18.10
2015

Mamo, a co to za drzewo? – „Ilustrowany inwentarz drzew” podpowie


Zapewne mam dość wyjątkowe dzieci. Zresztą które takie nie są? Ja jednak chciałam dziś opowiedzieć o dość szczególnej pasji mojego potomstwa. Drzewa. To fascynacja, która zapewne jesienią się zaczęła. Moja dwójka bardzo żywo zainteresowana jest tematem dendrologii. Nieważne, że nie znają jeszcze tego słowa. „Mamo, co to za drzewo?” To pytanie, dość kłopotliwe, chyba stanie się nieco mniejszym wyzwaniem. W naszym domu pojawił się właśnie „Ilustrowany inwentarz drzew”.

Rozpoznać kasztanowca i brzozę? Banał. No dobrze, może jeszcze dąb, świerk, klon, sosna, wierzba, robinia zwana akacją, lipa… Ale już buk? Jesion? Olcha? Grab? O, to już wcale nie jest takie oczywiste. A dzieci pytają. Już niejednokrotnie wytrzeszczałam oczy, by dojrzeć owoce i tym jakoś się zasugerować. Bywa, że daremnie. Zapowiadałam wtedy pokornie: w domu sprawdzimy. Teraz będzie gdzie sprawdzać.

 

inwentarz-drzew_420pxrgbObfita w szczegóły okładka nie jest czczą obietnicą

Nie byle jaka to książka!

„Ilustrowany inwentarz drzew” już od pierwszego wejrzenia uderza rozmachem. To imponujących rozmiarów pozycja, która zawiera opisy i wizerunki pięćdziesięciu siedmiu drzew – tych swojskich, i tych mało znanych. Całość poprzedza wstęp i słowniczek. Dzięki pierwszemu możemy przybliżyć dzieciom kilka podstawowych faktów na temat znaczenia drzew w życiu człowieka oraz krótko nakreślić ich obecną kondycję. Dzięki słowniczkowi i zamieszczonym w nim ilustracjom możemy zwrócić uwagę dziecka (i własną!) na to, jak różnorodnie natura rozmieściła na drzewach liście czy też igliwie. Od pierwszych stron zatem chłoniemy wiadomości. A potem zaczyna się samo sedno.

2015-10-15 15.50.05Sekwoja – o jaka wielka! Potrzeba jej aż dwóch stron!

Ilustracje rodem z dawnego zielnika

Inwentarz. Ilustrowany! I to jak! Emmanuelle Tchoukriel, która jest autorką rysunków, przypomniała precyzję, którą kojarzyć możemy tylko z zielników sprzed ery fotografii. Pięćdziesiąt siedem drzew zatem, a każde ukazane w realistycznym portrecie całości. Są i detale: zbliżenie na liście, owoce oraz kwiaty i – co szczególnie mi się spodobało – bardzo często sportretowane charakterystyczne zwierzę.

To ostatnie to duży atut w związku z dziecięcym adresatem inwentarza. Bo zwierzęta można łatwiej skojarzyć z regionem klimatycznym, miejscem występowania. „Słoń? To durian jest z Afryki” – wygłosił kontemplujący książkę pięciolatek. Co stworzyło asumpt do wyjaśnienia, że nie sama Afryka słoniami stoi. Równie trafny jest pomysł z umieszczaniem przy ilustracjach sylwetek ludzkich – daje to osąd na temat tego, jakie rozmiary osiąga drzewo w naturze. Tu szczególnie ujęło mnie zobrazowanie gigantycznych rozmiarów sekwoi. Jako jedyne z ukazanych drzew, sekwoja zajmuje dwie strony – książkę należy obrócić bokiem. Sprawa staje się jasna: mamy do czynienia z najwyższym drzewem na Ziemi. Dobitne i łatwe do zapamiętania – sprawdziłam na sześciolatce.

Dorosłego ujmuje misterność ilustracji Tchoukriel, ich stonowana kolorystyka – ilustratorka sporządza zwykle ryciny naukowe, ale w „Ilustrowanym inwentarzu drzew” objawiła się jej dłoń prawdziwej artystki. Tak udatne nawiązanie do czasów dbałości o urodę pracy, powoduje, że książka staje się czymś więcej niż tylko informatorem i przewodnikiem. Przyjemnie jest mieć coś tak… stylowego.

 2015-10-15 15.54.16Nawet przy indeksie można coś obejrzeć – o, nietoperz!

Bez przegadania

Co tu kryć – to nie jest pozycja w sposób oczywisty nabywalna dla dziecka. Bo nie jest to bajeczka, nie opowiastka ani zbiór wierszyków. To nic innego jak zbiór opisów drzew. Czy dziecko nie będzie się przy nim nudzić?

Jak wspomniałam, jestem matką dość szczególnych dzieci, w których książka wywołała entuzjazm. („Dziś też mi przeczytasz. Wszystko!”). Ale co z dziećmi, które drzewa po prostu na co dzień omijają? Bardzo wiele tu zależy od nas. Jeżeli nieprzygotowane do takiej lektury dziecko pozostawimy samo z książką, możliwe, że przekartkuje ją przez chwilę i znudzone odłoży. Jeżeli potraktujemy lekturę „Ilustrowanego inwentarza drzew” jak wstęp do wielkiej przygody, gwarantowane, że dziecko pokocha tę książkę i będzie do niej wracać.

Drzewa znane i nieznane, z daleka i bliska, opisane są kolejno w działach: liściaste, iglaste i palmy. Przedstawiano je prostym, czytelnym językiem, który nie powinien znużyć małego odbiorcy. Zwłaszcza, że i przywołane fakty z życia poszczególnych gatunków, nie są serwowane w nadmiarze i dobrane według klucza: ciekawostki. Które drzewo rośnie najszybciej na świecie? Z którego najlepiej produkuje się deski snowboardowe, a z którego skrzypce? A które może umrzeć tylko za sprawą jednego owada znajdującego się w pechowym miejscu? Virginie Aladjidi, autorka inwentarza, rzeczywiście dobrała fakty w taki sposób, że i trzylatek może się jej dziełem zainteresować. Wydawnictwo zaklasyfikowało bowiem „Ilustrowany inwentarz drzew” jako kategorię wiekową 3+ . Nim nie zobaczyłam tej pozycji na własne oczy, zastanawiałam się, czy nie jest to przedział zakrojony zbyt optymistycznie.

inwentarz-drzew_1_www_700pxrgbWianowłostka królewska albo płomień Afryki – od teraz ulubione drzewo mojej córki

Podsumowując…

Bardzo się cieszę z tego, że książka Virginie Aladjidi i Emmanuelle Tchoukriel znalazła się na półce moim dzieci. To książka na długie lata, pozycja na wiele wędrówek i odkryć. Jeżeli zamierzacie ją nabyć i pozostawić dziecko z książką samo – zapewne będzie trzeba czytelnika pełnego pasji, by rzeczywiście wykorzystać potencjał inwentarza. By uniknąć roli efektownego wypełniacza półki, książka ta powinna stać się w domu pozycją integrującą rodzinę. Uwierzcie, i dorosły może się z niej bardzo wiele nauczyć. Czy zapamiętacie, Wy i Wasze dzieci, całą dawkę wiedzy zawartą w tym kompendium wiedzy? Niekoniecznie. Ale będziecie odwiedzać drzewa, mówić o drzewach i nauczycie swoje dzieci niemijania ich obojętnie. A to znacznie więcej.


Ekologią żywo zainteresowana z wielu powodów, pośród których aspekty ekonomiczne są szczególnie znaczące.