25.09
2015

Jeżeli prać, to tylko we własnym proszku! – cz. 1


W ilu z Waszych domów odbędzie się w ten weekend pranie? Nie będę wypytywać, w jak wielu domach będzie to pranie ekologiczne – jest przecież na to tyle różnych metod. Ja do prania używam swego własnego proszku. Dlaczego? Bo oczywiście jest lepszy! Ale nie bądźmy gołosłowni. Dlaczego mój proszek do prania jest lepszy niż ten kupiony w sklepie?

Przyjrzyjmy się różnicom. Nie jest ich mało! Podstawa tkwi w składzie, a ten bywa w detergentach ze sklepowych półek nieco… przerażający. Zdarza Wam się czytać skład proszku sklepowego? Ja już w połowie nie wiem co czytam. Nie mam pojęcia do czego służy taka mnogość składników! Zagłębiając temat odkryłam, że większość z nich jest drażniąca dla skóry, oczu oraz układu oddechowego człowieka. Powodują ślepotę, choroby płuc, alergie skórne. Nie są biodegradowalne, dlatego trafiając do środowiska wciąż na nie działają. Owszem, spełniają obietnice z reklam i opakowań: usuwają zanieczyszczenia i bakterie, odświeżają, wybielają (a może jednak tylko optycznie rozjaśniają?), zmiękczają, odnawiają kolor, ślicznie pachną, fajnie się pienią…

powder-382250_640Sklepowy czy swój własny? Oto jest pytanie…

Mój proszek jest zrobiony przeze mnie. Nie jestem chemikiem, nie wymyśliłam sama jego składu. Ale jest mi on świetnie znany. Wszystkie użyte substancje są pochodzenia naturalnego i są w pełni biodegradowalne, co oznacza, że nie zanieczyszczą środowiska. Wiem też, że nie zawierają substancji uczulających. Jeśli zaś alergia pojawiłaby się, mogę eliminować kolejne składniki i w ten sposób zbadać, co było jej przyczyną. Wszystkie półprodukty kupuję w ekologicznych, certyfikowanych drogeriach, więc jestem pewna jakości mojego zakupu.

Nie bądźmy jednak gołosłowni, przyjrzyjmy się bliżej mojemu proszkowi do prania.

  • Płatki mydlane – najdelikatniejsze pranie należy zrobić w szarym mydle – kto tego nie wie? Ostatnio nawet dodaje się płatki mydlane do proszków sklepowych. Mój proszek nie zawiera mydła, ale własnoręcznie robione mydło gospodarcze może być dodane do prania w każdej chwili. I – słowo daję – jest to lepsza opcja. Docenią ją zwłaszcza mamy maluchów fikających w pieluchach wielorazowych, których materiał mydło ,,skleja”, co znacząco zmniejsza jego chłonność.
  • Zapach – pranie poddane działaniu sklepowych detergentów, nawet bez udziału płynu do płukania, wydziela silny zapach. Mój proszek jest bezzapachowy. Co nie oznacza, że musi tak pozostać!Moje pranie może pachnieć cytryną, drzewem herbacianym, owocami, cedrem, kwiatami, ziołami i czym jeszcze dusza zapragnie! Ale może też nie pachnieć niczym, co dla osób wrażliwych jest bardzo istotną sprawą.
  • Rozpuszczalność – ile razy sklepowy proszek nie rozpuścił Wam się do końca i pozostawił smugi na ubraniach? A w praniu ręcznym? Tu szczególnie trudno o dobrą rozpuszczalność. Mój proszek świetnie się rozpuszcza, zarówno w pralce, jak i w misce. Co to oznacza w praktyce? Mojego proszku mogę użyć nawet do mycia podłogi, która nie będzie się po tym kleiła i nie będą razić na niej żadne smugi.
  • Uniwersalność – w sklepach znajdziecie całą obfitość proszków do prania: do kolorów, do białego, do delikatnych tkanin, dla dzieci… Mój proszek jest jeden. Tworzę uniwersalną mieszankę, nadającą się do prania wszystkich tkanin. Jednak w zależności od potrzeby, wzbogacam proszek: o substancje wybielające, odkażające lub po prostu rezygnuję z jakiegoś składnika, gdy jest zbędnyW ten sposób w mojej łazience stoi tylko jedno opakowanie proszku, którego skład mogę na bieżąco modyfikować poprzez dodanie innych składników. I tak posiadam je na bieżąco – przydają się do wielu rzeczy. Do sklepowego proszku nie wolno nic dodawać – nigdy nie wiadomo jak nowa mieszanka zareaguje w praniu, byłoby to zatem niebezpieczne.
  • Twarda woda – pamiętacie pełne grozy reklamy przestrzegające przed konsekwencjami prania w zbyt twardej wodzie? Zalana wodą łazienka, niemożność wyprania stosu brudnych ubrań i specjalista wywożący pralkę. Brrr… Ile osób uległo i dosypywało do proszku jeszcze jeden proszek o niepewnym składzie chemicznym? Piorąc w osobiście przygotowanym proszku, wiem, że zawiera on kwasek cytrynowy, znany ze swoich właściwości jako naturalny odkamieniacz. Dbam więc o pralkę, ułatwiam pozostałym składnikom pracę i nie zanieczyszczam środowiska! Dodać do prania to, co świetnie znamy i płacimy za to kilka złotych czy kolejną dawkę chemii za grube pieniądze? Dla mnie wybór jest prosty!

