14.05
2016

Po co minimalistce obfita uprawa balkonowa?


Przecież można wszystko kupić. Na dobrą sprawę o każdej porze w sklepach nabędziemy banany, truskawki, melona. I nie trzeba się brudzić ziemią, do nabycia ilość taka, jak nas zadowala. Szybko nabywamy, szybko zjadamy. I za bardzo nad tym nie rozmyślamy. Bo po co? Dociekania mogą zepsuć nam humor i apetyt. I dlatego właśnie stawiam na uprawę balkonową – jestem dociekliwa.

Po pierwsze – egzotyczne owoce. Jaką ilością chemii zostały potraktowane, by dotrzeć do nas w tak idealnej formie? Również przedsezonowe truskawki – po przeprowadzeniu analizy chemicznej okazałoby się, że te marcowe czy kwietniowe mają w składzie pół tablicy Mendelejewa, a w smaku nawet nie dorównują polskim owocom z końca maja i czerwca. Konkrety? Podczas kwitnienia „zaleca się” wykonać opryski na szarą pleśń i kwieciaka malinowca. Potem truskawki nawozi się mineralnie potasem w formie siarczanu, fosforem i azotem po zbiorach (źródło: KLIK!). Aby mogły przetrwać transport i sklepowe warunki, truskawki pryska się ponownie, co sprawia, że błyszczą już niczym napromieniowane – no ale mają kusić klienta.

Dodajmy jeszcze negatywny wpływ takich upraw na środowisko. Wielkie uprawy hiszpańskich truskawek wymagają ogromnego nawadniania, a to doprowadza do pustynnienia okolicznych obszarów. Podobny sposób uprawy i konserwacji dotyczy i wszystkich innych owoców i warzyw, które nie są sezonowe dla naszej szerokości geograficznej.

Tak, można kupować i o tym wszystkim nie myśleć. Ja myślę i dlatego mam na swym balkonie uprawy, już od wczesnej wiosny. Bo nie trzeba być zaawansowanym ogrodnikiem, by cieszyć się własnymi warzywami. Albo – jeszcze łatwiej – kiełkami.

 

szpinakOto i nasz szpinak – obecnie już większy

 

Jakim warzywom i kiełkom warto sprostać?

Rzodkiewka? Żadne wyzwanie, a wielka satysfakcja, gdy widać jak nasiona wysiane nasiona kiełkują – a jak przeżywają to dzieci! Bierzemy po prostu karton po mleku, dobrą ziemię, nasiona i poświęcamy dziennie godzinę czasu na poważną inwestycję w zdrowie. Co hodujemy?

  • Marchew – pomarańczowy, żółty czy purpurowy korzeń? Ja jadam wszystkie, lubię jeść kolorowo. Możemy ją zasiać i na parapecie. Jej nasiona dadzą nam natkę bogatą w magnez, potas, wapń, witaminy A i C oraz żelazo. Będziemy mogli z niej zrobić pyszne pesto z dodatkiem orzechów lub pestek dyni. Dodajemy do niego oliwę lub olej rzepakowy tłoczony na zimno oraz 2 ząbki czosnku. Potem smarujemy nim chleb lub dodajemy je do sałatek.
  • Groszek – ziarna groszku cukrowego zalewamy wodą i kładziemy na ligninie (można je też zasiać w ziemi). Po kilku dniach wypuszczą kiełki, których użyjemy do sałatek lub na kanapki. Zyskamy witaminy: A, C, B1 oraz białko, które dadzą nam odporność i wspomogą pamięć – jakie to cenne dla studentów przed sesją egzaminacyjną! Chrupać kiełki kilka razy dziennie? Żaden wielki luksus ani wyszukana trudność.
  • Brokuł – małe nasionka, a tak wiele dobrego! Kiełki są kopalnią witamin i mikroelementów. I co najważniejsze – są zwyczajnie – smaczne. A że zawierają witaminy z grupy B, witaminę C, A, E i K, wapń, żelazo, magnez, fosfor, cynk, potas, selen i sulfosforan, mają właściwości przeciwrakowe, zwalczają bakterie wywołujące schorzenia żołądka i wrzody trawienne. Zawarte w nich antyoksydanty pomagają nam dłużej pozostać młodymi. Dodajmy, że zawartość dobroczynnych substancji jest 20-30 krotnie większa niż w dojrzałej roślinie. Kiełki brokułu są świetne na kanapce i w sałatce. Jemy je na świeżo, by zachować cenne wartości odżywcze
  • Sałata rzymska – uwielbiam ten typ sałaty, mam tylko problem ze znalezieniem jej w wersji eko. Co mi po główkach przywiezionych z hiszpańskich czy holenderskich szklarni? Sałata jest pokarmem, który bardzo chłonie pestycydy, a z racji tego, że spożywamy ją w całości, ciężko się pozbyć skutecznie szkodliwych składników tylko przez wypłukanie pod wodą. Dlatego tak ważne jest, by sałata była uprawiana bez chemicznych dodatków. Posadzona jeszcze w marcu wykiełkuje i po około miesiącu pozwoli cieszyć się pierwszymi małymi listkami. Ale możecie ją zasiać przecież i teraz! Na balkonie, w doniczkach korytkowych, wyrośnie pięknie.
  • Szpinak – my wykorzystaliśmy siewki z zeszłego sezonu warto wykorzystać, które teraz puszczają nowe liście na wiosnę. Do nowego obsiewu, używamy doniczki w kształcie korytka i dobrej ziemi. Szpinak nie jest wymagającą rośliną, wyrasta nawet, gdy jeszcze jest zimno. Dostarcza nam żelaza, kwasu foliowego, witaminy C i wielu innych składników, które warto jeść na surowo. A po ugotowaniu? Świetnie sprawdzi się jako składnik sosów do makaronu czy risotto.
  • Pomidory – my siejemy je w wytłoczkach po jajkach lub w kartonach po mleku. Po 6-8 tygodniach rozsadzamy je do większych donic. Latem będą obficie owocowały!
  • Poziomki i truskawki – one również zagościły w moich ręcznie robionych doniczkach, tak, by za kilka tygodni przesadzić je do większych korytek i czekać na pyszności. Warto. Bo kto nie lubi poziomek?

