04.01
2019

Czy prawdziwe ZERO waste jest możliwe? Jej się udało!


Kilka lat temu furorę zrobiła Francuzka, Bea Johnson, która pokazała światu litrowy słoik, a w nim odpady swojej czteroosobowej rodziny z całego roku. Idea zero waste znalazła wielu naśladowców, ale nawet najbardziej zaangażowani przyznają, że osiągnięcie takiego rezultatu graniczy z cudem, a już z pewnością wymaga wielu wyrzeczeń. Łodzianka, Aneta Borizovski, postanowiła sprawdzić czy możliwe jest powtórzenie takiego wyczynu i zminimalizowanie odpadów rzeczywiście do zera. Okazało się, że tak! Zapraszamy do lektury inspirującego wywiadu z Anetą.

Opowiedz, co udało Ci się osiągnąć w 2018 roku.

Bezśmieciowy model życia jest mi bliski już od wielu lat. Każdego roku sukcesywnie zmniejszałam ilość wytwarzanych  przeze mnie odpadów. Na początku 2018 roku podjęłam wyzwanie Zero Waste – postanowiłam ograniczyć odpady do zera. Byłam ciekawa, czy to w ogóle możliwe, czy da się przeżyć w taki sposób cały rok. Nie licząc kilku biodegradowalnych woreczków na psią kupę, które potem zastąpiłam inną metodą, spuszczonego w toalecie papieru toaletowego, etykiet niepapierowych z butelek i słoików, zużytych plastrów, opatrunku, pękniętej gumki recepturki i sterty paragonów –  zupełnego zera nie udało mi się osiągnąć ale byłam blisko :)

Co lub kto zainspirował Cię do podjęcia takiego wyzwania?

Tak, jak mówiłam wcześniej, ograniczam wytwarzanie odpadów już od wielu lat. Z początku była to rezygnacja z jednorazowych toreb foliowych, wody butelkowanej, soków w kartonowych i plastikowych opakowaniach. Każdego roku wprowadzałam kolejne zmiany, a wraz z nimi malała ilość produkowanych śmieci. Przełomowym momentem było pojawienie się w domu niewielkiego pudełka na odpadki organiczne. W trakcie użytkowania go, odkryłam, że kosz na odpady zmieszane jest od miesięcy prawie pusty. Przejrzałam rzeczy, które się w nim znajdowały i wtedy chyba właśnie zaświtała ta myśl. A gdyby tak za rok nie było w nim zupełnie niczego … :)

W jaki sposób zagospodarowałaś surowce wtórne, których nie udało Ci się uniknąć?

Odpadów z tworzyw sztucznych nie produkuję już od dawna. Zrezygnowałam z paczkowanej żywności kilka lat temu, kiedy zlikwidowano na moim osiedlu pojemniki na odpady segregowane. Od kilku lat nie wytwarzam też odpadów szklanych, a wszystkie wykorzystane słoiki i butelki myję i puszczam dalej w obieg. Do niedawna był to zaprzyjaźniony pan sprzedawca z ulubionego targu, który chętnie przyjmował je dla swojej żony, która robi domowe przetwory, soki i nalewki. Od niedawna jest to także lokalna grupa “Uwaga Śmieciarka Jedzie”. Oddaję tam również pozostałe rzeczy, których nie używam lub puste opakowania, które są chętnie przyjmowane przez osoby, które akurat ich potrzebują. Z resztą bardzo chętnie na tej grupie również odbieram rzeczy , których potrzebuję zamiast kupować nowe. Makulaturę i odpady metalowe natomiast oddaję do skupu a plastikowe korki od np. butelek po occie lub od tubek z pastą przekazuję na zbiórkę nakrętek.

przechowywanie_zero_waste

Jakich odpadów nie udało Ci się uniknąć w ciągu tego roku?

Śmieci, których nie udało mi się wyeliminować to głównie same paragony (mimo, że z racji kupowania większości rzeczy na targu była ich ograniczona ilość) i zużyte plastry. Nie chciałam gromadzić tego rodzaju odpadów (siedlisko bakterii i niezdrowe chemikalia) więc po pewnym czasie zaczęłam wyrzucać je regularnie do odpadów zmieszanych pod blokiem przy okazji wyrzucania śmieci po gościach (np. torebki po chipsach). Sądzę, że dziś miałabym pełny słoik głównie ubitych paragonów. Przynoszę je do domu tak, czy inaczej bo prowadzę budżet domowy. Poza tym zostawianie ich w sklepie w celu oszukania samego siebie jest dla mnie zabawne bo to również jest wytwarzany przez nas odpad.

