28.10
2015

Wielkie „Pszczoły” – inaczej być nie może


Tak, książka jest wielka. Wielka jak sławetne „Mapy” Mizielińskich i niewiele od nich cieńsza. Tak powinno być, inaczej być nie może. Upewniam się za każdym razem, gdy siadam z mym niemającym jeszcze pięciu lat synem, po jego stanowczym: „A teraz przeczytasz mi o pszczołach”.

W sumie pięciolatek to czytelnik jeszcze zbyt młody, książka jest przewidziana na kategorię 6+. No ale co poradzić, jeżeli on pragnie, nawet bardziej niż jego sześcioletnia siostra, zaaferowana nowościami szkolnymi.

Dzieci uwielbiają się uczyć, nim im się to zepsuje.

Znam całą masę dorosłych, którzy nie umieją odróżnić pszczoły od osy. To dorośli niszczą hotele dla pszczół. To dorośli stawiają na uprawy monokulturowe. To oni też stosują opryski, które zatruwają pszczoły. Domeną dorosłych jest też zwalczanie chwastów – co do jednego, tak by została tylko gładka murawa, na której żadna pszczoła się nie pożywi.

Jak dobrze, że wielka księga wiedzy o pszczołach jest adresowana właśnie do dzieci.

njjkvkjdCo Napoleon miał wspólnego z pszczołami? Nie wiecie? Ja też nie wiedziałam

Do dzieci, ale nie infantylnie

To nie jest bajeczka o pszczółce Mai, to nie jest żadna lekka opowiastka. Tu nie ma zmiłuj.

Żadnych omówień, wali się prawdą i faktami. Mąż przeglądający książkę po raz pierwszy, wytrzeszczył oczy: ty wiesz, że wywalają trutnie na zimę, by padły na zewnątrz?! No jasne, trutnie są usuwane. Wykonały już swoją robotę, a natura jest pragmatyczna.

Dowiemy się zatem jeszcze, że w zasadzie tych trudni wyrzucanych na zimno jest niewiele, bo większość umiera po akcie zapłodnienia matki. A gdy wzrastają nowe matki, ta, która pierwsza się wydostanie na świat, zabije swe konkurentki. To natura, nie ma zmiłuj.

Ale dowiemy się również, że za kradzież pszczół z barci groziła śmierć. Jeżeli była to kradzież jednokrotna, miłosiernie złodzieja wieszano. Jeżeli jednak ktoś ukradł pszczoły więcej niż jeden raz – rozpruwano jego brzuch, by wywlec z niego wnętrzności, a delikwentowi pozwolić konać powoli, w męczarniach. To ludzie, nie ma zmiłuj.

Czy to na pewno jest książka dla dzieci? Wypróbowane wielokrotnie: na pewno.

j jnkSzczegóły, szczegóły, szczegóły… Podręcznik? Nie, to tylko jedna z planszy

Jak czyta się „Pszczoły” z pięciolatkiem?

Powoli. Inaczej się nie da.

Sytuacja z wczoraj. Czytamy od początku: pszczoły żyją na ziemi już 100 milionów lat! Skąd wiemy? Zobacz, tu jest obrazek, na którym masz pokazane pszczoły zatopione w bursztynie. A, co to bursztyn? Tu wygrzebujemy z szuflady zapomniany, a na szczęście posiadany sznurek bursztynów i rozpoczynamy mini-wykład o powstaniu bursztynów. Ups! Tym razem to ja zostaję przyłapana przez męża na nieścisłościach. Następuje sprostowanie, a potem zachwycone dzieciaki biegają ze sznurkiem bursztynów, wypatrując w nim wyimaginowanych mrówek i muszek owocówek. Kawałek pszczoły też się znajduje.

Czytanie „Pszczół” to okazja do wielkiej lekcji symultanicznej: nie tylko wzrok i słuch, ale i dotyk, powonienie, smak – z każdą przewróconą kartką okazja do nowych doznań. Wszystko to przez pszczoły, dzięki pszczołom, z pszczołami, przy pszczołach. Pszczoły są przecież starsze niż ludzie, zatem poznając je, poznajemy historię świata. A wszystko mimochodem i przy okazji. Taka książka musi być wielka. I na szczęście jest.

Przy obecnych narzekaniach na cięcia w programach szkolnych, godziny nauki tracone na rzecz nie wiadomo czego – brawo, Dwie Siostry! Więcej takich publikacji dla dzieciaków!

bjxsmxCo się robi dla pszczół w miastach? Opowiadaliście dzieciom? Nie? To pokażcie

O słowach i o obrazkach w „Pszczołach”

Co powoduje rzecz niemożliwą, czyli zatrzymanie mojego syna w biegu? „Pszczoły”. Rano przed opuszczeniem domu, ja jeszcze czeszę jego siostrę, a on nie ma nic innego do roboty, jak biegać. Zwykle kończy się to jakąś spektakularną katastrofą. Ale od tygodnia pada: mogę poczytać? I zapada cisza. To syn siedzi nad „Pszczołami”. A w zasadzie za „Pszczołami”, bo wielka księga zasłania go całkowicie.

