04.06
2016

Czym jest ciężar odpowiedzialności za rzeczy?


Często coś powstrzymuje nas przed oczyszczeniem przestrzeni wokół nas. Czasem jest to myśl o dalszym życiu rzeczy, których nadmiaru mamy się pozbyć. Bliskie jest nam odpowiedzialne podejście do rzeczy, pozostawianych po sobie odpadów i kwestii czysto etycznych? To niestety – wymarzony scenariusz najprostszy w rodzaju “a, precz ze wszystkim, na śmietnik”, jest dla nas nieosiągalny.

Gdyby tylko można było, ot tak, bez zastanawiania nad konsekwencjami – wszystko wyrzucić. Żadnych wyrzutów sumienia! Przecież autorka książek o prostocie Dominique Loreau, pisze: Wyrzuć wszystko, co nie przynosi ci radości. Autorka zastosowała skrót myślowy, ale obawiam się, że znalazło się iluś czytelników, którzy potraktowali zdanie dosłownie i ich rzeczy po prostu zasiliły śmietniki. Gdyby napisała: oddaj, sprzedaj, przerób, zapewne byłoby to mniej wyraziste i chwytliwe od prostego wyrzuć.

Jak już Wam wspominałam (KLIK!), zmagam się z przeprowadzką. I jednocześnie z pokusami! Pendrive’y, zniszczone teczki, wsuwki, gumki, plastikowe bransoletki, ozdobne pojemniki (mnóstwo pojemników), kilka przyborów kuchennych… wszystko już w nowym domu niepożądane, a ciągle nieubłaganie obecne. Co z tym zrobić?

 

flea-market-343123_960_720

 

Całe mnóstwo rzeczy w dobrym stanie, których jednak już nie pragniemy. Co z nimi?

To oczywiste, że czekają na kogoś, kto je przygarnie. Czemu tak opornie idzie znalezienie takich osób? Zapewne dlatego, że mnóstwo z nich ma podobne problemy jak my: nadmiar jeszcze dobrych rzeczy. Niektóre z nich posłać w świat można łatwiej, ale inne… cóż. Kto przyjmie plastikowe łyżki do sałatki czy słoiczek z ozdobnym wieczkiem o pojemności 0,7 litra? Trzy tacki-organizery do szuflady, kiedyś służące mi do chowania licznych gadżetów do makijażu, lekko podniszczone albumy na zdjęcia i skórzany wizytownik… Pojawiły się już na kilku wyprzedażach garażowych i jakoś nie znalazły nowego właściciela. Muszą skończyć na wysypisku? Z racji, że ciągle opieram się pokusie, by je tam wynieść,  czekają niezmordowanie w pudełku rzeczy niepotrzebnych.

Czy i Was jest podobnie? Najprawdopodobniej tak. Słynna zasada Pareta głosi, że korzystamy tylko z 20% posiadanych rzeczy przez 80% czasu. Co robić z całą resztą? Tak, wyrzucić byłoby najprostsze. No ale…

Tu pojawia się rozpaczliwe pytanie: a może “to się jeszcze przyda” w ogóle nie ma sensu? Może jest to blokada, która tak naprawdę uniemożliwia nam oczyszczenie z nadmiarów? Co, jeżeli na przejęcie pewnych rzeczy nigdy nie znajdziemy chętnych?

Nie jest to może najświetniejsze rozwiązanie, ale coraz bardziej realnym scenariuszem wydaje się wystawienie niechcianych rzeczy obok śmietnika. Zwykle obserwujemy, jak to, co wystawione na śmietnik, znika po dziesięciu minutach. Jest więc spora szansa, że ten nasz nieszczęsny balast znajdzie swych amatorów. Jeżeli nie, cóż – nie dowiemy się o tym.

Ciężar odpowiedzialności za rzeczy… poczujcie go przed kolejnym wyjściem na zakupy, przed wakacyjnymi wyjazdami. Wszystko, co nabywamy, kiedyś może nas zacząć ciągnąć w dół, zabierać cenną przestrzeń. Czy zatem na pewno tego potrzebujemy?

 

Jak widzicie, droga do minimalizmu, bywa wyboista i stroma. Ja wrażeniami i doświadczeniami ze swojej dzielę się na blogu: KLIK! Zajrzyjcie, jeżeli też chcielibyście nią podążyć lub już na nią wstąpiliście. Warto dzielić doświadczenia i inspirować się nawzajem.

 


Na co dzień - tłumacz i lektor hiszpańskiego, po godzinach - autorka bloga Droga do minimalizmu, na którym dzieli się swoimi doświadczeniami z upraszczaniem życia. Upodobaniem do prostoty i posiadania mniej zaraża nie tylko czytelników, ale także męża i córeczkę, którzy wspierają ją na wyboistej, ale radosnej drodze do minimalizmu.