Jak radziłaś sobie z odpadami organicznymi?

Odpady organiczne zbieram do swojego magicznego pojemnika z filtrem, które otrzymałam w prezencie gwiazdkowym i pełne zabieram ze sobą przy okazji wizyt u rodziców. Mają to szczęście, którego ja nie mam – posiadają ogródek :) W tym roku będę chciała w formie próby zorganizować sobie kompost balkonowy :) Sama jestem ciekawa efektów :) Oczywiście tego rodzaju odpadów staram się wytwarzać również jak najmniej i wykorzystywać wszystko maksymalnie. W pozbywaniu się niektórych z nich takich jak wierzchnie liście kapusty, liście rzodkiewki czy skórka z ogórka pomaga mi moja gromadka domowych pieszczochów: pies, królik i dwa szczury.

Opowiedz o swoich sposobach na urodę i higienę zero waste. Jak wygląda Twoja łazienka i kosmetyczka?

Nie wierzę i nigdy nie wierzyłam w dobroczynny wpływ syntetycznych kosmetyków naszprycowanych agresywną chemią i konserwantami.  Tutaj nie miałam problemów z przestawieniem się bo od młodych lat ciekawił mnie temat naturalnych metod pielęgnacji. Jestem pewna, że najbardziej zbawienny wpływ na nasze ciało od zewnątrz ma wszystko to, co bez problemu moglibyśmy zjeść i na tym bazuję fundując sobie peelingi czy maseczki na włosy i twarz. Tak więc po większość swoich kosmetyków udaję się zazwyczaj do kuchni a nie łazienki ;) Poza tym używam naturalnych olejków, od niedawna własnej produkcji toniku do twarzy, sody i oleju kokosowego jako antyperspirantu. Nie udało mi się jednak odzwyczaić od kupnej pasty do zębów. Staram się jednak wybierać tę w metalowej tubie. Nigdy nie używałam mydła w płynie czy żelu pod prysznic. W moim rodzinnym domu po prostu nie było takiego zwyczaju, a ja nie miałam potrzeby tego zmieniać. Kilka lat temu wykonałam sobie trwały make up i to w połączeniu z wypoczętą, zadbaną cerą w zupełności od długiego już czasu mi wystarcza. W Polsce bardzo ciężko jest znaleźć kosmetyki kolorowe w opakowaniach nadających się do recyklingu. Nakładam makijaż tylko na specjalne okazje, dlatego moje kosmetyki starczają mi na bardzo długo, czasem nawet kilka lat. W ten sposób odchodzi mi problem demakijażu. Twarz myję wodą lub wodą i delikatnym mydłem. Zrezygnowałam także z kolorowych paznokci. Wcieram w nie regularnie olejek migdałowy. Kiedy stosowałam lakiery paznokcie były kruche i łamliwe.

zakupy_zero_waste_2

Co było najtrudniejsze w tym wyzwaniu? Czego Ci brakowało przez tych 12 miesięcy?

Wielu rzeczy. Nie jestem sobie w stanie teraz nawet przypomnieć. Na pewno na cały rok zrezygnowałam z cienkich rajstop, mimo, że bardzo je lubię. Niestety takie rajstopy czasem potrafią podrzeć się już przy zakładaniu, więc wolałam tego na czas wyzwania uniknąć :) Nie da się też kupić waty, wody utlenionej i tabletek przeciwbólowych w innym opakowaniu niż plastikowe. W większości klubów czy muzeów wymagana jest plastikowa bransoletka na ręku. Pamiętam, że trudno też było mi odmówić poczęstowania się urodzinowym cukierkiem. Do tej pory dziwnie się czuję, kiedy gość przychodzący do mojego domu pyta mnie, gdzie może wyrzucić gumę do żucia albo zużyty plaster, a ja wyskakuję do niego z małym plastikowym pudełkiem po masce do włosów ;)

Czy jest w zero waste jakaś granica, która jest dla Ciebie nie do przeskoczenia?

