07.09
2018

Angażuj się ale z głową. Nie każdy aktywizm jest dobry


ak dobrze wiecie, temat zaangażowania w ważne dla nas kwestie jest mi bardzo bliski: rozkminiam go, wcielam w życie, opisuję i zachęcam Was do własnych eksploracji. Dzisiaj chciałam skupić się na tym, kiedy i w jaki sposób się nie angażować oraz jakie są konsekwencje, gdy to zrobimy.

magda-bębenek-magdabebenek.pl-aktywizm-zaangażowanie-ekoaktywiści-myśliwi-leśnicy-bory-tucholskie-pomorze-rzeka-las-e1535991268188

Zacznijmy od tego, że mówię z doświadczenia

Jestem osobą, której życie i wybory w większości dyktowane są przez serce i emocje. Ma to swoje dobre i złe strony – jak wszystko. Z jednej strony mam silną intuicję i w większości przypadków jestem w stanie wskazać, co jest autentyczne, co jest zgodne z naturalnym porządkiem rzeczy czy gdzie leży źródło problemu, a gdzie ludzkość wymyśla koło na nowo lub kręci się wokół własnego ogona.

Życie w zgodzie z tym, co czuję oznacza duże poczucie spójności wewnętrznej i swego rodzaju wolności. Pozwala mi także na sporą niezależność myśli i poglądów oraz na podążanie za tym, gdzie prowadzi mnie życie i kolejne pasje.

Z drugiej strony, jeśli decyzje i opinie opiera się jedynie na emocjach – często kumulowanych przez lata i wielokrotnie znajdujących swe ujście na polach, które ze swoim pierwotnym źródłem niewiele mają wspólnego – zdarza się przymykanie oczu na fakty, logikę i zdrowy rozsądek. A gdy stracimy perspektywę i ostrożność w ferowaniu wyroków opartych na emocjach, a nie faktach, stajemy się łatwym kąskiem dla tych, którzy chcą nas pokierować w tę czy inną stronę.

I nie chodzi mi tu o żadne wielkie teorie spiskowe, a o świadomość tego, jak funkcjonują instytucje i organizacje, które tworzymy. Dopóki bowiem my jako jednostki nie poradzimy sobie z wieloma toksycznymi i nie służącymi nam nawykami (emocjonalnymi, mentalnymi, działania), dopóty będziemy tworzyć instytucje i organizacje, które będą operować w ten sam sposób.

Dlatego większość struktur, które tworzymy i ludzi, którzy w nich funkcjonują – nawet tych, których nazywamy „pokojowymi”, „ekologicznymi”, „solidarnościowymi” – stosuje pasywną agresję lub język przemocy wobec „wroga”, polaryzuje ludzi jednych przeciwko drugim, przybiera moralizatorski ton, przymyka oczy na niewygodne dane, manipuluje, nie bierze odpowiedzialności za swoje błędy i udaje nieomylnych. I, żeby nie było, ja też się tak czasem zachowuję.

Dodatkowo w przeszłości angażowałam się w akcje, których podstaw merytorycznych nie znałam, ale które pozwalały mi wyrazić buzujące we mnie emocje. Wskazywały mi „chłopca do bicia” lub „problem do rozwiązania”, a ja – często we wcześniejszym poczuciu bezsilności – wpadałam w nie jak śliwka w kompot. Krzyczałam, że dzieje się krzywda, choć nie miałam o danej sprawie pojęcia. Powtarzałam słowa osób trzecich, zupełnie nie będąc w stanie zweryfikować prawdziwości czy podstaw merytorycznych wygłaszanych przez nich opinii.

Nie patrzyłam na to, że osoby te nie mają kompetencji czy wiedzy, żeby się na dany temat wypowiadać, bo potrzebowałam „misji”. Potrzebowałam, żeby ktoś wskazał mi kierunek i powiedział „tutaj możesz coś zmienić”, co pozwalało mi na kanalizację nagromadzonej we mnie energii.

