UlicaEkologiczna.pl
rowery

0,3 G City: Samochód wkurza[1]

Mój tata kocha samochody. I to jest prawdziwa miłość: wymaga poświęceń i cierpliwości, zajmuje dużo czasu, przezwycięża wszystkie kryzysy. Jest wieczna i nierozerwalna.

A czasem bywa ciężko. Choćby niedawno – jedziemy, on kieruje, ja pasa-żeruję. Westchnięcie, które znam od lat. Które od lat kojarzy mi się z jazdą samochodem.
– 4,99 za litr. A będzie drożej…
Głupio nic nie powiedzieć, ale nie śledzę rynku benzyny i trudno od razu wskoczyć w temat.
– Łańcuch mi zardzewiał? – sprawdzam grunt.
Nie będzie z tego konwersacji. Mogłem też spytać „Gdzie jest granica ceny benzyny, za którą przestaniesz jeździć samochodem?”, ale to mogłoby zagęścić atmosferę.
– Jak to jest – pyta kilka dni później ojciec – że pamiętasz o wszystkich naprawach roweru, dbasz o niego, wiesz co się zepsuło, jak to naprawić i jak często odwiedzać warsztat? A gdy miałeś samochód, to nic cię nie obchodził. Przegląd robiłbyś co dziesięć lat, gdybym ci nie przypominał.
To nie do końca prawda, że dbam, ale pytanie zasadne. Chcę odpowiedzieć uczciwie, z zacięciem misyjnym, choć wiem, że samochodowa miłość ojca nie takie rzeczy przetrwała.
– Rower jest prostszy – mówię, ale to tylko wstęp do odpowiedzi, którą wymyślam od tamtej pory.
Rower jest prostszy, więc rodzi mniej problemów. Samochód – na tyle, na ile go znam – to same problemy. Benzyna drożeje, droga jest nieodśnieżona, na parkingu porysują, zawsze pada deszcz dzień po wizycie w myjni. Samochód wymaga ekspertów, ubezpieczeń i zimowych opon. Wymaga siedmiu podejść do egzaminu na prawo jazdy i autoalarmu. Samochód za każdą minutę przyjemności jeżdżenia [2] bierze sobie półtorej minuty frustracji – w korku, na stacji benzynowej, podczas szukania miejsca do parkowania. Samochód zajmuje czas, nawet gdy się nim nie jeździ. Samochód angażuje, choćbyś się zapierał rękami i nogami. Gdy jedziesz samochodem, nikt na zewnątrz nie jest twoim przyjacielem. Sporo osób staje się wrogami.

Rower jest prostszy. Rower to pójście na łatwiznę. Rower nie wymaga. Rowerem jest z górki, nawet gdy się jedzie pod górę. Rower w nic na siłę cię nie wciągnie, jeśli nie będziesz chciał. Za minutę przyjemności z jazdy rowerem nie płacisz nic. Road rage na rowerze zdarza się – ale słabszy. Rower nie wkurza.
To nie jest tak, że nie chcę jeździć samochodem. NIE CHCE MI SIĘ jeździć samochodem. Za dużo zachodu. Jestem leniem, dla mnie jest rower.

[1] Tytuł cenzurowała redakcja, Autor użył bardziej dosadnego czasownika 🙂
[2] To, że czegoś nie odczuwasz, nie znaczy, że to nie istnieje. Oczywiście, że istnieje.

„G” to współczynnik, według którego oceniam miasta pod kątem rowerowym. Ta litera wzięła się od Groningen, holenderskiego miasta, w którym 57 procent podróży odbywa się na rowerze i w którym – czystym zbiegiem okoliczności – według badań Komisji Europejskiej żyją najszczęśliwsi ludzie w Europie. Groningen ma współczynnik G równy 1. Warszawę oceniam na 0,3 G. Niektórzy twierdzą, że to ocena mocno zawyżona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wybór redakcji