05.10
2016

Sałata wymiata! Moja przygoda z Green Farm


Jak może niektórzy pamiętają, na pytanie, kto tej zimy wyhoduje swoją sałatę, odpowiedź brzmiała: na pewno ja. Czy ktoś z Was? To już zależy od tego, jak bardzo pomagacie nam w wypełnianiu naszej mapy miejsc przyjaznych Polsce. Ktoś z też Was może delektować się uprawą bez ziemi. Dziś krótka relacja z tego, jak funkcjonuje się na co dzień z Green Farm.

Początek? Dość oszałamiający. Nadeszła przesyłka, zadziwiająco lekka, zważywszy na to, że wyobraziłam sobie szklane akwarium. Ale Green Farm nie jest ze szkła, a z lekkiego tworzywa.

Przesyłka była obficie zaopatrzona:

 

14192709_287790748269692_2881629479382860191_n

 

Ekotorba to dodatkowy bajer, bardzo wygodny i przydatny, ale to, że przyszły nasiona i nawóz, wybawiło mnie od zmagania się z szeregiem wątpliwości: czy można mieszać różne gatunki roślin? czy jakieś specjalne nasiona? a nawóz?

Skoro przyszedł miks sałat, wszystko jasne: uprawiane rośliny mogą być różnych gatunków. Nawóz? Najzwyklejszy Planton S. Nasiona? Jakiekolwiek. W zależności od roślin, jakie wybieramy, instrukcja podpowie nam, jak gęsto możemy je posadzić.

Jak to mawiano w klasyce reklamy, z taką pewną nieśmiałością podchodziłam do odpalenia szklarenki, ale pretekstów by rzecz odwlekać specjalnie nie było, a emocje moich dzieci sięgnęły zenitu: trzeba było wystartować!

Rzecz wydawała mi się niesłychanie skomplikowana elektronicznie, zatem w start Green Farm został zaangażowany jeszcze bardziej ode mnie w tych sprawach biegły mąż. Niesłychane wyzwanie, któremu musiał sprostać, polegało na… włączeniu szklarenki. Jak się okazuje, reszta już jest zrobiona. Wystarczy nacisnąć program “kiełkowanie” – i to już. Koniec.

Więcej ekwilibrystyki musiałam wykonać wcześniej ja (z entuzjastycznym wsparciem dzieci). Odmierzenie i wlanie wody, odmierzenie i wsypanie nawozu (ufff… niewiele), no i największe wyzwanie: ułożenie na wodzie płytki, na której odbywa się hodowla, w płytce tamponów z waty, a w tamponach nasionek.

Chwila chirurgicznej precyzji i już: hodowlę można zaczynać.

Trzy pierwsze dni? Nuda. Nic się nie dzieje. To faza kiełkowania, zatem w szklarni ciemno, w tamponach tkwią nasiona. Koniec wydarzeń. Nie przeszkadza to moim dzieciom biegać kilka razy dziennie i wpatrywać się pilnie w zawartość wybranych przez nie otworów na sałatę.

Jest! Coś się dzieje! Wystarczy wytężyć wzrok:

 

14264981_291150531267047_4169922204945131127_n

 

Po trzech dniach w szklarni zapala się światło i teraz już towarzyszy nam nieustannie – od rana (hmm… wstajemy o szóstej, w szklarni już jasno) do dwudziestej drugiej. Światło jest jasne, ledowe, zatem oszczędne i Green Farm nie bije nas mocno po liczniku.

Jest światło, akcja w szklarni rusza szybciej:

 

14333084_294460144269419_6477250225289045666_n

 

Jak widać nie wszystkie nasiona na stanowiskach ruszyły, ale jeszcze nie tracimy nadziei.

 

14344077_294462800935820_7538753541339742856_n

 

Teraz już wszystko jasne: nie wszystkie nasiona wzejdą. Cudów nie ma, w mieszankach nasion, niezależnie od daty ważności na opakowaniu, nie wszystkie nasiona są tak samo wartościowe.

Tam, gdzie stanowiska uprawy nie rokują nadziei, wsadzamy nowe ziarna. Może jeszcze im się uda? Spróbować nie zaszkodzi.

Tymczasem akcja nabiera tempa.

 

14494835_298797973835636_2244735604971867903_n

 

Teraz sałata rośnie już w oczach:

 

14448986_298573610524739_489363395482172372_n

 

14469436_301573623558071_4769202800581181949_n

 

Na tym etapie sałata jest już żądana przez domowników i nie da się jej nie podskubywać, na czym zapewne cierpi uroda naszej hodowli, ale trudno. Dzieci żądają zielonego, zielone jest pod ręką… jak odmawiać? Zwłaszcza, że zielone z każdym dniem bujniejsze.

Najwspanialsze jest zaś to, że nie musimy robić nic. Tylko kontemplujemy. Nasze balkonowe i parapetowe uprawy dostają czasem w kość, gdy zapomnimy je podlać albo cierpią w zbyt ciasnych doniczkach, bo rozrosły się, a ja nie nadążam ich przesadzić. Green Farm jest rozkosznie niekłopotliwa, zupełnie nie absorbuje.

Perspektywy na zimę? Planuję nieco bardziej w tej hodowli zamieszać. Pietruszka, nieco rukoli, szpinaku, seler naciowy… Nie samą sałatą żyje człowiek.

Też masz ochotę na taką hodowlę? Zajrzyj na naszą mapę: KLIK! i sprawdź, jakiego miejsca na niej brakuje. A potem o napisz do nas i o nim opowiedz: mapa@ulicaekologiczna.pl.

Chcesz dowiedzieć się więcej o Green Farm? Zajrzyj tutaj: KLIK!


Ekoprowincjuszka, która ciągle uczy się czegoś nowego. Gdy się zmęczy, ucieka na rower albo do lasu.