Dopiero gdy dostrzegałam, że nawet nie tyle sam przekaz, co sposób jego podania i egzekwowania budzą mój duży sprzeciw, robiłam krok w tył i z boku zaczynałam obserwować to, co się dzieje. Wtedy też najczęściej zaczynałam się otwierać na wysłuchanie „drugiej strony” i z czasem okazywało się, że moje dotychczasowe, oparte jedynie na emocjach, działania tak naprawdę wywoływały więcej szkody niż pożytku.

Opiszę Wam pokrótce sytuację, która zainspirowała dzisiejszy wpis.

Jestem obecnie w Warszawie przy okazji kilku zobowiązań. Szłam sobie wczoraj ulicą Chmielną, gdy z serdecznym uśmiechem zaczepił mnie uliczny wolontariusz jednej z organizacji pozarządowych. Mając z nią w ostatnim czasie nie najlepsze doświadczenia, w pierwszym odruchu chciałam go zbyć. Zaraz potem pomyślałam jednak, że to przecież bez sensu. I że jeśli chcę żyć ideą dialogu, nie tylko o niej mówić i pisać, to zatrzymam się, żeby go wysłuchać i zadać ewentualne pytania, które się we mnie pojawią.

Zaczął od tego, czy znam jego organizację, a następnie spytał, jak ją kojarzę, pozytywnie czy negatywnie.

– Raczej negatywnie – odpowiedziałam, po czym wyjaśniłam, że nie podobają mi się manipulacje, których się dopuszcza, ani sposób prowadzonych działań, które demonizują „drugą stronę” i nastawiają ludzi jednych przeciwko drugim, w sposób agresywny i niesprawiedliwy.

– Ale to tylko w tej sprawie się coś Pani nie podobało? – kontynuował z nadzieją.

– Tak, ale w innych sprawach nie mam podstaw merytorycznych, żeby ocenić, czy nie doszło do podobnych sytuacji. I, siłą rzeczy, zaczynam kwestionować to, co robicie na innych polach. Ale zostawmy to na boku, o czym opowiadasz?

– O pszczołach! – powiedział z entuzjazmem. Otworzył trzymany w ręce folder, po czym przy każdej kolejnej stronie z energią mówił dwa czy trzy kluczowe zdania: że pszczoły umierają z powodu używania pestycydów i braku bioróżnorodności, że w Polsce w zeszłym roku wymarło 40% pszczół (choć wg danych statystycznych wychodzi, że od lat 90. w Polsce co roku pszczół przybywa) że w Chinach już 90% nie żyje. Że jak pszczoły wyginą, to stracimy 2/3 jedzenia, no a oni ratują pszczoły, wywierają naciski w Polsce i w Unii Europejskiej, w zeszłym roku odnowili całą populację w Przyczynie Dolnej, kupując pszczoły…

– Ale czekaj, jak to kupiliście pszczoły? – zapytałam zdziwiona.

– No.. e.. nie wie Pani? Była taka akcja „Adoptuj pszczołę”, jedna kosztuje coś 2 zł… – zaczął lekko zbity z pantałyku.

– Słyszałam, ale nie rozumiem, gdzie się kupuje pszczoły?

Jeśli chcesz przeczytać więc o mądrym angażowaniu się, odwiedź bloga Magdy. Czytaj dalej “Angażuj się ale z głową. Nie każdy aktywizm jest dobry.


Podróżniczka, autorka, inicjatorka projektów kobiecych. Po latach nomadyzmu, zwariowanych przygód i spełniania marzeń, zaczęła łączyć swoje doświadczenia podróżnicze i biznesowe, by promować ideę szeroko rozumianego zaangażowania na rzecz ochrony środowiska i sprawiedliwości społecznej. Autorka i wydawczyni książek "Polka Potrafi" oraz bloga magdabebenek.pl