedliwości – nie ja odkryłam, tylko mąż. Dzięki polubieniu na Facebooku strony paczkomatów InPost. A odkrywszy samą wiewiórkę.pl, mąż czym prędzej pokazał mi tę stronę. Z kilku względów. Pierwszym była garderoba, w której rzeczy sypały nam się z półek na podłogę. Drugi to szafa wnękowa, której przesuwane drzwi przestały się zamykać. Trzeci zaś to szafa w pokoju dzieci, która co pół roku jest przeze mnie wykładana na zewnątrz i segregowana: część letnia, część zimowa, część zbyt mała dziewczęca, część zbyt mała chłopięca.

Wszystko razem – drastyczne. Załączę obrazki, ale po cenzurze i w pomniejszeniu. Pełna wersja jest zbyt zawstydzająca.

2015-10-13 17.21.17Część szafy dziecięcej. Tak, już dawno przestałam w niej układać. Rzucam po prostu warstwami

2015-10-13 17.22.48Garderoba – rzeczy niemieszczące się na półkach, wiszą w siatkach. Bałagan jest dokładnie taki, jak Wam się wydaje

Obrazka z wielką szafą wnękową nie załączę. Wierzcie mi, nie chcecie tego zobaczyć. Mogę tylko zapewnić, że nie, nie miałam co na siebie włożyć. Po prostu ubierałam to, co znajdowało się na wierzchu. Dwie rzeczy na zmianę, dalej nie chciało mi się brnąć. I znienawidziłam tę w sumie Bogu ducha winną szafę; cokolwiek wydobywałam, musiałam prasować, czego nie cierpię równie mocno jak układania rzeczy.

Wiewiórka.pl – koło ratunkowe?

Zdecydowanie tak. Sytuacja po prostu nas przerosła. Zapewne sądzicie, że jesteśmy potwornymi bałaganiarzami. Cóż, może perfekcyjną panią domu się nie będę mienić i w mojej kuchni widnieje napis „Tylko nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy”. Tymczasem naprawdę, poza książkami, staramy się być minimalistami. Nie brzmi to wiarygodnie? Dodajmy zatem dwa detale: małe mieszkanie i sentymentalny stosunek do rzeczy. Ale po poznaniu wiewiórki.pl postanowiłam: koniec z sentymentami. Można je pozostawić na regałach z książkami, ale od garderoby niech się trzymają z daleka.

To nie tak, że nie pozbywałam się nigdy nadmiarów rzeczy. Oczywiście, że robiliśmy to, średnio co pół roku. Ale dom opuszczały pojedyncze sztuki. Wielkie czystki robiłam w czasie, gdy nie pracowałam i masowo wystawiałam na aukcjach internetowych oraz różnych forach i portalach społecznościowych rzeczy dzieci oraz swe własne. Pochłaniało to masę czasu i energii: wszystko trzeba było pomierzyć, opisać, sfotografować w miarę możliwości korzystnie (jak widzicie, mam do tego średni talent…). Z racji, że bardzo mi zależało na każdym dodatkowym groszu, sprzedawałam całkiem sporo, bo opisy popełniałam epickie. Czego nie udało się sprzedać – dokładałam w prezencie dla kupujących. Czasem się nie udawało, bywało, że płaciłam prowizję za wystawienie rzeczy, a one wisiały nadal w szafie.

Potem wróciłam do pracy. I zaczął narastać kataklizm nadmiaru. Wierzcie mi, w małym mieszkaniu o to naprawdę nie jest trudno. Odkrycie wiewiórki.pl z taką prostą możliwością pozbycia się zbędnych rzeczy, skoro cała rzecz miała się sprowadzić do spakowania wszystkiego w przysłane worki i zamówienia kuriera, by je zabrał – rewelacja! Poczułam się uskrzydlona i lekka, zapał kazał mi natychmiast zarejestrować się na stronie i zamówić worki. I tu zaczęła się seria moich wiewiórkowych błędów.

Wiewiórka.pl – czy to naprawdę skomplikowane?

Cóż. Wydaje się, że nie. Ja jednak już od samego początku przystąpiłam do popełniania serii pomyłek.

