13.04
2016

Lektury mocno zalecane dla zielonego dzieciaka


Jak często snujemy refleksje na temat ignorancji i zupełnego braku wrażliwości na potrzeby przyrody tych, którzy z nią na co dzień pracują? Czego brakuje tym, którzy mają chronić przyrodę? Edukacji? Miłości do przyrody? Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci – mówi stare przysłowie. Zadbajmy o to, by nasze dzieci miały to, czego brakuje wielu dorosłym. To w ich rękach spoczną kiedyś losy polskiej natury.

Nie liczmy na to, że robotę wykona za nas szkoła. Szkolny program tzw. edukacji przyrodniczej, obejmuje tak szeroki zasięg tematów, że na próżno wypatrywać w nim bliższego zapoznania z przyrodą, która nieustannie nam towarzyszy. Czasem opór może też budzić pewna ogólnikowość, jeżeli nie naiwność w doborze tematów. Wiedza na temat pochodzenia produktów spożywczych, realia dotyczące tzw. zwierząt gospodarczych czy wreszcie sensowność klucza doboru przekazywanych treści, mogą nastręczać wiele wątpliwości.

 

2130Wojciech Gil opowiada o lesie

 

Ile praktycznej wiedzy na temat naszej przyrody sami wynieśliśmy ze szkoły? Budzą w nas zażenowanie własne braki? Dajmy sobie spokój z poczuciem wstydu. Wykorzystajmy szansę, jaką zyskujemy i edukujmy się z naszymi dziećmi!

Wspierają nas w tym świetne lektury. Dziś subiektywny dobór kilku z nich.

 

  • Wojciech Gil opowiada o lesie

Nawet nie jesteśmy świadomi, jak wielkim przywilejem cieszymy się, mieszkając w kraju, w którym nie jest wyzwaniem pojechanie do lasu. I niezwykła wręcz jest nasza ignorancja w temacie. Tym bardziej cieszy trzymana w rękach książka o tak bogatym zasobie wiadomości, na dodatek przepięknie wydana. Wojciech Gil, leśnik z wykształcenia, zawodu i zamiłowania, z prawdziwym znawstwem tematu z każdą stroną stroną naucza czegoś nowego. Choć autor jest zachwalany jako gawędziarz, jego książka jest niesamowicie konkretna, autor nie stroni od posługiwania się fachową terminologią, choć bez przesady – nie zatraca komunikatywności. Tak naprawdę jednak, nawet gdy czyni osobiste wyznanie w postaci wyjaśnienia, jak wybrał powołanie życiowe, szybko przechodzi do praktycznych wskazówek na temat tego, jak można w Polsce zostać leśnikiem.

 

2131Wojciech Gil opowiada o lesie

 

Wielkim atutem książki, który czyni ją atrakcyjną dla małych czytelników, jest jej bogata szata graficzna. Nawet nieumiejący jeszcze czytać maluch, może zasiąść na dłużej nad książką przykuwającą zdjęciowymi portretami zwierząt i roślin, tak odległymi od tego, co zwykle serwują książeczki dla dzieci.

Poznawanie tajemnic lasu ułatwia układ oparty na schemacie: zagadnienie-odpowiedzi. Od najoczywistszych typu: Po co nam las?, aż po tak szczegółowe jak zastosowanie feromonów w walce ze szkodnikami. Każdej kwestii poświęcone są dwie stronice zilustrowane szczegółowo, z precyzyjnym wskazaniem rzeczy, o których traktują podane wiadomości.

„O lesie” Wojciecha Gila to pozycja edukacyjna, w której przeglądaniu dzieciom stanowczo powinni towarzyszyć rodzice – raz, z uwagi na jednak mało przystępne dla dziecka wiadomości, dwa, z uwagi na korzyści własne – jeżeli nie jesteśmy znawcami tematu, to raczej wątpliwe, czy będziemy posiadać wiedzę, którą serwuje ta leśna lektura.

