10.02
2016

Tam, gdzie bezdomne zwierzęta są wspólną własnością


Niełatwo w naszym kraju być bezdomniakiem. Schroniska są przepełnione, a warunki w nich panujące – dalekie od godziwych. Złe żywienie, uwłaczające przyzwoitości i niebezpieczne kojce, a przede wszystkim brak zagwarantowania szans na adopcję i znalezienie domu – oto realia z życia bezpańskich zwierząt w Polsce. Alternatywą jest często śmierć. A przecież są w świecie zupełnie inne miejsca – tam, gdzie bezdomne zwierzęta są wspólną własnością.

Na świecie możemy spotkać miejsca zwane prawdziwymi psimi i kocimi rajami dla zwierząt, które nie mają własnych domów.

W Polsce widok bezdomnego psa na ulicy jest rzadkością. W innych krajach są jednak takie miasta, gdzie na ulicach jest ich pełno. I nie tylko nie są wyłapywane przez hycli, ale wspiera się je i darzy prawdziwą sympatią.

greeces-stray-dogsW Grecji po kryzysie na ulicach żyje około milion bezpańskich psów (Foto: Facebook/Eustratios Papanis)

Grecja – kryzys? Nie dla bezdomnych psów!

Życie psiego bezdomniaka w Grecji jest o wiele łatwiejsze niż jego pobratymca w Polsce. A przecież to miejsce, w którym pod tym względem powinno być jeszcze bardziej bezwzględnie! Po kryzysie, który dotknął ten kraj, wielu Greków na własnego psa po prostu nie stać, w związku z czym na greckich ulicach żyje obecnie około milion bezpańskich psów. A jednak nie traktuje się ich jako ciężar, a raczej jak wielki zbiorowy obowiązek. Bezdomne zwierzęta chipuje się, sterylizuje i szczepi – stanowią po prostu wspólną własność.

Na wyspie Lesbos, kojarzonej powszechnie z poetką Safoną, istnieje miejsce, w którym zadbano o ich bezpieczeństwo w mroźne noce. W kawiarni Hott Spott, znajdującej się w miejscowości Mitylenia, po zamknięciu drzwi za ostatnim klientem, uchyla się je gościnnie dla zamieszkujących ulice psów. Zdjęcie przedstawiające śpiące na ławach bezdomniaki obiegło Facebook, stało się hitem sieci i symbolem przyjaznego podejścia Greków dla zwierząt. Ich obecność w kawiarni nie tylko nie stała się problemem, ale wręcz jeszcze zwiększyła popularność Hott Spott.

dogs-at-hott-spott-cafeNoc w mityleńskiej kawiarni Hott Spott (Foto: Facebook/Eustratios Papanis)

 

Dopieszczone i dokarmione latynoskie bezdomniaki

Szczególnie słynne jako psiolubne są Chile i Argentyna. Psy w Santiago to czworonogi dopieszczone i wygłaskane. I – co może wydawać się zadziwiające – czyste i nakarmione. Podobnie jak w Grecji, tu też traktuje się je jak wspólną własność ulicy, o którą należy dbać, gdyż jest się za nią odpowiedzialnym. Dokarmia się je więc i poi, a nawet nadaje imiona. Nie trzeba się więc psich mieszkańców tych miast obawiać – nie są groźne, a bardzo przyjacielskie.

Któregoś dnia para chilijskich studentów postanowiła podarować bezdomniakom głos i przywiązała do ich szyi baloniki z prośbami: „Przytul mnie”, „Pobaw się ze mną”, „Nie zostawiaj mnie” czy „Podrap mnie po karku”. Spójrzcie na filmik, który obrazuje efekty tego doświadczenia – widać na nim nie tylko reakcję mieszkańców Chile na baloniki, ale i komitywę, która panuje między nimi a czworonożnymi mieszkańcami ulicy na co dzień. Interakcje z bezdomnymi psami nie budzą żadnych sensacji, to po prostu oczywistość!

 

Grecja i kraje latynoskie (poza São Paulo, gdzie psów na ulicy nie widać) są więc miejscami szczególnie łaskawymi dla szczekających czworonogów. Ale i tym, którym miauczą w pewnych miejscach świata przyznaje się szczególny status.

 

Japońskie kocie wyspy

Japonia to kraj, w którym koty darzy się szczególną estymą. To tu powstała pierwsza na świecie kocia kawiarnia, która dała początek całej ich sieci znajdującej się obecnie w samym Tokio. Obecnie zaś japońska modna ulica nosi realistyczne torebki-koty. Nic zatem dziwnego, że, by odnaleźć kocie raje, musicie się udać właśnie do Japonii.