Zdrowie i bezpieczeństwo. To chyba oczywiste. We wszystkim należy zachować rozsądek. Zrezygnowałam z tabletek przeciwbólowych i żelu na ból stawów, poznając dzięki temu wiele skutecznych naturalnych metod zastępujących produkty z apteki, ale nie zrezygnowałam z badań kontrolnych czy oddawania krwi w punkcie krwiodawstwa i nawet nie liczę odpadów, które w skutek tych działań powstały. To jest jakby poza tym. Gdybym musiała, z jakichś względów, zażywać leki na co dzień nie uwzględniłabym tego w swoim wyzwaniu na pewno.

Z czego jesteś najbardziej dumna?

Z całkowitej rezygnacji z zakupu odzieży, nawet używanej. Korzystam z tego co już mam do tej pory w szafie. Regularnie chodzę na wymiany bezgotówkowe. To mi całkowicie wystarcza. Mam w szafie rzeczy sprzed kilkunastu lat. To ogromna satysfakcja i motywacja dla dalszego trzymania sylwetki ;) Od lat korzystam też z usług zaprzyjaźnionej pani krawcowej, która ze zwykłej, starej sukienki potrafi wyczarować niesamowitą rzecz. Moja ostatnia duma to stary wełniany płaszcz, który moja babcia miała jeszcze po swojej mamie. Po niewielkiej przeróbce leży idealnie. To pomaga mi uniknąć plastikowych żyłek i metek, których dziewczyny z całego świata prezentujące zawartość swoich śmieciowych słoików mają pełno, ale przede wszystkim nie przykładam się do produkcji kolejnych, zbędnych sztuk odzieży, której w moim odczuciu już jest wielokrotnie za dużo na świecie, a ciągle produkowana jest kolejna. Jestem także dumna z tego, że zminimalizowanie ilości przedmiotów w swoim otoczeniu, zredukowanie potrzeby kupowania następnych rzeczy – pomaga mi na co dzień zmieniać punkt widzenia, odkrywać ciekawe pasje i poznawać nowe umiejętności. To daje ogromną satysfakcję.

Co Ci pomogło najbardziej w tym wyzwaniu?

Chyba moja własna konsekwencja i wytrwanie w dążeniu do celu. Chęć sprawdzenia swojej silnej woli i chęć udowodnienia sobie, że mogę, jestem w stanie. Gdyby miała przyświecać mi wizja misji ratowania świata w zestawieniu z ogromem globalnego problemu z odpadami i zanieczyszczenia środowiska i moją nieznaczną rolą w jego zwalczaniu, pewnie prędko bym się poddała. Robię to, nie żeby cokolwiek zmieniać, ale dlatego, że podoba mi się taki styl życia, dlatego, że to jest inne, dlatego, że jest fajne, ciekawe, podobno inspirujące, pozytywne. Robię to z pasji i dla własnego sumienia. Tak po prostu, żeby żyć w zgodzie z samą sobą. A to, że przy okazji zarażam tym innych to może faktycznie ma szansę coś zmienić. Chociaż tutaj, przynajmniej w moim najbliższym otoczeniu. A to już coś ;)

gotowanie zero waste

Jak reagowało otoczenie? Czy miałaś wsparcie rodziny i przyjaciół? Co na to mąż?

Najbliżsi są przyzwyczajeni od lat. Czasem nazywają to dziwactwem, ale to tak bardziej z przekory i sympatii ;) Jedni znajomi rozumieją i wspierają, bardzo często zaczynają naśladować, będąc pod wrażeniem, a to jest niesamowicie dla mnie miłe,  inni na siłę chcą uszczęśliwiać chipsami wpadając z wizytą. Są i tacy, którzy wściekają się, że nie chcę tego czy tamtego i komentują, że przesadzam. Najbardziej chyba jednak cieszy mnie to, że moja najbliższa rodzina: mama z tatą i babcia, która ma już swoje lata coraz to bardziej zaczynają iść w moje ślady i dostrzegać pozytywne strony takiego stylu życia. Mogłabym mnożyć przykłady typu kupno wielorazowej torby na zakupy, czy rezygnacja z wody butelkowanej, ale chyba najbardziej urzekło mnie to, jak moja mama w tym roku zrobiła świeczniki ze słoików po jogurcie i podarowała mi je na Mikołaja. To był najsłodszy prezent, jaki dostałam. Mąż natomiast na każdym kroku wspiera mnie w moim dążeniu i sam chętnie wybiera się na zakupy z własną torbą i pojemnikami na żywność. Też jest minimalistą i chyba też docenia fakt braku konieczności wynoszenia śmieci ;)

Jak to wyzwanie wpłynęło na Twój budżet domowy? Czy zero waste jest drogie?

