Ulica Ekologiczna

„No impact man” i „Przepis na klęskę”. Ekologiczne życie w mieście?

Wyobraź sobie, że od dziś zaczynasz żyć ekologicznie.

Bez kompromisów – czyli bez samochodu i prądu, za to z własnym ogródkiem i lodówką z gliny.

Colin Beavan z Nowego Jorku i John Webster z Finlandii wraz z rodzinami pokazali, że można tak egzystować. O swoim pomyśle nakręcili dwa filmy.

Dokument „No Impact Man” (2009), podobnie jak fiński „Przepis na klęskę” („Recipes for disaster”, 2008), to filmy dotyczące ekologicznych zmian w codziennym życiu. W obu przypadkach mężczyzn dopada karboreksja (od ang. carbon lub łac. carboneum, czyli węgiel), czyli obsesyjne myślenie o ochronie środowiska. Postanawiają zmienić swoje życie i wciągają do projektów swoje rodziny z dziećmi. Przez rok na różne sposoby zmniejszają swój ślad ekologiczny. Rezygnują z energii elektrycznej i kupowania plastiku, a samochód zamieniają na rower, komunikację miejską i własne nogi.

Przepis na klęskę

W przypadku Johna Webstera – autora filmu „Przepis na klęskę” – impulsem do zmiany stylu życia był ONZ-owski rejestr gazów cieplarnianych. Raport uświadomił mu, że na każdego mieszkańca Finlandii przypada rocznie 13 ton emitowanego do atmosfery dwutlenku węgla. Tymczasem wskaźnik, z którym Ziemia jest w stanie się uporać, to 3 tony na człowieka rocznie. John zaczął gorączkowo obliczać ekologiczny ślad, jaki zostawia jego własna rodzina. Wynik 20 ton rocznie, czyli pięć na osobę, go nie zadowolił. Film stał się zatem zapisem starań całej rodziny o zmniejszenie emisji CO2.

Jednak radykalne zmiany w sposobie życia („od dziś nie kupujemy plastiku”, „żegnamy się z samochodem”) prowadzą do znacznego obniżenia komfortu życia i konfliktów. Dojazdy do szkoły i pracy komunikacją miejską zajmują im po kilka godzin dziennie, a wiosłowanie łódką na wyspę, gdzie rodzina spędza weekendy, trwa 3 godziny w jedną stronę. Autor projektu obsesyjnie zwalcza produkty pochodzące z rafinerii – nie tylko nie pozwala kupować rzeczy w plastikowych opakowaniach, lecz także zmusza rodzinę do wyrzucenia posiadanych już niepotrzebnych plastikowych przedmiotów. Dochodzi też do absurdów – kiedy John decyduje się kupić samochód diesla na paliwo roślinne, to żeby go zatankować musi przebyć trasę 300 km. Na szczęście eksperyment miał też dobre strony. Emisja gazów cieplarnianych zmniejszyła się w ciągu roku o połowę. Więcej czasu zaczęli spędzać razem, ale kiedy projekt się skończył, reszta rodziny odetchnęła z ulgą. Film zdobył Specjalne Wyróżnienie dla Najlepszego Filmu Dokumentalnego na Nordisk Panorama 2008 w Szwecji, był pokazywany na DOK Leipzig 2008, Aarhus Filmfestival 2009 w Danii i na 6. Festiwalu filmowym PLANETE DOC REVIEW.

„No Impact Man”

Projekt „No Impact Man” z 2009 roku, który obejmuje blog, książkę (przetłumaczoną na ponad 20 języków) i film, dokumentuje rok z życia jednej rodziny z Nowego Jorku.

Rok bez samochodu, papieru toaletowego, elektryczności, chemii gospodarczej i niepotrzebnych zakupów. W porównaniu z eksperymentem Webstera, amerykański projekt jest bardziej medialny – główny bohater udziela niezliczonych wywiadów i prelekcji, traktując swoje działania jako misję. Podchodzi też kompleksowo do kwestii wywierania negatywnego wpływu na środowisko – swoją córkę przestawia na pieluszki wielorazowe, jeździ (oczywiście pociągiem) po lokalne organiczne warzywa na pobliską farmę i targ, przekonuje żonę do zrezygnowania z kawy (wszak nie jest produktem lokalnym), kupowania czegokolwiek poza warzywami wyhodowanymi w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, pozbycia się telewizora, chemii gospodarczej, a nawet lodówki. Rodzina Beavanów przestaje tez korzystać z windy, uprawia własne warzywa w miejskim ogródku, pierze ręcznie (a raczej nożnie) i je kolacje przy świecach.

