22.06
2016

5 pomysłów na to, co warto przywieźć z podróży


To wakacje. Największe tłumy kłębią się przy straganach z pamiątkami. Cisnący się turyści, z zapamiętaniem grzebią wśród śnieżnych kul, miniaturowych koloseów i setek takich samych magnesów. Czekający na nich w domach zostaną obdarowani mnóstwem śmieci.

Z dala od zgiełku czekają wartościowe pamiątki z podróży. Kto je znajdzie?

Nie ma podróży bez pamiątki, a ja uwielbiam podróżować. Pierwszy raz wyjechałam gdzieś dalej, gdy miałam 10 lat. Przywiozłam wtedy piękny, kolorowy pamiętnik. Cenna rzecz – u nas takich jeszcze nie było. Potem podróże stały się moim hobby, stylem życia, wreszcie i nieodłącznym elementem pracy.
Co przywoziłam? Jasne, i ja rzucałam się na oblężone stragany, grzebałam w koszyczka „ONLY 1 EURO” i uszczęśliwiona przywoziłam jakiś bubel, często z dźwięcznym „Made in China” na spodzie. Czy rzecz prędko łapała się pod mało zaszczytną kategorię kurzołapa? Zgadnijcie.
A przecież zamiast dwóch bubli można kupić coś wartościowego. Nie serwować sobie irytującego natłoku przedmiotów, które tak naprawdę nic dla nas nie znaczą. Czy nie lepiej sprawić sobie rzeczy, które mają jakąś historię? Są praktyczne i do czegoś mi posłużą? Mają autentyczny klimat miejsca, z którego właśnie powróciłam?
Takie pamiątki da się znaleźć. Tylko trzeba wiedzieć, czego szukać. I gdzie.

Inspiracja 1 – Lokalne wyroby

DSCF5980Pamiątka z Grecji: wyprodukowany lokalnie dywan łazienkowy

 

Tak, mamy globalizację. Gdziekolwiek się nie ruszymy, spotkamy takie same tło, tylko główni aktorzy się zmieniają. W Berlinie dostaniemy kule śnieżne z pseudo kawałkami muru, w Rzymie – z miniaturką Koloseum, w Pradze – z tarczą zegara Orloj. Przy głównych placach zamówimy burgera z colą. Gorzej z cevapcici z ayranem. Jeśli już, to z frytkami.

Wystarczy jednak, że skręcimy, oddalimy się od zatłoczonych przez turystów głównych uliczek starego miasta, a przekonamy się, że są jeszcze miejsca, gdzie kupimy rzeczy bez etykiet odsyłających do azjatyckiej fabryki.

Najbardziej cenię właśnie lokalne wyroby. Pieniądze za które je kupuję, zostają w odwiedzanym kraju. Nie wyemigrują na drugą półkulę, finansując biznesmena wykorzystującego ubogich robotników. To właśnie z produktami lokalnymi utożsamiają się mieszkańcy danego kraju lub regionu. Nie produkuje się ich masowo, a do ich wytworzenia wykorzystywane są dostępne w kraju lub regionie surowce.

Przykład? W pod austriackim Salzburgiem dostałam ocet jabłkowy z źdźbłami traw rosnących jedynie na zboczach Alp. Z podróży do Aten przywieźliśmy dywanik łazienkowy tkany ręcznie z owczej sierści. A z syryjskiego Aleppo – kapę wykorzystywaną często jako obrus.

 

Inspiracja 2 – Rękodzieło

 

DSCF6190Pamiątki z Syrii: kolczyki i narzuta

 

Mam ogromny sentyment do pamiątek przywiezionych z Dalekiego Wschodu. Była to moja pierwsza podróż z mężem, a części odwiedzanych przez nas miejsc już nigdy więcej nie zobaczymy – zostały zniszczone w czasie wojny.

Nie ma już tego np. souqu – bazaru, gdzie mąż znalazł moje urodzinowe kolczyki. Jubiler, tęższy pan w brudnym fartuchu, prezentował swój wyrób nasunąwszy lupę na czoło. Jego umorusane czymś czarno błyszczącym ręce, porozrzucane wokół narzędzia i zagracony warsztat, w którym ledwo się we trójkę mieściliśmy… Pomyśleć, że to wspomnienie zawdzięczam tylko temu, że zgubiliśmy drogę! A wracam do niego za każdym razem, gdy zakładam kolczyki.

Takiego warsztatu nie znajdziemy przy głównym trakcie turystycznym, nie przeczytamy o nim w katalogu biura podróży. Nie zaprowadzi nas tam bazarowy naganiacz – trafimy tam przypadkiem. A gdy już znajdziemy się w środku, nie wyjdziemy z pustymi rękami. I to nie dlatego, że sprzedawca wepchnie nam towar za pół ceny. Jego towar będzie miał duszę. Będziemy czuć, ile wspomnień wróci do nas wraz ze spojrzeniem na zakupiony przedmiot.

