21.01
2013

Jedz i biegaj!


Po co ktoś, kto z zasady nie podbiega nawet do autobusu, miałby czytać książkę o bieganiu? I to o bieganiu ekstremalnym, bo jeśli na szczycie skali niepojętości umieścimy maraton, to ultramaratony znajdują się gdzieś w kosmosie.

Jednak w sytuacji, kiedy pod ręką do czytania była jedynie prasa kobieca i książka „Jedz i biegaj” (i zero internetu), okazało się, że nawet dla totalnego antybiegacza, do których się zaliczam,  lektura jest nie tylko pouczająca, ale i wciągająca.

Historia życia jednego z najlepszych długodystansowych biegaczy bynajmniej nie zmotywowała mnie do ruchu, (prędzej do zmiany diety), ale pozwoliła zrozumieć  ludzi, którzy biegają z własnej i nieprzymuszonej woli. Mało tego – biegają po 80, 100,200 i więcej kilometrów – biegają przez 24 godziny lub przez kilka dni. Biegają samotnie i drużynowo. W Ameryce, Afryce, Europie, po górach, dolinach, lasach i najgorszych wertepach wszędzie. Wybaczcie, ale nie odniosę się do porad techniczno-organizacyjnych zawartych w książce i przeznaczonych dla biegaczy. Nazwy firm produkujących sprzęt do biegania dyskretnie (lecz zauważalnie) rozlokowane w tekście także mi nic nie mówią. Za to odniosę się do diety.

W tym szaleństwie jest metoda

Jedz i biegaj jest lekturą pozytywną. Mimo iż życie Scotta Jurka nie zawsze było usłane różami, to jednak czytając opisy 200-kilometrowych biegów dochodzi się do wniosku, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Widać też, że bieganie może być formą medytacji czy modlitwy, sposobem na życie i drogą rozwoju osobistego. To sprawnie napisana opowieść o życiu, pasji, przyjaźni, miłości i jedzeniu. I to wyjątkowym jedzeniu.

Weganizm dobry na wszystko

A zwłaszcza na bycie w formie. Dieta pozbawiona produktów odzwierzęcych to drugi motyw przewodni tej książki. Droga Scotta Jurka do weganizmu została przedstawiona w wyjątkowo naturalny sposób, bez dydaktyzmu i wykładów na temat sytuacji zwierząt hodowlanych. Bo w tym przypadku nie współczucie było głównym argumentem do przejścia na weganizm, ale zdrowie. Scott zauważył, że jego organizm dużo lepiej reaguje na długotrwały wysiłek, jeśli jest karmiony strawą bezmięsną i beznabiałową. Co więcej Scott jest przekonany, że to właśnie dieta wegańska jest idealna dla sportowców, a zwłaszcza ultramaratończyków. Dlatego po każdym rozdziale podany jest przepis na wegańskie danie, które zapewniają maksymalnie dużo energii i składników odżywczych. W książce znajdziecie receptury na naleśniki, leczo, guacamole, batony energetyczne, kasze, placki –  wszystko bez mleka i sera, oczywiście. Co prawda osoby, które żywią się raczej tradycyjnie, mogą być przerażone czytając o produktach, które trudno znaleźć w osiedlowym sklepie, typu mleko migdałowe, ryżowe czy mąka gryczana/orkiszowa. Jednak jak wiadomo kropla drąży skałę, więc nawet jeśli czytelnicy „Jedz i biegaj” nigdy nie sięgną po popping z amarantusa, to przynajmniej będą wiedzieli, że od weganizmu się nie umiera. A wręcz przeciwnie – osiąga się rzeczy, o których zwykli śmiertelnicy nawet nie zwykli marzyć.

Książka “Jedz i biegaj” zostala wydana w 2012 roku przez wydawnictwo Galaktyka

Jedz i biegaj!, 5.0 out of 5 based on 1 rating

Olga Szkolnicka jest autorką bloga Ekomania, czyli czemu tak a nie inaczej i tłumaczką języka czeskiego.