Nigdy nie jest za późno, żeby się czegoś nauczyć. Pospacerować po lesie bogatszym o nową wiedzę o tym fascynującym miejscu, znaleźć jej potwierdzenie w naturze? Nielicha frajda!

 

1996Z tatą w przyrodę

  • Z tatą w przyrodę – Wojciech Mikołuszko

To lektura wręcz obowiązkowa dla polskich dzieciaków! Co jest bowiem powszechne? Przeciętne polskie dziecko bez problemu wskaże całą plejadę egzotycznych zwierząt, kto wie, może nawet wymieni sporo gatunków dinozaurów. Ale ile gatunków polskich zwierząt wyliczy? Przekonanie, że „sarna jest żoną jelenia”, nie jest rzadkie i wśród dorosłych Polaków. A nazywanie zbiorowo „wroną” i kawki, i gawrona, jest niepożądanym porządkiem dziennym. Niestety, nasza marna wiedza o rodzimej przyrodzie, potwierdza jedno: cudze chwalimy, swego nie znamy.

Tym cenniejsza jest fantastyczna książka dziennikarza naukowego Wojciecha Mikołuszki, który twierdzi, że ludzie z innych krajów fascynują się naszymi zwierzętami, tak jak my egzotycznymi. Uwierzyć w tę prawdę tym łatwiej, że „Z tatą w przyrodę” nie każe się takiej fascynacji dziwić! To zbiór barwnych opowieści o otaczających nas roślinach, zwierzętach, a nawet o klimacie. Przede wszystkim zaś odkrycia, masa odkryć! I to przez cały rok – każde przewrócenie kartki serwuje zmianę tematu na taką, która będzie typowa dla danej pory kalendarzowego roku i miejsca, w które przenosi się akcja.

 

1998Z tatą w przyrodę

 

Dziecko, z którym zasiądziemy do lektury „Z tatą w przyrodę”, nie nie pomyli już nieszczęsnej wrony z kawką, kto wie, może może nawet będzie umiało odróżnić i krukowatą orzechówkę. Nie wzbudzi w nim zdumienia fakt, że dzikie zwierzęta lubią nasze sąsiedztwo i wcale nie musi im się chcieć siedzieć w lasach, bo tu kusi bogaty w łatwe łupy śmietnik. Kto wie, może też zapragnie ugotować naprawdę jadalną zupę z żołędzi? Zyska wiedzę, jakiej będzie mogło mu pozazdrościć wielu dorosłych. A wszystko to w formie bardzo przystępnej, świetnie zilustrowanej przez Tomasza Samojlika i zaopatrzonej, jak wyżej opisana pozycja, w fotografie opisywanych roślin i zwierząt. W tej jednak książce wiedza nie jest serwowana w suchych faktach, a w postaci wciągających opowiadań z życia autora i jego dzieci. „Z tatą w przyrodę” jest bowiem rodzajem pamiętnika ze wspólnych wypraw. Jest ich w sumie 43, dwie odbywają się poza Polską – przecież ludzie jeżdżą na wakacje!

Podsumowując: dzięki publikacji Wojciecha Mikołuszki zyska wiele dziecko i jego rodzice. To cenne. Ale cenniejsze jest coś jeszcze: zyska nasza przyroda, w którą będą się udawać świadome jej bogactwa i walorów rodziny. Bo przecież temu właśnie książka służy – zachęceniu do wypraw i odkrywania. Zapewniam, że działa skutecznie!

 

1994Z tatą w przyrodę

  • Rok z Linneą – Christina Björk, Lena Anderson

Na finał wyjątkowo książka  nie polskiego, a szwedzkiego autorstwa, jednakże bardzo cenna jako pozycja właśnie na półce polskiego dziecka. Dlaczego? Bo to znów przelot przez cały rok, a szwedzkie realia klimatyczne kształtują bardzo podobne do polskiego oblicze natury. Prościej rzecz ujmując: wszystko, co odkrywa tytułowa bohaterka, może z powodzeniem stać się udziałem polskich czytelników książeczki. A że bohaterka urocza, a oglądana jej oczyma natura pokazywana jest ze szczególnie różnorodnych stron, poskąpienie dziecku tej lektury byłoby dla niego sporą stratą.