 

Inspiracja 3 – Odzież

 

sandałyPotrzebowałam na lato sandałków – te kupiłam od lokalnego greckiego rzemieślnika

 

Na każdej starówce świata znajdziecie je. To ubrania z napisem I <3 Barcelona/Berlin/Paris/Athens… Gdy je widzę, coś mnie ściska w środku. Mam ochotę umieścić obok tabliczkę: Kupujesz ciuch z charakterystycznym czerwonym serduszkiem? Gdzieś na świecie płacze panda. I tak, dotyczy to też bawełnianych toreb opatrzonych czerwonym serduszkiem.

Czy założysz tę koszulkę po powrocie do domu? Może do mycia samochodu… Będziesz w niej paradować z dumą po Barcelonie/Berlinie/Paryżu/Atenach? Serio?

Ubrania kupowane w podróży? Jasne. Ale wtedy, gdy są one wyjątkowe. Projektowane przez lokalnych artystów, oryginalne, ręcznie szyte, z miejscowych tkanin, według tradycyjnych technologii i wzorów. Dobrze, niech będzie spełniony choć jeden z tych warunków.

Takich rzeczy  nie znajdziemy w zatłoczonym centrum miasta. Gotowi na zakup droższych rękodzieł lokalnych projektantów? Wstępujmy do galerii artystycznych. Oprócz obrazów i rzeźb znajdziemy tu często tradycyjną odzież i stylowe dodatki. Tańsi rękodzielnicy? Pełno na ich starówkach. Warunek jest jeden: mniej uczęszczane uliczki. Nie trafimy tu kierowani kierunkowskazami, nie wypatrujmy też wielkich szyldów. W środku znajdziemy człowieka, który będzie właśnie dziergać, rzeźbić, kleić, szyć… – to już zależy od tego, czego szukamy.

 

Inspiracja 4 – Przedmiot do kolekcji

DSCF6201Moja siostra zbiera monety z różnych krajów. Traktuje je jak pamiątki z podróży

 

Moja siostra cioteczna kolekcjonuje monety. W czasie podróży do Stanów Zjednoczonych zebrała kilkanaście różnych wersji jednocentówki!

Moja babcia całą lodówkę okleja magnesami. Zbierać je pomagają krewni i znajomi. Też się do tego dokładam, myszkując po straganach z bibelotami. Dla babci ten magnes to nie bubel, tylko wartościowy egzemplarz do kolekcji. Ona się cieszy, a ja wiem, że wybrałam dobrze.

Znam osoby, które z wyjazdu zbierają pocztówki, takie, które podczas każdej podróży szukają słonia. Bo za każdym razem to inny słoń. Wyjątkowy, bo z wyjazdu do…

Mam znajomych, którzy podczas weekendowego wypadu potrafią zrobić z milion zdjęć. Mówią, że w ten sposób kolekcjonują wspomnienia. I cieszą się ze swojej kolekcji. Nie zapełnia im pamięci komputera, tylko naprawdę ją podziwiają i wspominają.

 

 Inspiracja 5 – Jedzenie

 

DSCF4970Pamiątka z Austrii: oryginalne praliny Mozartkugel

 

To chyba moje ulubione pamiątki z podróży.

Słodkie rachatłukumy z Bałkanów zachęciły mnie do odtworzenia przepisu po powrocie do domu. Nawet wyszło. Gdybym jednak miała do wyboru własnoręcznie robiony przysmak, a ten oryginalny z bałkańskich straganów, na pewno wybrałabym oryginalny. Choćby dlatego, by jeszcze raz udać się w podróż na południe.

Z Austrii przywiozłam kiedyś praliny Mozartkugel. Przy okazji odkryłam, że te popularne czekoladki w żółto-czerwonym opakowaniu nie są oryginalne. Te tradycyjne mają srebrno-niebieską barwę.

Z Grecji po prostu trzeba przywieźć retsinę, fetę i oliwki.

Z Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki – przyprawy.

Z Włoch – suszone pomidory i kawę.

Z Węgier – czerwoną paprykę, tokaj i czekoladki z suszonymi owocami.

Lokalne przysmaki się nie znudzą, nie zdążą pokryć się kurzem, nie legną na dnie szuflady. Wręcz przeciwnie. Produkty kupione w zwykłym sklepie, tam gdzie zaopatrują się lokalni mieszkańcy, przypomną nam smak wakacji. A naszych znajomych  może zachęcą do odwiedzenia poznanego u nas kulinarnie kraju.

 

A jakie pamiątki z podróży przywozicie najczęściej Wy, by nie gromadzić w domu rzeczy bezwartościowych?

Ponieważ ja sama tego nie lubię i unikam, wyszukuję pomysłów na to, by otaczać się tylko rzeczami z duszą, nawet jeżeli wymaga to ożywienia na nowo śmieci. O moich praktycznych sposobach piszę tu: KLIK! Zapraszam Was do czerpania pomysłów już przeze mnie wypróbowanych.


Jakiś czas temu odkryła, jak bardzo nieekologiczna jest produkcja bawełnianych T-shirtów, uważanych powszechnie za przyjazne dla natury i człowieka. Od tamtej pory stara się jak najmniej rzeczy wyrzucać, a jak najwięcej upcyclingować. Na swoim blogu Na Nowo Śmieci pokazuje jak w łatwy i twórczy sposób można przetworzyć bawełnę, papier i inne "odpady" oraz stworzyć przedmioty codziennego użytku z naturalnych składników.