20.07
2015

W obronie chwastów, cz. 2 Krajobraz po wygranej bitwie


Jak pisaliśmy w pierwszej części (KLIK!) najpopularniejszy herbicyd został uznany za szkodliwy dla zdrowia ludzi i zwierząt oraz środowiska. O wartości efektów jego spektakularnego działania również można dyskutować – a jednak bardzo wielu zwolenników Roundupu trudno będzie nam przekonać do rezygnacji z niego. Jak podjąć skuteczną próbę? Jakimi argumentami się posłużyć? Dziś parę słów na ten temat.

Dlaczego trawnik gładki niczym pole golfowe został uznany za idealny dla zielonych przestrzeni, którymi dysponujemy? Co powoduje, że coraz trudniej znaleźć nam prawdziwą łąkę? Z jakichś powodów utrwalił się schemat, że to, co nazywamy zbiorowo chwastami, jest brzydkie i szkodliwe. W efekcie tego, że stały się niepożądanymi gośćmi, są w odwrocie. Tylko czy to dobrze?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tu chwasty były niechcianymi gośćmi. Tylko na dobrą sprawę – dlaczego?

 

Parę słów o tym, co rozumiemy pod pojęciem „chwasty”

Nazwijmy je zbiorowo dzikimi roślinami. Nie siejemy ich i nie uprawiamy – żyją i rozmnażają się swoimi siłami, bez naszej pomocy. Nasza działalność cywilizacyjna nie była u zarania dla nich destrukcyjna; gdy wycinaliśmy lasy, tworzyliśmy słoneczne polany, gdzie mogły żyć gatunki światłolubne, które nie miałyby szansy egzystować w ciemnym lesie. Równowaga została naruszona wtedy, gdy wycinka drzewa osiągnęła rozmiary, które spowodowały, że po dziś dzień w niektórych państwach naszego kontynentu nie uświadczymy lasów.

Z reguły chwasty, które znamy i zwalczamy, to rośliny synantropijne – nie są zupełnie dzikie, a „oswojone”. Pewna sfera naszej działalności jest dla nich dogodna, towarzyszą zatem człowiekowi będąc związane z jakimś rodzajem jego działalności. Najczęściej zajadle zwalcza się te segetalne, czyli związane z uprawami. Są wśród nich i kąkol, i mak polny, chaber bławatek. Zwalczamy też te ruderalne, wśród których prym wiedzie znienawidzona pokrzywa. Ruderalne występują w sąsiedztwie naszych domów, pod płotami, murami, przy budynkach gospodarczych, na zaniedbanych podwórkach i placach.

Chwasty dzieli się jeszcze na kilka innych typów, różni je nie tylko miejsce występowania, ale i czas wegetacji oraz pochodzenie. Niektóre są nasze, rodzime – inne przybyły w różnym czasie z odległych nieraz stron. Istotą przetrwania wszystkich jest żywotność. Obfitość nasion, znacznie przewyższających wartością te uprawne – to dzięki tej mocy jeszcze trwają. A jednak udaje nam się je pokonywać.

 dzika łąkaDzika łąka pełna kwitnących kwiatów – coraz rzadszy widok

Pokonujemy moc chwastów

Intensyfikacja rolnictwa, wielkopowierzchniowe uprawy i chemiczne zwalczanie roślin konkurujących z tymi uprawnymi, ograniczenie stosowania płodozmianu, zmiany terminów siewów i wprowadzenie nowych technik zbioru i oczyszczania
materiału siewnego, przeobrażenia rytmu koszenia i orki czy sposobu nawożenia – te i inne jeszcze czynniki spowodowały, że dzikie rośliny, które w warunkach tradycyjnego rolnictwa uważane były za ekspansywne, teraz są na krawędzi zaniku.

Zagrożone chwasty? Brzmi jak nieporozumienie, ale tak nie jest. I tak, np. zanik uprawy lnu i usprawnienie oczyszczania materiału siewnego spowodowały w niemalże zupełny zanik wyspecjalizowanych chwastów lnowych. Nie bez znaczenia jest również ekspansja miast, przeznaczanie pól pod zabudowę, wyłączanie z uprawy gruntów słabszych – to również eliminuje pewne gatunki dzikich roślin.

Zagrożone są zatem np. miłek letni, kurzyślad błękitny, wilczomlecz sierpowaty i drobny, groszek bulwiasty i wiele jeszcze, wiele innych. Lista ciągle się wydłuża.

 miłek letniMiłek letni – za to, że rósł na polach uprawnych – skazany na wymarcie

Cieszyć się zwycięstwem ?

Przede wszystkim zanik jakiegoś typu użytku na danym terenie jest zawsze stratą dla różnorodności biologicznej. Weźmy na przykład tak przez nas znienawidzoną pokrzywę: jest ona żywicielką wielu gatunków owadów, choćby gąsienic tak pięknych motyli, jak rusałka pokrzywnik, admirał i pawik. To roślina jadalna i lecznicza, która szybko rośnie i produkuje dużo tlenu. Rzecz bezcenna w naszych coraz uboższych w bujną zieleń miastach. A jednak tępimy ostatnie enklawy dzikości miejskiej, pokrzywy jednoznacznie uznawane są za symbol zaniedbania i eliminuje się je jako element wstydliwy.

