04.11
2016

Dlaczego “Wegan nerd” to pozycja obowiązkowa na Twojej półce?


Bo nie musisz jeść wegańsko, by znaleźć w niej mnóstwo dla siebie. Ba, w zasadzie wege też być nie musisz. Otworzywszy ją, z trudem oprzesz się wertowaniu. A potem przekonasz się, że to już nie wertowanie. “Wegan nerd” po prostu wciąga i motywuje!

Tak, mięsa nie jem. Ale jajkom i miodowi czasem się nie oprę i powiedzmy, że aspiruję ku weganizmowi, ale określenie “weganka” byłoby w moim wypadku solidnym nadużyciem. Nie, to jeszcze nie ten stopień wtajemniczenia. Co utrudnia mi dojście do finalnego etapu zaawansowania? Nie ukrywajmy – to szczera niechęć go gotowania. Nie przepadam, nie kocham i mogę posiedzieć w kuchni o tyle, o ile wciągający jest audiobook w tle. Mam umiarkowany talent do przyprawiania i znikomą chęć do eksperymentów kulinarnych. A jednak ciekawą książką kulinarną nie pogardzę. “Wegan nerd” zaś do takich właśnie należy.

 

img_5165

 

Czy książka kulinarna może być ciekawa?

“Wegan nerd” dowodzi, że tak. Dlaczego? Bo autorka potrafi pisać, a to decyduje właśnie decyduje o sukcesie! Książka z samymi przepisami? Suchar i nuda! Książka z opowieściami? Tak, to wciąga. Alicja Rokitnicka umie opowiadać, bo ma o czym. Droga do weganizmu, kilka słów o każdej serwowanej na stronach książki potrawie, wprowadzenie w nastrój każdego posiłku – niepostrzeżenie i apetycznie przemycone walory edukacyjne. Wszystko lekko, ze zdrową porcją dystansu do siebie samej… Autorko, dzięki! Zainicjowałam wreszcie poranny sezon owsiankowy, stanowczo zbyt długo w tym roku odwlekany. Tak, to rozgrzewa. I tak, zachęcie do spożywania Twego śniadania ciężko się oprzeć.

 

img_5168

 

Czy wyrafinowana kuchnia wegańska może być przystępna?

I tu znów “Wegan nerd” potwierdza, że tak. Nic mnie bardziej nie odrzuca niż poczucie oszołomienia po przewertowaniu najbardziej nawet efektownej książki kucharskiej. Bo wiem, że z tego oszołomienia wyniknie poczucie “takiej pewnej nieśmiałości” w zabraniu się za realizację pomysłów autora, a w finale – kurzenie się książki na półce. “Wegan nerd” na pewno się nie zakurzy, prędzej pochlapie (oby nie! szkoda by było). Autorka zakłada, że książka ma trafić i do tych zaawansowanych, i do zupełnych laików oraz nowicjuszy. I ambitnemu założeniu udaje się sprostać!

Przejrzysty układ, precyzyjna lista składników, które zawsze warto mieć pod ręką (i to z uzasadnieniem czemu właśnie te – to przekonuje), wyjaśnianie na wstępie, czego po potrawie można się spodziewać i jeszcze precyzyjne podanie liczby głodnych osób, które się najedzą! Część śniadaniowa, obiadowa, kolacyjna, uwzględnienie wszelkich okazji i osobno napoje oraz nabiał (cudowny pomysł) – tak, mam wrażenie, że jestem prowadzona za rączkę i bardzo mi to odpowiada. Do ideału brakuje mi jedynie czasu przygotowania potrawy. Nie ma mocnych, trzeba wczytać się w przepis.

 

img_5166

 

Czy książka kulinarna może być piękna?

To żadne zaskoczenie – obecnie większość książek kulinarnych taka właśnie jest. I “Wegan nerd” też oczywiście. Umiłowana precyzja: przepis-ilustracja, przepis-ilustracja. Co ilustracja, to na niej dzieło sztuki kulinarnej. Nawet twarożek ze słonecznika, gdzie króluje pełna prostota i minimum składników, powoduje, że cieknie ślinka. Rany, czemu nie mam w domu słonecznika?

Wszystko jasne, barwne, niemalże pachnie i prosi się o poczęstowanie. Tak, widać, że to książka artystki. Od zawsze – jej bunt przedszkolny spowodował wszak fakt, że serwowano tam zupę z wiadra. Kto to widział? Przecież je się oczami. I to jest właśnie efekt uboczny wędrowania po wegańskiej kuchni Alicji Rokickiej – chwyta przeraźliwy głód. Coś z tym trzeba zrobić. Idę do kuchni.

 

Recenzję ilustrują zdjęcia z bloga Wegan Nerd, który warto odwiedzać (KLIK!), by poznać więcej kulinarnych specjałów Alicji Rokickiej. Sama zrobiłabym o wiele gorsze fotki. W przypadku tej książki byłoby to wręcz zbrodnią!

Premiera książki: 8 listopada. Z tej okazji w warszawskiej restauracji Klub i Ołówek będzie można się spotkać z autorką, spróbować osobiście jej przysmaków, kupić książkę w atrakcyjnej cenie oraz wzbogacić ją o autograf Alicji. Więcej szczegółów tu: KLIK!


Ekoprowincjuszka, która ciągle uczy się czegoś nowego. Gdy się zmęczy, ucieka na rower albo do lasu.