03.01
2016

Maść z żywicy – dar od naszych przodków


Pamiętacie mój ostatni tekst o całorocznym darze lasu – żywicy? Znajdziecie go tu: KLIK! Mrozy nadeszły, a ja nadal spaceruję po lesie, bo uważam, że najwartościowsze dary sosna serwuje nam właśnie zimą. A ten klimat! Wielkie drzewa są niezwykle tajemnicze, nic tylko wypatrywać grasujących między nimi krasnali szykujących się do wiosny. Dobrze, dobrze… schodzimy na ziemię. Dziś opowiem Wam o pewnej maści.

Jej receptura to skarb przekazany nam przez naszych przodków, którzy już od wieków specjalizowali się w przetwarzaniu żywicy sosnowej. Zawsze zazdrościłem im pracy przy żywicowaniu drzew – cały dzień w lesie przy śpiewie ptaków i wdychaniu aromatów… Praca ta była bardzo ważna dla całej społeczności, bo już kilkaset  lat temu zaczęto wyrabiać maść z żywicy na oparzenia.

627717_2fd9e909e895499f9da9827b7c8a1805Tradycyjne polskie żywicowanie

Jak odbywało się kiedyś żywicowanie drzew?

Żywicowanie drzew dotyczyło głównie sosny pospolitej  i świerku pospolitego. We Francji żywicę pozyskiwano już w IV-V w. p.n.e.! Drzewa żywicowano tam tzw. metodą płatową, czyli usuwano pewien płat kory, by lepkie soki drzewa. W Polsce do XIX w. żywicowano tylko świerki, sosnami zajęto się dopiero na początku wieku XX. Nie zdzierano płatu kory jak we Francji, a pozyskiwano żywicę metodą żeberkową, polegającą na podcinaniu kory pod odpowiednim kątem, by żywica mogła swobodnie spływać do kubeczków umieszczonych w wyżłobionych otworach.

Drzewa poddane żywicowaniu oczyszczano co tydzień. Kubeczek z żywicą opróżniany był co miesiąc. Żywica nie była pozyskiwana przez cały rok – okres jej pozyskiwania trwał od maja do października. W naszym kraju masowe żywicowanie drzew zakończyło się w roku 1994. Polską żywicę zastąpiła ta produkowana w Chinach lub Brazylii.  W mojej okolicy spotykam jeszcze drzewa, z których zaś pozyskuje żywicę, na większości jednak ślady po tym działaniu zaciera czas.

627717_d391e96f5d20482b80a30d9ed82fbb5dMy nie musimy wcale kaleczyć drzewa

Jak pozyskać żywicę bez krzywdzenia drzewa?

To zupełnie proste, jeżeli słusznie zakładam, że nie potrzebujecie żywicy w ilościach przemysłowych! Nie robimy w drzewie niepotrzebnych dziur, niczego nie ścinamy, ani nie łamiemy gałęzi. Żywicę po prostu zeskrobujemy z drzewa tępym nożem. Najłatwiej jest wykorzystać drzewa, które były wcześniej poddane żywicowaniu. Warto też wykorzystać te, które zostałynaturalnie uszkodzone – np. wiatr – gdy złamie on gałąź, wycieka z niej żywica. Zeskrobujemy tę, którą znajdujemy co najmniej jeden metr od ziemi. Na niższych partiach drzew może być przyklejona sierść zwierząt, niezbyt pożądany dodatek.

627717_36f857ddd95f48609721bec31d5f4384Maść żywiczna – specjalność naszych przodków

Dlaczego warto zbierać w lesie żywicę?

To niezwykle hojny dar! Skład jej mówi sam za siebie:

– olejki eteryczne (olejek sosnowy i terpentynowy)

– garbniki

– flawonoidy

– witaminę C

– kwasy fenolowe

– gorycze

627717_b256193c9e23496f836706d8f794416fNa dole jest pięknie, ale Wy szukajcie żywicy wysoko!

Jak zrobić własną żywiczną maść na oparzenia?

Oto mój przepis.

Składniki:

– 150 gramów masła shea ( możecie użyć smalcu czy też oleju kokosowego),

– 30 gramów wosku pszczelego (najlepszy prosto od pszczelarza!),

– 150 gramów żywicy świerkowej lub sosnowej,

– 50 ml oleju (opcjonalnie).

Sposób przygotowania:

1) Do garnuszka wsypujemy wszystkie składniki. Stawiamy je na niewielkim ogniu i gotujemy około 30 minut, aż do rozpuszczenia się żywicy.

2) Płynną maść przelewamy do słoiczków.

Maść stosujemy na oparzenia. Sprawdzi się ona też świetnie jako dodatek do mydła, można ją zastosować zamiast zwykłego masła shea. Można ją też dodać do świeczek z woskiem pszczelim. Ręce posmarowane maścią będą pachniały lasem i drewnem  z żywicą. Sama rozkosz, spróbujcie!

627717_d0c9c4a767a44e0c805c21dd18d2390d

Podobają Wam się moje owocne wyprawy do lasu? Zapraszam na nie częściej na moim blogu: KLIK! Zaglądajcie koniecznie!


Z przyrodą miał styczność już od najmłodszych lat. Fascynuje go dzika kosmetyka, która rośnie koło domu, w zasięgu ręki. Swoje pomysły czerpie z pór roku. Energii dodaje mu mgła, wiatr, słońce, urzekający zapach olejku sandałowego. W bajeczny niezapomniany świat dzikiej kosmetyki zabiera każdego, kto zajrzy na jego blog http://www.lesnezycie.pl/