Wraz z Linneą, ciekawą świata i kreatywną dziewczynką, czytelnik poznaje naturę przez cały rok – książka ułożona jest według cyklu dwunastomiesięcznego. Każdy miesiąc eksponuje inny walor przyrody, na którym akurat warto się skupić. I tu, podobnie jak w poprzedniej pozycji, wiedza o wybranym zagadnieniu, serwowana jest w sposób niezwykle przystępny, w zasadzie niepostrzeżenie. Ilustracje Leny Anderson są równie wyraziste jak urodziwe, co powoduje, że już samo wertowanie książki pozostawi w głowie dziecka całkiem sporo informacji.

 

dzika-jablon720aRok z Linneą (źródło zdjęcia: KLIK!)

 

Co warto zauważyć, rok przyrodniczy Linnei ukazywany jest nie tylko „na zewnątrz” – wraz z bohaterką dziecko może przeżyć mnóstwo przyrodniczych przygód nie ruszając się z domu. Jak zatem założyć mini ogródek, roczną kronikę przyrody, zielnik, ugotować zupę z pokrzyw i przygotować upcyklingowe prezenty dla przyjaciół? Nie brak na to jasnych wskazówek i przepisów, bo to książka nie tylko edukująca, ale i inspirująca do działania. Bogactwo propozycji gwarantuje brak nudy na wiele dni.

Jaki jest więc rok bohaterki? O każdej porze pełen przeżyć. Linnea bacznie rozgląda się wokół siebie. Podgląda miejskie zapylacze, ptaki i zwierzęta. O każdym dowiaduje się jakichś ciekawostek i dzieli się z czytelnikiem swą wiedzą. Kontroluje też kalendarz i patrzy w gwiazdy. Zjawisko równonocy, obchodzone w związku z tym święta – w zasadzie każde spostrzeżenie bohaterki odkrywa nowy ciekawy temat.

Książka dla młodego czytelnika nie jest przeciążona informacjami, ale w finale daje klucz wskazujący, gdzie ich szukać. Kończy się więc swoistą bibliografią – zachętą do dalszych odkryć. Na potrzeby polskiego czytelnika wszystko zostało tu odniesione do polskich realiów i może zostać przez nas potraktowane jako przewodnik ku dalszemu poznawaniu.

 

Linnea_ROK_rozkl02

Rok z Linneą (źródło zdjęcia: KLIK!)

To tylko trzy spośród bogatej oferty wydawniczej książeczki dla młodych przyrodników. Na rynku znajdziemy ich jeszcze o wiele więcej. Można rzec, że dzisiejsze dzieciaki są szczęściarzami – jeżeli tylko chcą poznawać przyrodę wokół siebie, autorzy stwarzają im szansę na zapoznawanie się z nią i czynią to w niezwykle atrakcyjny dla czytelnika sposób.

Z samych książeczek wiele nie wyniknie, jeżeli zamkniemy dziecko z nimi w domu. To, czy wielki potencjał stworzony przez autorów zostanie wykorzystany, zależy od nas, rodziców i opiekunów. Omówione powyżej trzy pozycje wskazują jednoznacznie na to, że zyskaną dzięki nim wiedzę należy konfrontować z rzeczywistością. To zaproszenie do odkrywania bliskiej nam przyrody, które wystosowano również do nas – czytających książeczki wraz z dziećmi. Mamy szansę z niego skorzystać i uzupełnić wszystko to, czego po szkolnej edukacji nie wiedzieliśmy, a później nie mieliśmy czasu (a może i świadomości braków), by niedobory wiedzy uzupełnić.

Może zatem to nie dzieci są największymi szczęściarzami, a my – ich rodzice?


Ekoprowincjuszka, która ciągle uczy się czegoś nowego. Gdy się zmęczy, ucieka na rower albo do lasu.