13.11
2015

„Rok w lesie” – wielka ekspedycja bez ruszania się z kanapy


Uwielbiam czytać ze swoimi dziećmi. To naprawdę niesamowita frajda – tyle niesamowitej literatury dziecięcej się ukazuje! Czasem jednak nie posiadam się ze szczęścia, gdy mogę… nie czytać. „Rok w lesie” to właśnie taka książka, którą bez straty dla frajdy, dziecko może pochłaniać samo. Tylko w sumie sama nie wiem, czy się z tego cieszę. Bo to akurat jedna z najpiękniejszych książek w księgozbiorze moich dzieciaków.

I już nie powiem, że sam rzut oka na okładkę wystarczy, by zauważyć, że wnętrze na pewno będzie bogate. Pominę tematykę, z wielu względów ulubioną. Ale to mój ukochany typ książki dziecięcej, zwanej roboczo „Altmanowską”! Bardzo lubię wielowątkowe kino Altmana i uwielbiam obrazkowe książki dla dzieci, które pozwalają podglądać życie prywatne całej plejady bohaterów, o których namiętnie można potem plotkować z dzieciakami.

Pozycji „Naszej Księgarni” zawdzięczam wiele chwili spokojnie spędzonych przy pracy lub bezkolizyjnie przyrządzony obiad. I to właśnie przy robieniu obiadu, komentowałam z dzieciakami perypetie życiowe bohaterów „Roku w lesie”, zerkając przez ramię. Obiad gotowałam dłużej niż zwykle, a książki miałam niedosyt. Dlatego teraz, w spokoju, sama rozkładam książkę i smacznie zagłębiam się w kolejne stronice.

Skąd to rozsmakowanie?

1441111470542-712420758-jpg-gallery.big-iext30159919Luty… co się może dziać w lutym w lesie? Cisza, jest uśpiony… Na pewno?

  • Bo „Rok w lesie” to dzieło sztuki ilustracji dziecięcej

Jak informuje wydawnictwo, przedział wiekowy jest bardzo szeroki – od 0 do 6 lat. Cóż, ja mam… ile mam, w każdym razie już dawno temu skończyłam osiemnaście i muszę powtórzyć to, co napisałam powyżej: to naprawdę wciągająca epopeja z życia mieszkańców polskiego lasu. Cały rok! Miesiąc po miesiącu w kunsztownych, pełnych szczegółów obrazach o wymiarach podwojonego 231 x 310 mm. Są za piękne, by pokazywać je na byle jakim zdjęciu, pokazuję Wam tak, jak je sfotografowali zdolniejsi ode mnie, by nie uwłaczać wielkiemu dziełu Emilii Dziubak. Kolejne odsłony scen z życia lasu w zmieniającej się w zależności od pory roku kolorystyce, charakteryzujące to, co typowe dla polskiego klimatu. I jakimś cudem, nawet w szpetnym raczej marcu czy ponurym listopadzie, których cech nie ukrywają – piękne!

1441111490984-713344279-jpg-gallery.big-iext30159920Październik… Najpiękniejszy? Czy ja wiem? W książce Emilii Dziubak ma sporą konkurencję, wszystkie są piękne

  • Bo opowieść bez słów przykuwa tysiącem historii

Kto się lubi, a kto nie? Dokąd tupta nocą jeż? A kto knuje coś niecnego? Tak, tego wszystkiego można się dowiedzieć z każdej kolejnej miesięcznej odsłony. A z następnej – co z tego wynika. Nie ma zagadek nie do rozwiązania, skoro możemy wyśledzić nawet myśli bohaterów albo sen nietoperza. Co się stało z rogami łosia? A o czym marzy dżdżownica? No i – tak, tak – co się dzieje ze śmieciami, które nieopatrznie zostawiamy w lesie? Tajemnice każdego piętra lasu do wyśledzenia!

Naprawdę plotkarska książeczka, do pochłaniania raz, i jeszcze, i drugi, i tysięczny – za każdym razem coś nowego! Czemu nie usiadłam rzetelnie z moimi dziećmi, by omówić te wszystkie szczególiki? Bo co tu kryć – to musiałaby być sesja wielogodzinna. I na jednej na pewno by się nie skończyło.

P1250848O każdym można się czegoś dowiedzieć. Bywa, że i odkryć. Nawet, gdy jest się czytelnikiem całkiem już dorosłym

  • Bo „Rok w lesie” jest pełen odkryć – dla każdego!

Tak, może i naprawdę mały brzdąc będzie z zafascynowaniem brnął przez kolejne strony. Nie wiem, nie mam chwilowo pod ręką takiego testera, ale nie wierzę, że te obrazki pozostawiłyby malucha obojętnym. Poza tym książka ma tekturowe, łagodnie zaokrąglone karty – idealne dla małych rączek. Co jednak jest pewne i sprawdzone, nawet dziecko już czytające i z reguły dzidziusiowymi książeczkami z lekka już zdegustowane, w „Rok w lesie” zapada na długi czas. I przerywa z reguły tylko z powodu interwencji nudziarzy-rodziców, którzy zawsze muszą przeszkodzić wtedy, gdy akurat…. Nie wiem, co akurat, ale sześciolatka jest bardzo zirytowana, gdy przerywamy jej lekturę.

Spędziwszy „Rok w lesie” Emilii Dziubak można dowiedzieć się przecież tylu rzeczy. Żaden bohater nie jest bezimienny. Ba, na wstępie każdy się przedstawia, a co to są za charakterystyki! To poczucie humoru jest rodzaju nieadresowanego dla malucha, wierzcie mi. A wiadomości… Hmmm… nie miałam pojęcia, że kowale lubią towarzystwo lipy. A lubią, to fakt! Przypominam sobie przecież doskonale, gdzie zwykle spotykamy ich kolonie. Czego jeszcze nie wiedziałam, a przejrzeniu tej książki już wiem? Po pierwsze – przejrzenie to za mało, po drugie – a, co Wam się będę przyznawać. Wiem więcej. To starczy. A nie mam lat osiemnastu, jak już wiecie. Dość długi czas poprzestawania ignorantką.

Dzieci, którym kupicie „Rok w lesie” nie będą miały takich luk w wiedzy. I spędzą ten rok w lesie nie ruszając się z kanapy zakopane po uszy w leśnym runie i koronach drzew. A Wy będziecie im zazdrościć smętnie zerkając znad swoich zajęć na ich zaaferowane miny.

Wiem, sprawdziłam.

 

Źródło ostatniej fotografii: maluszkoweinspiracje.pl – dziękuję bardzo!


Ekologią żywo zainteresowana z wielu powodów, pośród których aspekty ekonomiczne są szczególnie znaczące.