To twój projekt, kochanie…

Co na to wszystko żony obydwu ekomaniaków? Ich reakcja jest zadziwiająco zbieżna. Do pomysłu ratowania świata podchodzą raczej sceptycznie. W zasadzie zostają postawione przed faktem dokonanym i włączają się w projekt z miłości do kochanego mężczyzny. Widać, że trudno przychodzi im zmiana stylu życia, a pozbywaniu się rzeczy towarzyszy smutek lub złość. Życie z karborektykiem jest trudne, już po kilku tygodniach dochodzi do spięć i konfliktów. Odnosi się wrażenie, że obie kobiety odliczają dni do chwili, kiedy projekt się zakończy i życie rodzinne wróci do normalności. Co oznacza, że w łazience znów pojawi się kupna pasta do zębów, a w kuchni lodówka. Żona Webstera pozwala sobie na małe grzeszki – wymknięcie się rowerem o godz. 6 na najbliższą stację benzynową po chipsy na przyjęcie urodzinowe dla dziecka lub wzięcie taksówki w sytuacji awaryjnej. Jej związek z Johnem został wystawiony podczas projektu na ciężką próbę – nie wiadomo, czy przetrwałby, gdyby eksperyment się przedłużał.

A po roku

Czy zmiany wprowadzane w obu rodzinach były trwałe? Niektóre tak, niektóre nie.

Projekt pokazał rodzinie Beavanów, które sprzęty domowe są im naprawdę niezbędne do życia, a bez których urządzeń mogą się obejść. Po zakończeniu projektu kilka rzeczy nie wróciło do domu – jak np. telewizor czy klimatyzacja. Obywają się też bez samochodu, a Colin nadal nie korzysta z windy. Do łask wróciły jednak pralka i suszarka, bo pranie ubrań w wannie, a potem ich wyżymanie było wyjątkowo męczące. Także odkurzacz, lodówka i zmywarka do naczyń okazują się być przydatne. Laptop był używany przez cały czas, ale zasilany specjalnie w tym celu podłączonym panelem solarnym.

W kwestii innych produktów okazało się, że o ile można zastąpić chemię gospodarczą octem, sodą i boraksem, to rodzina Websterów z ulgą pozbyła się robionej domowym sposobem pasty do zębów sporządzonej z sody, soli i olejku miętowego. A żona Beavana z radością wróciła do porannej kawy.

Kilka ekologicznych nawyków pozostało w obu rodzinach – kupują lokalne produkty, na co dzień nie korzystają z samochodu. ​Websterowie zapisali dzieci do szkoły blisko domu, do miasta jeżdżą kolejką. Beavanowie korzystają ze specjalnego trzykołowego roweru, którym wożą swoją córkę do przedszkola.

Colin Beavan nadal pisze bloga oraz organizuje akcję „No Impact Week”, w której zachęca do udziału każdego, kto chce spróbować ekożycia.

John Webster przygotowuje kolejny film o zmianach klimatycznych, tym razem bez wciągania do niego rodziny.

I co z tego wynika?

Przeprowadzone niezależnie od siebie eksperymenty pokazały, że zmiany są możliwe. Że można żyć bez samochodu, prądu i uprawiać własny ogródek, nawet w mieście. Że zmieniając nawyki zmniejszamy negatywny wpływ na środowisko i emisję gazów cieplarnianych. Lepiej uświadamiamy sobie rzeczywiste potrzeby, a nie te wykreowane przez speców od reklamy. Uczymy się, jak powstają rzeczy i jaką drogę przebywają, zanim je kupimy. Dodatkowa korzyść to zwolnienie tempa życia i więcej czasu spędzanego razem z rodziną i przyjaciółmi. Stajemy się zdrowsi, wrażliwsi – ale czy na pewno szczęśliwsi?

Olga Szkolnicka jest autorką bloga ekostyl.blogspot.com, tłumaczką języka czeskiego i ekomamą.

"No impact man" i "Przepis na klęskę". Ekologiczne życie w mieście?, 5.0 out of 5 based on 2 ratings
REKLAMA
VN:F [1.9.6_1107]
Rating: 5.0/5 (2 votes cast)

Zobacz także:

Odpowiedz

Connect with Facebook