24.12
2012

O choinka!


Nie ma choinek, nie ma choinek, nie ma choinek. Do znudzenia powtarzam moim studentom.
Po czym podnoszę do góry gałązkę świerkową i pytam: „Co to jest?”’. Chórek odpowiada głośno: „choinka!”.
„No nie! Nie ma choinek. Widzicie tu bombki? Łańcuchy? Lampki? Nie widzicie, zatem to nie jest choinka, to jest świerk.”
„Achaaaaa”- rozlega się po raz kolejny. Jeśli po godzinie znów im pokażę gałązkę świerka, znów powiedzą, że to choinka. Orka na ugorze. Po 5 próbach jednak zaczyna działać i świerk przestaje być choinką, a staje się świerkiem.

Ba! Nawet sosna staje się sosną, a jodła jodłą.

Miło, prawda?

A u Was jak nazywało się drzewa iglaste? Sosny, świerki, jodły, modrzewie czy choinki?
Nie lubię tego określenia, nie lubię przekłamywania rzeczywistości.
Gdy moje dziecko było maleńkie, nazywało rzeczy po imieniu. Otoczenie mocno krytykowało to nazywanie, bo przecież wystarczy powiedzieć ‘drzewko’, ‘ptaszek’, ‘choinka’, a nazwy właściwe wprowadzić za 10 lat albo nigdy.
Ale dlaczego? Po co mam zaciemniać obraz i na siłę upraszczać nazewnictwo? Jeśli coś jest świerkiem to niech nim będzie, to, że nazwiemy sosnę sosną, nie będzie oznaczać, że przestanie ona być drzewem, prawda? Dziecko zrozumie i naturalnie od początku sikorkę będzie nazywało sikorką, a gawrona gawronem. Proste jak drut.
Tego się trzymałam w życiu codziennym, tym sposobem moje roczne dziecko (no dobra, rok i 4 miesiące) rozróżniało kilka gatunków drzew, ptaków i tak dalej.
I tu świąteczna anegdotka nasuwa się sama:
Lilka przed świętami nazywała świerk świerkiem, a sosnę sosną.
Idziemy na spacer i Lilka na każde drzewo pokazuje palcem i pyta: „a to?” „A to?” a ja ze stoickim spokojem odpowiadam: świerk, żywotnik, sosna, jodła. W końcu trafiłyśmy na ogromny okaz świerka. No i oczywiście pada „A to?”
No to wpadłam w patetyczny ton i mówię:
„To jest świerk kłujący odmiana srebrna, Picea pungens varietas glauca, ale pospolicie jest nazywany świerkiem srebrnym i jego odmianę myli się z nazwą gatunku, ma mocny srebrny nalot woskowy na sztywnych igłach”.
Na co Lilka popatrzyła, pokiwała główką z uznaniem dla mojego wywodu i z miną i tonem znawcy odrzekła:
-Noo … chuinka!”
Od świąt wszystkie drzewa iglaste to choinki. Ot zgubny wymiar tradycji.

Ale do rzeczy.

Skupmy się na choinkach. W Polsce stawiamy w domach najczęściej trzy gatunki: świerk, jodłę i sosnę. Czasem jeszcze daglezję.

Świerk– to drzewo najczęściej grające rolę bożonarodzeniową, najtańsze, równomiernie ugałęzione, z krótkimi, gęstymi, kłującymi igłami. Coraz częściej spotyka się wspomniany już świerk kłujący w odmianie srebrnej. Jednak najłatwiej kupić świerk pospolity. Ma charakterystyczne podłużne, zwisające szyszki, bardzo trwałe i dekoracyjne, przez co znajdujące zastosowanie w produkcji ozdób choinkowych.
Intensywnie pachnie i równie intensywnie gubi igły, doprowadzając perfekcyjne panie domu do szewskiej pasji.

Jodła– to już choinkowa arystokracja. Nie dość, że kosztuje trzy razy tyle, co świerk, to stać może w domu zdecydowanie dłużej. Czyli dobry wybór perfekcyjnej pani domu. Ma błyszczące, delikatne, miękkie igły (nie kłuje), spłaszczone, wyposażone po spodniej stronie w dwa białe woskowe paski (ale nie u wszystkich gatunków). Igły na pędach też są ułożone płasko.
Szyszki tej panienki charakteryzuje to, że choćbyśmy nie wiem jak się starali, choćby żabami i kotami padało, to nie znajdziemy żadnej pod drzewem. Jodłowe szyszki pod drzewami nie występują i już, koniec i kropka. Po pierwsze na drzewie sterczą do góry, a nie zwisają jak u większości iglaków. A po drugie nie opadają w całości, tylko rozsypują się na drzewie, a na ziemię spadają same łuski i nasiona, podczas gdy tak zwany trzpień nadal radośnie sterczy na gałęzi.

Sosna– nie jest to szczególnie trafione drzewo choinkowe, niemniej jednak tu i ówdzie zdarza mi się widzieć sosenki opatulone łańcuchem. Sosnę znać winien każdy, bo to najczęściej występujące w Polsce gatunek drzewa. Sosna zwyczajna ma długie igły, ułożone po dwie. Szyszki niewielkie, z pewnością doskonale znane.

A choinka?

Taki gatunek nawet nie istnieje, najbliżej to może choina kanadyjska, ale ta jest zdecydowanie mniej choinkowa, niż nasze gatunki.

Rok świadomości choinkowej niniejszym uważam za rozpoczęty.

Wszystkiego choinkowego!

O choinka!, 5.0 out of 5 based on 3 ratings

Anna Makowska – leśnik i przyrodnik, wierna fanka matki natury, zapalony, maniakalny krzakołaz i górołaz. Tworzy portal Tropyprzyrody.pl. Prowadzi warsztaty przyrodnicze i ekologiczne dla dzieciaków szkolnych i przedszkolaków, które nazywają ją Ciocią Przyrodą.