W „Pszczołach” jest co oglądać. Ilustracje są barwne i… sympatyczne. Tak, słowo może nieszczęsne, ale nic na to nie poradzę. Piotr Socha, który jest autorem obrazków, wykonał cudowną robotę. Ilustracje są bowiem nie tylko dokładne i rzetelnie oddające realia. Te ilustracje są też ciepłe. I bez obaw, nie ma dosadnego oddania realiów, które mogłyby dzieckiem wstrząsnąć. Choć jest ukazany złoczyńca, którego przyłapano na kradzieży miodu. I nacierająca się miodem Poppea Sabina, oczywiście podczas kąpieli w mleku oślic. Wielki smaczek dla amatorów botaniki: oddanie anatomii roślin w… poetyce dziecięcej? Nie potrafię tego lepiej określić. Nie brak dokładnego zilustrowania historii pszczelarstwa dawniej i dziś, na całym świecie.  No dobrze, jeden obrazek bardzo wzburza syna: przecież nie wolno rzucać ulami! Ale tak właśnie broniono oblężonych grodów w średniowieczu, zatem i tego nie brak. To przecież wielka książka. Nie tylko o pszczołach.

To morze wiedzy przekazuje dzieciom (i ich rodzicom, nie ma co tu kryć) Wojciech Grajkowski. Przystępnie, choć jak wspomniałam – bez owijania w bawełnę. Usiadłszy pierwszy raz nad „Pszczołami” z dziećmi, poczułam, że będę miała jedno zastrzeżenie: za drobny tekst na dole stronicy. A żądny wiedzy pięciolatek chce wiedzieć teraz, już, natychmiast: co to za wróg pszczół jest, o ten tutaj?! Teraz już nie mam żadnych wątpliwości: nie może być inaczej niż drobnym drukiem. „Pszczoły” to książka obliczona na wielokrotne użycie. Inaczej siada się nad nią z maluchem, inaczej zasiądzie nad nią dziecko samodzielnie czytające, które zachłannie pochłonie całą wiedzę tajemną. Czyli to, co ominęli rodzice podczas wspólnej lektury, jakiś czas temu.

Natura jest fascynująca i dzieje człowieka również. I w „Pszczołach” można się w ich poznaniu rozsmakować. A propos – czy brakuje wiedzy na temat smakowitości miodu? Ależ skąd! Nie brak nawet przepisu na miodowniczek. Tak prostego, że dziecko, które zechce nim zadebiutować w kuchni, poczuje spełnienie – wyjdzie pyszne.

A pośród tego pszczoły, pszczoły, wszędzie pszczoły. O wielkich, bystrych oczach. Naprawdę fajne pszczoły.

2015-10-22 17.33.58Efekt uboczny nabycia książki: zapszczelenie – nie wiem, kiedy odpuści

Walor edukacyjny konieczny

Jeżeli ma być to publikacja bez reszty kompletna, nie może pominąć faktu najważniejszego: pszczoły są zagrożone. Przez nas. Nic pominięte nie zostaje. Pokazana jest prowincja Mao w Chinach, gdzie ręcznie zapyla się kwiaty jabłoni. I nie pomija się wiadomości, dlaczego tak jest.

Ale jest i mowa o tym, że nawet w miastach można wiele dla pszczół zrobić. I pokazane, jak to się robi: są i hotele dla zapylaczy, i zielone dachy z ulami. Jest mowa i o pszczołach murarkach, i o wszystkich innych pożytecznych zapylaczach, którym trzeba pomagać.

Czy zdradziłam wszystko? Oczywiście, że nie. „Pszczoły” to wielka książka. Nie tylko objętościowo.

Załączam na finał zdjęcie mojego zapszczelonego od tygodnia syna. Jakość taka sobie, ale to spontaniczne zdjęcie, nie kazałabym mu pozować nad książką. Na lekturę córki przyjdzie czas, gdy dorwie się do drobnego druku. Chwilowo jest na taki obrażona, bo nie jest przystępny. A samych obrazków oglądać nie będzie, to poniżej jej godności. Ale wiem, że się nie oprze. Wiedza jest taka fascynująca.

Dzieci chcą wiedzieć.


Ekologią żywo zainteresowana z wielu powodów, pośród których aspekty ekonomiczne są szczególnie znaczące.