  • Zamawianie worków – czy to trudna sprawa? No, z pozoru nie. Co tu może być skomplikowanego? A jednak. Kliknęłam opcję zamówienia. Czekałam na jakieś potwierdzenie. Ale na mailu nic się nie pojawiło. Zatem kliknęłam jeszcze raz, po jakimś czasie. A potem drugi, i trzeci. I całe szczęście, że system okazał się mądrzejszy niż ja i nie dostałam dwudziestu pięciu worków, tylko normalny pakiet startowy, czyli pięć. Nie mam bowiem pojęcia, czym wypchałabym owe wyklikane worki, skoro tylko startowa piątka nieco mnie onieśmieliła: czy ja na pewno je wypełnię? W międzyczasie odbieram telefon. Miły głos o nienagannej dykcji informuje mnie w pierwszych słowach, że rozmowa będzie nagrywana. Najeżam się wewnętrznie i nabieram oddechu, by zbyć kolejną świetną ofertę, o którą nie prosiłam… i wypuszczam powietrze. To dzwonią z wiewiórki.pl, by przypomnieć mi o wszystkich punktach regulaminu i zasadach napełniania worków. Pani po drugiej stronie słuchawki kilkakrotnie pyta, czy na pewno wszystko rozumiem. Jasne, jasne, przecież czytałam. Wszystko wiem. Poza tym nie lubię rozmawiać przez telefon, zwłaszcza, gdy w tle mam hałas swych dzieci, a pod bokiem gotujący się obiad. Wszystko wiem, po co te ceregiele. Jak się okazuje, są przyczyny. Ale o tym przekonam się później.

2015-10-13 16.03.17Karta pre-paid, na którą zostaną przelane pieniądze za przesłane przeze mnie rzeczy – przychodzi wraz z pakietem worków

2015-10-13 17.27.22Pięć silnych worków na start – czy ja je na pewno wypełnię? Postanawiam: zero sentymentów

  • Wypełnianie worków – myślałam, że to właśnie będzie najgorsze. Przecież co pół roku przechodzę gehennę przeglądu szafy moich szybko rosnących dzieci! A właśnie od tego miejsca zaczynam akcję odgruzowywanie. Tym razem jednak jestem uskrzydlona zapałem. Poza tym włączam w akcję wspomagacz: muzykę. U mnie to konkretnie Anathema – idealna na sezon jesienny. Gdy w tle mam dobry podkład muzyczny, mogę zdziałać wszystko. Nawet zmierzyć się z tym:

2015-10-13 17.21.08Pomnóżcie to… razy trzydzieści? Tyle dziecięcych ubrań do przejrzenia… W zasadzie po co im tyle ubrań?

2015-10-13 17.32.22Koszulka z Yodą – najpierw nosiła ją moja córka, potem syn – tu wygrana dla sentymentów, nie ma mocnych

Tak, przy szafie dziecięcej ten jeden raz ustępuję sentymentom. Koszulka z Yodą to było absolutnie cudowne zjawisko, nie ma mowy o posłaniu jej w świat. Pozostaje wraz z kultowym sweterkiem niemowlęcym, który również nosiła dwójka mych dzieciaków. Te dwie rzeczy są jak ikony, musi starczyć na nie miejsca.

Szafa dziecięca zajmuje mi dwa dni. Po paru dniach przerwy (zgubne takie przerwy, nie polecam!) następuje frontalny atak na garderobę i szafę wnękową z rzeczami moimi i męża. Najpierw działam sama, potem zabieramy się za rzecz oboje i jeszcze sam mąż. Z racji na zgubną zwłokę w działaniu, nieco zapału zgubiło nam się po drodze. Zapału nie tracą jedynie nasze dzieci, które panujący wokół armagedon wprawia w nieustający stan upojenia.

My już mamy nieco dość. Ale worki się napełniają, a wieszaki znów można przeswać. Jak wspomniałam: zero sentymentów. Idą precz moje ukochane sukienki noszone w czasach przeddzieciowych. Tak, wbiję się w nie. Właśnie: wbiję. To już nie to, a wspomnienia zaś są w głowie, nie w tych paru szmatkach. Mąż traci złudzenia co do tego, że posiada dwa płaszcze. Nie posiada żadnego, cóż… zmężniał.

I tak to niepostrzeżenie wypełniamy ostatni worek. Zauważam, że jeden z moich swetrów ma plamę, wyjmuję go zatem i wrzucam do prania. I w ten, i w sto innych sposobów, zwalniamy ze sfinalizowaniem akcji wiewiórka.pl. Nasz salon wypełniony pomarańczowymi workami zaczyna mnie coraz bardziej irytować.