nostalgia-635619_640Prać przyjaźnie dla swego zdrowia i środowiska? – nic innego jak powrót do korzeni

  • Piana – tak, pienienie się sklepowego proszku może dostarczyć świetnego widowiska tym z Was, którzy jako dzieci (lub teraz jeszcze, jak ja) uwielbiali wpatrywać się w okienko pralki. Jest tylko jedno lub dwa „ale”. Ta fantastyczna piana nie bierze się znikąd – tworzą ją ją naprawdę paskudne dodatki. A kto przeżył jej niekontrolowaną ucieczkę z pralki, połączoną z zalaniem podłogi, a nierzadko i sąsiadów – chyba jednak rad będzie ze zminimalizowania pienienia proszku. A taki efekt właśnie ja uzyskuję w moim proszku!
  • Wygląd – tak, proszek sklepowy już na reklamach uwodzi migocącymi w bieli barwnymi efektami znajdujących się w nim kuleczek czy też kapsułek. W porównaniu z tym mój jednostajnie biały proszek to nuda! Jeżeli zatem kupujecie proszek dla walorów estetycznych – niestety, mój proszek sromotnie przegrywa. Jeżeli chcecie, by mniej kusił Wasze dzieci – o, w tym atut mego proszku.
  • Opakowanie – śliczne kolorowe opakowania, torby plastikowe albo pudła kartonowe – jedne mniej, inne bardziej poręczne – oto walor proszków sklepowych. Mój proszek znajduje się w wielorazowym pudełku, które kiedyś mnie urzekło i już pozostało u nas na zawsze. Nie kupię innego, nie wyprodukuję kolejnych śmieci – naprawdę nie będę wyjaśniać, jak to korzystne dla środowiska. Sami wiecie!
  • Innowacyjność – proszkiem kupionym w sklepie wyszorujecie wannę ,,obrośniętą” osadem. Można też potraktować nim ręce brudne od farby czy olejów (mocno inwazyjny peeling, uwzględnijcie to!). Ja swym proszkiem jestem w stanie wysprzątać cały dom (no dobrze – może bez umycia szyb). Robię pastę do szorowania powierzchni płaskich, po prostu rozcieńczając go w większej ilości wody do mycia podłóg. Myję nim i zmywarkę. Zapewniam Was, że nadaje się on też do prania dywanów oraz świetnie pochłania zapachy moczu naszych futrzaków. Jeżeli wsypiecie go do toalety, dacie radę usunąć z niej nawet najbardziej oporny kamień. Ostatnio wybieliłam też swym proszkiem firanki – fakt, moczyły się 2 godziny przed praniem, ale zapewniam: efekt był wart oczekiwania!

washing-machine-296058_640Piana – fajna sprawa, gdy na nią patrzeć. Z perspektywy odległej…

No dobrze – powiecie – ale jak się robi ten superproszek? O tym przeczytacie za tydzień.

Tymczasem, jeżeli moje sposoby na obejście kupowania chemii sklepowej zaintrygowały Was, zachęcam do zgłębiania zasobów mojego bloga: KLIK! Znajdziecie w nim i sposób na proszek, i na mydła własnej roboty, i na wiele jeszcze, wiele innych rzeczy, które uczynią zdrowszym nie tylko Wasze codzienne życie, ale i środowisko wokół Was.


Urodzona w Zakopanem, wychowana wśród natury, od dziecka z psem u nogi przemierzała miejsca pełne kwitnących kwiatów, szumiących drzew i płynących górskich potoków. Własny ogród ukierunkował tak ważny wybór życiowy jak studia, które potwierdzają jej specjalizację w wiedzy na temat roślin leczniczych i prozdrowotnych. Niezmordowana działaczka społeczna, która od pędu życia umyka do korzeni i życia zgodnie z naturą. Wystarczy ziarenko, grudka ziemi i kropla wody, by poruszyć najwspanialsze zjawiska – dla rośliny zjawisko życia, dla człowieka zjawisko dalszego tworzenia - to jej wiara. Wie też, że radość z robienia kreatywnych rzeczy jest kluczem do porzucenia negatywnych emocji związanych z rutynową pracą. Rozkosz pracy z roślinami, tajniki tworzenia kosmetyków naturalnych czy tworzenie produktów rękodzielniczych - wszystko to znajdziecie na jej blogu Mój Miły Czas, którego motto brzmi: ,,Zasoby Twojej kreatywności są niezmierzone, wystarczy tylko nie bać się z nich korzystać”.