Tak naprawdę wiele naszej niechęci jest związanej z niewiedzą na temat ich wartości… i uprzedzeniami. Podagrycznik zajadle zwalczany w naszych ogrodach sprowadzili do Europy w czasach swych podbojów Rzymianie – było to uprawiane w ich ojczyźnie warzywo, za którym tęsknili. Czy lubicie barszcz ukraiński? Tajemnicą jego smaku w oryginale jest właśnie dodanie do niego podagrycznika. Rzep, który irytuje nas swą czepliwością i nie jest pożądanym gościem, w Japonii uprawia się z uwagi na na walory jego korzeni.

Jak pamiętacie z naszego cyklu permakulturowego, obecność niektórych gatunków chwastów wpływa korzystnie na plony roślin uprawnych, co wykorzystuje się w rolnictwie ekologicznym unikając stosowania środków chemicznych. To chwasty tworzą odpowiednie warunki rozwoju dla organizmów, które hamują rozwój szkodników. Biomasa z nich powstająca jest ważnym źródłem próchnicy glebowej, a w procesie rozkładu stopniowo oddają one glebie zgromadzone w sobie związki mineralne.

Dodajmy do tego jeszcze związek pomiędzy ginięciem chwastów a spadkiem liczebności dzikich zwierząt. Są one przecież podstawowym pokarmem dla wielu z nich. Coraz mniej w naszym krajobrazie kuropatw, zajęcy, ginie wiele polnych chrząszczy i motyli. A pszczoły i inne zapylacze tracą całe połacie miejsc dla siebie, w związku z czym ich liczebność spada.

Może to mniej dotkliwa biologicznie, ale również niepowetowana strata – ginie uroda naszego kraju. Malarze tacy jak Józef Chełmoński, Stanisław Kamocki czy impresjonistyczni piewcy krajobrazu nie poznaliby dzikich łąk, które ich inspirowały. Albo ich nie znaleźli. Sielskość polskich krajobrazów wiejskich zanika.

 jastrzabNasze łąki inspirowały artystów – tu „Jastrząb” Józefa Chełmińskiego – trudno dziś uświadczyć taki krajobraz

W obronie chwastów

Rzeczywistość wydaje się przygnębiająca, co najgorsze – perspektywy również. Wielka edukacja botaniczna, której potrzebowaliby Polacy, jest sferą czysto życzeniową: szkolne programy biologii i przyrody nie przewidują poznawania miejscowej flory, nauczyciele stronią od wycieczek edukacyjnych, bo sami również mają poważne niedobory wiedzy.

Pewnym światełkiem w tunelu stały się dopłaty unijne, które wypłacane są za utrzymywanie łąk kośnych, choć bywa z tym różnie w praktyce, bo podtrzymanie roślinności pastwiskowej okazuje się trudne w praktyce, jeżeli nie wypasają się na takiej łące zwierzęta, a utrzymanie ich odpowiedniej ilości na pastwisku przez znaczną część sezonu jest kosztowne.

Wskazanym byłoby tworzenie upraw zachowawczych i agrorezerwatów, gdzie wsiewane i nasadzane byłyby rodzimych gatunków roślin, ale to co od wielu lat z powodzeniem jest wprowadzane w Niemczech czy Holandii, nie istnieje jako kierunek edukacji przyrodniczo-rolniczej w naszym kraju.

Równie cenne byłyby programy lub regulacje zachęcające/zmuszające rolnika do pozostawienia części upraw bez oprysku – takie brzeżne paski zbóż, czerwieniące się od maków, można spotkać w Anglii i Niemczech. U nas to ciągle pozostaje w sferze życzeniowej.

 makiW Anglii i Niemczech rolnicy pozostawiają brzeżne paski zbóż bez oprysku – czerwienieją one od maków

By zakończyć ten cykl jakimiś bardziej konstruktywnymi i krzepiącymi wnioskami, w przyszłym tygodniu kilka konkretów na temat tego, co możemy zrobić dla chwastów – nawet jeżeli nie jesteśmy osobami władnymi zmieniać gospodarkę naszego kraju, wiele zależy od każdego z nas. Kiedyś zagrożoną kulturę polską uratowali organicznicy – pojedynczy idealiści – teraz my możemy ratować zagrożony polski krajobraz i przyrodę.

 

Źródła:

Zapomniana dzika przyroda na przychaciu – Łukasz Łuczaj, Dzikie Życie, czerwiec 2010

Chwasty są cenne – publikacja zbiorowa Klubu Przyrodników w Opolu

Obraz „Jastrząb” Józefa Chełmońskiego: www.wawel.net


Ekoprowincjuszka, która ciągle uczy się czegoś nowego. Gdy się zmęczy, ucieka na rower albo do lasu.