2015-10-24 18.32.42Jeszcze tylko jeden pusty, za chwilę i on się napełni…

2015-10-24 18.32.54Jeszcze nic niezaklejone, za chwilę być może zacznę dorzucać buty

  • Nadawanie worków – siadam nad stroną wiewiórka.pl i loguję się do systemu, by spojrzeć, jak to się robi. Jestem zmęczona i w oko wpada mi tylko rubryczka „ilość” oraz „numer z worka”. Rany, jaki numer z worka?! Ilość? Czy to oznacza, że każda wrzucona w worek sztuka ubrania powinna być policzona?! Sama sobie odpowiadam, że tak i dzielę się minorową wiadomością z mężem. Wszystko musimy wyrzucić! Po tygodniu odwlekania, zmuszam w końcu męża do przystąpienia ze mną do tej akcji. Opróżniamy kolejne worki, ja liczę na głos sztuka po sztuce kolejne rzeczy wrzucając je znów do worka (numery na nim odnalezione – tak, są!). Mąż zaznacza na kartce kreskami wszystkie liczone rzeczy. Akcja przebiega nad podziw sprawnie i w całkiem dobrych nastrojach. Nic dziwnego, w tle polskie hity z lat osiemdziesiątych. Przy Pana Dance finalizujemy akcję: uff… Przeliczone! Tryumfalnie zaklejamy worki.

Tylko czy było to potrzebne? Ależ skąd! Owa „ilość”, którą należy wypełnić przy nadawaniu worków, to liczba kilogramów zgromadzonych w workach. Ale o tym przekonuję parę dni później, gdy znów próbuję nadać worki. Tak, straciliśmy masę energii i czasu. Chwała niech będzie hitom z lat osiemdziesiątych. Przynajmniej było wesoło. Teraz muszę zmierzyć się z wagą.

2015-11-13 17.24.59Najpierw ląduję na wadze ja. Potem ja z workami w objęciach. Nic fajnego, już wiem, że znów przytyłam

Już! Poważone! To już, to już. Wreszcie! Zasiadam pełna ulgi nad stroną i wrzucam dane pierwszego worka. Jest numer, wbijam liczbę kilogramów: 9,1. Aaaaa! Oto, co ukazuje się na ekranie:

2015-11-13 18.18.33

Rozpacz. To był mój najcięższy z worków. Każdy ma ważyć 12 kilogramów minimum? Czemu ja o tym nie wiedziałam?

Odpowiedź jest zapewne banalna: nie doczytałam, nie wysłuchałam dostatecznie uważnie informacji, których udzielono mi przez telefon.

Stan na dziś: salon nadal zawalony workami. Zaklejonymi. Jeżeli spróbuję je rozpakować, nieuchronnie zniszczę. A są za lekkie. Co zrobić?

Jak na razie stanęłam na tym pytaniu, które napisałam do serwisu. Czekam na odpowiedź. Wam z całą pewnością już dziś mogę natomiast powiedzieć tyle:

  • usuwanie nadmiaru rzeczy z domu dzięki serwisowi wiewiórka.pl może być bardzo proste,
  • przed przystąpieniem do akcji należy uważnie przeczytać wszystkie informacje, a następnie czynność kilkakrotnie powtórzyć,
  • jeżeli zadzwoni do Was telefon z informacjami, należy uważnie i w skupieniu wysłuchać wiadomości, które są Wam przekazywane i zadać jak największą ilość pytań  – nie pozostawiajcie żadnych kwestii bez wyjaśnienia,
  • cały czas zachowujcie zimną krew i niczego nie róbcie pochopnie – i w żadnym, ale to żadnym wypadku nie postępujcie tak, jak ja (poza włączaniem sobie w trakcie wielkiej akcji dobrej muzyki, choć to czynnik równie motywujący, jak i… rozpraszający).

Stosując się do powyższego, możecie w łatwy i szybki sposób usunąć z domu nadmiar rzeczy. To naprawdę możliwe. Powodzenia!

I tak. Dobrze zauważyliście. Dzień, w którym odkryłam, że moje worki za mało ważą, to piątek. Trzynastego. Nasz salon cały czas pyszni się nowym, średnio współgrającym z resztą elementem wystroju:

2015-11-16 12.43.25

Suplement – Po weekendzie

Właśnie z dziką radością odkryłam na swej poczcie wiadomość:

Witamy, 
prosimy zostawić, kurier odbierze te worki.

Pozdrawiamy,
Zespół Wiewiórka.pl

Hurra! Czy muszę nadmieniać, że gotowa byłabym dopłacić, byleby pozbyć się wreszcie tych worków?

Wiewiórko.pl. Dziękuję, że uwzględniacie potrzeby osób zagonionych, roztargnionych, nieuważnych i zdesperowanych.

Uff…


Ekologią żywo zainteresowana z wielu powodów, pośród których aspekty ekonomiczne są szczególnie znaczące.