Najsłynniejsza i najbardziej atrakcyjna dla turystów jest Aoshima, gdzie na na kilkunastu mieszkańców przypada 120 kotów. Mieszkańców jest zaledwie kilkunastu i są to emeryci. Nie zdecydowali się oni, jak cała reszta, opuścić Aoshimy z przyczyn ekonomicznych. Koty zostały sprowadzone na wyspę, by tępić myszy obgryzające łodzie rybackie. A że nie zajmowano się ani ich sterylizacją, ani kastrowaniem – dziś żyje ich tam tyle, że najbardziej znana nazwa Aoshimy to Wyspa Kotów. To pod tą nazwą miejsce stało się atrakcją turystyczną. Dziennie zjawia się na niej dopuszczalna liczba 34 turystów, których obowiązuje surowy zakaz przywożenia psów. Dodajmy, że to tych turystów a nie koty, zamieszkujący wyspę emeryci uznają za plagę.

Na równie atrakcyjną kocią wycieczkę można udać się na wyspę Tashirojima. Tu z kolei koty zostały sprowadzone z uwagi na konieczność chronienia przed myszami hodowanych na wyspie jedwabników. Koty ceniono również i dokarmiano z racji na ich rzekomą zdolność przepowiadania pogody, tak przecież ważnej dla zajmujących się rybołówstwem. Obecnie kocia populacja na tej wyspie przewyższa ludzką czterokrotnie. Koty, jak przez wiekami, otaczane są nie tylko opieką, ale i czcią – znajduje się tu m.in. kocia kapliczka. I tę wyspę traktuje się jak atrakcję turystyczną, można nawet wynająć na niej „kociokształtny” domek. Pamiętajcie, że trzeba go wcześniej zarezerwować!

Najmniej znana, ale równie opanowana przez liczną kocią populację, jest mała wysepka położona niedaleko Fukuoki. Dla ciekawych tego mniej słynnego kociego królestwa został stworzony specjalny blog: KLIK!

 

Nie przeszkadzają w modlitwie, bo w Stambule są  jak… święte krowy (Foto:dailysabah.com)

Stambuł – miasto kotów

Jeżeli Japonia jako jedyny kraj na świecie ma kocie wyspy, to Turcja jako jedyny kraj na świecie ma kocią stolicę. Dawna stolica Bizancjum i imperium osmańskiego, na styku Zachodu i Orientu, jest prawdziwym kocim rajem i azylem. Nic więc dziwnego, że koty są wszędzie – spacerują ulicami, przechadzają się między stolikami kawiarni, wylegują na parapetach okien. Ostatnio zaś świat obiegły zdjęcia z meczetu, w którym Imam Mustafa Efe dał im w 2015 roku dom. Koty tu więc odpoczywają, tu też są karmione i pojone. Z dala od niebezpieczeństw ludnych ulic, towarzyszą wiernym w modlitwie. Szczególni bywalcy meczetu szybko podbili świat internetowy, który dosłownie oszalał na ich punkcie. Na Instagramie stworzono nawet poświęcony stambulskim kotom profil. Jak można się też domyślić, świątynia stała się też obiektem pielgrzymek turystów.

Skąd oblężenie „Catstantinopolu” przez miauczących mieszkańców? Rzecz ma wytłumaczenie pragmatyczne oraz… sakralne. Wedle znanego mitu, to kot miał kiedyś uratować samego Mahometa, broniąc go przed jadowitym wężem. Prorok zachował taką wdzięczność wobec wszystkich jego pobratymców, że kiedy obudziwszy się ujrzał kota siedzącego na swoim szalu, wolał obciąć materiał niż przepędzić mruczka. Znane muzułmańskie powiedzenie mówi zatem: „Jeśli zabiłeś kota, musisz zbudować meczet, żeby Allah Ci wybaczył”.

A pragmatyczny aspekt obecności czczonych niby bóstwa kotów? Jest stary jak świat. Po wybudowaniu w XIX wieku kanalizacji, Stambuł nawiedziła plaga szczurów, które już wcześniej były przyczyną epidemii dżumy. Koty były więc skutecznym środkiem sanitarnym.

Jak bardzo cenione są do dziś? Mimo rzekomej „bezdomności”, są zadbane, dobrze odżywione i mają lśniące futerka. Stambulscy kociarze skrzykują się w mediach społecznościowych, by sprawnie organizować budowę  schronisk i punktów żywienia, a specjalne aplikacje pomagają w zlokalizowaniu ukochanego kota.

W Stambule utrata pozycji świętego zwierzęcia stanowczo kotom nie zagraża.

Istanbul cats 7

Wspólny wypoczynek? Widok w Stambule oczywisty (Foto: hyderimages.com)

 

Rozmarzyliście się wizjami tych psich i kocich rajów? Jak mawiają, marzenia są dla słabych, silni planują. W naszym kraju, gdzie bezdomne psy nie mają racji bytu, a koty są często otaczane wrogością, trzeba naprawdę wiele zmienić.

Ktoś musi zacząć. Czemu nie od zaraz?


Ekoprowincjuszka, która ciągle uczy się czegoś nowego. Gdy się zmęczy, ucieka na rower albo do lasu.