Rozważam w tym roku jeszcze koniczynę i pokrzywę. Dobrze mieć pod ręką coś pysznego i tak zdrowego.

 

pudelkaDoniczki? Te do siewek niech będą minimalistyczne

 

Torf – stanowczo odradzam

Torf – to brzmi przekonująco? Oj, mit. Torf tylko na krótko poprawia wartość mineralną ziemi. Po krótkim czasie ulega erozji. No i bardzo istotny argument antytorfowy z perspektywy miłośnika przyrody: komponowanie mieszanki ziemi z dodatkiem torfu doprowadza do wyniszczania torfowisk. Te zaś są rzadkimi siedliskami przyrodniczymi, miejscem życia dla wielu gatunków roślin i ptaków. Pełnią też ważną rolę w procesie utrzymania właściwych stanów wodnych w środowisku, w związku z czym są chronione konwencją rzymską.

Doradzam Wam ziemię ogrodniczą z naturalnym nawozem lub wzbogaconą kompostem. Powinna być ona czarna i w kontakcie z dłońmi lekko się zlepiać w grudki.

 

wytloczki_po_jajkachWytłoczki po jajach – w sam raz na siewki pomidorów

 

Oszczędności? Nie do pogardzenia. Nadprodukcja? Żaden problem

Za pudełko kiełków płacimy ok. 3 złotych. Woreczkiem z nasionami np. brokułu za ok. 1,50 zł obsiejemy kilka donic – chyba nie trzeba tłumaczyć, że własna uprawa po prostu się opłaca! Siejemy i zbieramy więcej, a za niższą cenę. Nie damy rady wszystkiego zjeść? Przecież nie musimy wysiewać całego opakowania. A jeżeli jednak zdarzy nam się balkonowa nadprodukcja? Idealna akcja, by zaprzyjaźnić się z sąsiadami. Ja zeszłoroczne sadzonki jarmużu i szpinaku podarowałam rodzinie, która obsadziła nimi grządki w swoich ogrodach. Dzięki temu mają teraz całoroczny zielony warzywniak.

 

sadzonkiBędą obfite zbiory? I dobrze! Tu nadmiary da się dobrze wykorzystać

 

Dobre samopoczucie – gratis w balkonowym pakiecie

Podczas kontaktu z ziemią, która jest źródłem ujemnie naładowanych elektronów dosłownie czerpiemy „witaminę Z”, która jest w stanie zneutralizować szkodliwe działanie wolnych rodników. Zupełnie tak, jakbyśmy dostarczali antyutleniaczy wraz z pokarmem czy suplementami – ( źródło: KLIK!).

Kontakt z ziemią podnosi poziom energii, redukuje stres, pozytywnie wpływa na jakość snu, normalizuje ciśnienie tętnicze, pomaga na bóle głowy i łagodzi symptomy związane z napięciem przedmiesiączkowym. Terapia nie do pogardzenia! Nic tylko zakasać rękawy i sadzić! I niech będzie hedonistycznie – jak wspomniałam, tu żadne nadmiary nie są problemem!

Uprawa balkonowa to wyłom w wyznawanej zwykle przeze mnie zasadzie: ograniczam się. W czym jednak sobie nie popuszczam i dzięki jakim wyrzeczeniom łatwiej mi żyć? O tym przeczytacie na moim blogu: KLIK!

 

Zdjęcie główne – źródło: KLIK!


Wprowadza minimalizm do swojego życia, zwalnia tempo, kiedy wszystko wokół gna za szybko. W efekcie uzdrawiania swoich nawyków zakupowych, odkrywa swoje zainteresowania zdrowym odżywianiem i naturalną pielęgnacją oraz budowaniem dobrych relacji w rodzinie i społeczeństwie. Jest członkinią kooperatywy spożywczej, działa również na rzecz swojej lokalnej społeczności. W wolnych chwilach czyta książki o zmienianiu świata i szyje na maszynie. Bywa offline.