12.07
2016

Zielone światło dla samowolnego wycinania drzew?


Temat zwiększenia wycinek w Puszczy Białowieskiej podzielił polskie społeczeństwo. Tym razem jednak nie powinno być większych wątpliwości: najnowszy projekt Ministerstwa Środowiska godzi w dobro każdego z nas. Przewiduje się dać zielone światło dla prywatnych wycinek drzew – bez konsultacji z miejscowymi władzami.

Przypomnijmy: obecnie każdy, kto zamierza usunąć drzewo ze swojej działki czy planowanego obszaru inwestycji, obowiązkowo musi uzyskać na to zgodę wójta, burmistrza lub prezydenta miasta. Jeżeli ją otrzymuje, może zostać zobowiązany do uiszczenia opłaty za usunięcie drzewa bądź wykonać tzw. nasadzenia następcze.

Zmiana, którą planuje wprowadzić Ministerstwo Środowiska, zakłada, że gminy same określą, czy w ogóle jest potrzebne pozwolenie na wycięcie drzewa, a jeśli tak, to w jakich przypadkach. One też mają zdecydować, kiedy trzeba będzie płacić za dokonanie wycinek i jakiego rzędu miałyby być to kwoty. Jak twierdzi resort: uzasadnione jest przeniesienie tych kompetencji na poziom lokalny, tak, aby umożliwić gminom samodzielne i pełniejsze kształtowanie polityki ochrony zadrzewień na swoim terenie.

To jest bardzo niekorzystna zmiana. Mam nadzieję, że nie wejdzie w życie. Gminy nie będą chronić drzew – mówi portalowi polsatnews.pl Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot (KLIK!).

 

tree-993419_960_720

 

Co szczególnie bulwersujące, nowe przepisy miałyby się odnosić również do pomników przyrody. Jeżeli są martwe lub obumierające można będzie je swobodnie wycinać zastępując nowymi. Jak wyglądają w praktyce nasadzenia kompensacyjne? Bywają fikcją o czym pisaliśmy tu: KLIK! W myśl nowych przepisów zatem, żyjącego jeszcze i powoli próchniejącego pomnika przyrody nie ma już nic chronić. Że pod piłę pójdą te już spróchniałe, sprawa wydaje się przesądzona.

Przy okazji planuje się zmienić przepisy odnośnie szkód wyrządzanych przez dzikie zwierzęta. Do tej pory wypłacano odszkodowania prywatnym osobom, których mienie ucierpiało. Teraz resort chce, żeby hodowca wykazał, że zrobił wszystko, żeby przed atakiem drapieżników się zabezpieczyć, a nie da się przecież wszystkiego zrobić – stwierdza Ślusarczyk (KLIK!). Jakie będą tego konsekwencje? Pozwolenia na odstrzał wyrządzających straty zwierząt?

Proponowane zmiany resort rozesłał w piątek do organizacji ekologicznych, które do końca lipca mogą je zaopiniować. A jednak nie do wszystkich z organizacji ta wiadomość dotarła. Dlaczego?