Absolutnie nie. Ważne by nie dać sobie wmówić, że wypada mieć najmodniejszą butelkę z silikonowym korkiem i markowe woreczki na warzywa a skorzystać z tego co już mamy od lat w domu, żeby przekonać się, że sama redukcja kupowanych ze względu na opakowania produktów maksymalnie ograniczy nasze wydatki. Czy to rezygnacja z gotowej chemii do sprzątania, rezygnacja ze słodyczy, kolorowych kuszących wyglądem kosmetyków i gadżetów, nowych ubrań aż po zastąpienie setek podpasek i tamponów jednym, dożywotnim kubeczkiem silikonowym, czy rezygnacja z drukowanej prasy – to wszystko przynosi ogromną oszczędność. Nie widzę wręcz dziedziny życia, w której zero waste miałoby się nie opłacać.

Mieszkasz i pracujesz w Łodzi. Czy w Twoim mieście zakupy bez opakowań to duże wyzwanie? Jak reagowali sprzedawcy?

Mam to szczęście, że w moim mieście mam szerokie możliwości nabywania wszelkich produktów na wagę, do własnych opakowań. Od produktów spożywczych, przypraw, po płyny do naczyń. Robię zakupy od lat w tych samych miejscach i większość sprzedawców jest już przyzwyczajona. Od początku reakcje były bardzo pozytywne. Często jestem chwalona i komplementowana za ekologiczną postawę i gospodarność przy odmawianiu foliowej torebki i zwracaniu pustych opakowań sprzedawcom.  Bardzo rzadko zdarza mi się, by ktoś robił problem. Na targu mam swoją ulubioną panią od produktów sypkich, która nigdy nie miała problemów z tarowaniem wagi ;) Często podaję jej pojemnik zapełniony do połowy i proszę do pełna. Reakcje ludzi stojących za mną w kolejce też zawsze są bardzo pozytywne.

zakupy_zero_waste

Czego się nauczyłaś i dowiedziałaś o sobie przez ten rok?

Utwierdziłam się w przekonaniu, że jestem wytrwała i konsekwentna. Mam w sobie ten zdrowy upór, który bardzo pomaga mi w życiu osiągać założone cele, bez względu jak kręta droga do nich prowadzi. Doceniłam swoją zdolność planowania i organizowania. Nauczyłam się doceniać to co mam i cieszyć z małych, rzeczy. zrozumiałam, że dużo większą satysfakcję daje wytworzenie czegoś samemu w miejsce nabycia za pieniądze. Bardzo fajnie jest zdać sobie sprawę, że żeby z czegoś skorzystać, można to zrobić samemu lub pożyczyć, zamiast specjalnie kupować jakąś rzecz na jeden raz. Odkryłam, jak bardzo potrafię być kreatywna i to, że najprostsze rozwiązania prawie zawsze bywają tymi najlepszymi.

Jakiej rady udzieliłabyś osobie początkującej w zero waste?

Dążenie do bezodpadowego stylu życia to proces. Nie da się uzyskać planowanego efektu od razu. Wymaga to wytrwałości i cierpliwości ale też uczy – samodyscypliny i samowystarczalności oraz poszerza świadomość. Najważniejsze to nie poddawać się, nie zniechęcać, korzystać z rad i sprawdzonych metod innych, żeby zaoszczędzić sobie czasu i nie musieć do wszystkiego dochodzić samemu. No i przede wszystkim nie traktować tego jak poświęcenie ale dostrzec w tym pasję i czerpać z niej przyjemność i satysfakcję.


Aneta_Borizovski_profilowe

Aneta Borizovski – mieszka i pracuje w Łodzi, gdzie prowadzi agencję reklamową. W życiu pasjonują ją rękodzieło, zdrowie, przyroda (zwłaszcza rośliny egzotyczne) i muzyka bałkańska. Od lat stara się prowadzić zdrowy tryb życia i minimalizować swój udział w globalnej nadprodukcji śmieci.