28.03
2016

Lodówka pęka w szwach po świętach – co robić?


Racjonalnie i z pełnym spokojem podeszliśmy do świąt? Nie piekliśmy w nadmiarze, nie kupowaliśmy ponad normę? Dlaczego zatem nasza lodówka z trudem się domyka? Być może tak obficie zostaliśmy zaopatrzeni podczas świątecznej wizyty w domu rodzinnym…

Okazuje się bowiem, że wcale nie potrzeba było szykować aż tylu potraw. Domownicy sami nie dadzą rady ich zjeść, a goście, pomni na złe doświadczenia z przejadaniem się, nie rzucili się łapczywie na postawione przed nimi rarytasy. Cztery rodzaje ciasta? Obecnie wiele osób i tak ich sobie odmawia, powszechniej dba się o linię i racjonalniej myśli o diecie. W efekcie, jeżeli nawet nie zebraliśmy nadmiarów we własnym domu, z wizyt świątecznych często wychodzimy obładowani paczkami, paczuszkami oraz praktycznymi pojemnikami. W domu wykładamy wszystko na stół… i zaczynają się problemy. Aby uporać się mądrze z przytłaczającym nas nadmiarem obfitości – musimy poświęcić temu poświątecznemu problemowi trochę czasu.

snacking-at-night-fridge-870-820x518

 

Segregacja

Pierwsza czynność nie do uniknięcia to segregacja. Oddzielamy to, czego przetrzymywać się nie da, od rzeczy, które będziemy mogli zużyć, np. za miesiąc albo… pół roku. Wszystko, co przechowamy, pakujemy ergonomicznie, w opakowania pozwalające nam uczynić poszczególne produkty jak najdłużej przydatnymi do spożycia. Nim zapakujemy je w danym miejscu, upewnijmy się jednak, że to na pewno właściwy wybór. Warzywa, które odruchowo wkładamy do lodówki, nie zawsze powinny tam trafić. Dotyczy to np. pomidorów, ogórków czy papryki, którym przechowywanie w lodówce nada nieapetycznych plam. Jeżeli wyjmiemy je po takim przechowaniu, ich zjedzenie będzie umiarkowaną rozkoszą kulinarną. Pamiętajmy też o tym, że potrawy gotowe są żywotne tym dłużej, im bardziej kwaśne – kwas ogranicza rozwój drobnoustrojów. Warto zatem zastanowić się, co możemy bardziej zakonserwować dodając, np. koncentrat pomidorowy.

Zamrażarka

Dla potraw, które dadzą się wykorzystać nawet po długim okresie czasu, pierwszą deską ratunku jest zwykle zamrażarka. Po świętach często upychamy w nią, ile się da, co przysparza nam nieraz trudności w późniejszym jej otwarciu. Zamrażarka niestety nie daje rady się rozciągnąć, poza tym niektóre potrawy wiele utracą przez mrożenie. W naszym tekście o mrożeniu wyszczególnialiśmy już, czego mrozić nie można. Najogólniej zapamiętajmy regułę mówiącą o tym, że zamrażać powinno się tylko takie produkty, które później będą gotowane i smażone. Co z resztą?

Przetwarzanie

Specjały obiadowe, którym nie dali rady świąteczni goście, potraktujmy jako okazję do puszczenia wodzy fantazji i zaszalejmy z różnymi wariacjami na temat dań jednogarnkowych. Zaoszczędzimy czas i pieniądze w ciągu tygodnia, jeżeli nasze obiady będą bazować na przeróbkach tego, co zostało nam z wyszukanego menu wielkanocnego. Kultowa świąteczna babka jest punktem obowiązkowym w każdym polskim świątecznym domu. Szybko jednak wysycha i traci swe walory. Uchronimy ją przed wyrzuceniem wykorzystując, np. do zrobienia popularnych bajaderek, które wykonuje się z resztek ciasta. Kto zaś nie przepada za nimi, może olśnić domowników włoskim smakołykiem zwanym zucotto di panettone. Jest to rodzaj puddingu, który tworzy się właśnie z resztek babki.

Obdarowanie innych

Oczywiście możemy zaprosić gości, z którymi nie mogliśmy spotkać się w święta, a miło nam będzie porozmawiać. Prawdopodobne jednak jest, że raczej chwilowo mamy dość spotkań przy zastawionym stole. Kto ma zatem zjeść nasze nadmiary? Możemy zadbać o nasze stosunki sąsiedzkie i zostawić nieco smakołyków u tych, z którymi dzieliśmy najbliższe otoczenie. Tylko czy na pewno ich tym uszczęśliwimy? W znakomitej ilości polskich domów hucznie obchodzi się święta. Bardzo prawdopodobne, że pozbędziemy się własnego nadmiaru, racząc nim kogoś w sposób daleki od pożądanego. Zastanówmy się zatem dla kogo nasz nadmiar będzie naprawdę cenną pomocą w potrzebie. Ponad 2, 1 mln Polaków żyje w skrajnym ubóstwie. Bardzo prawdopodobne, że i obok nas są takie osoby. Jeżeli nie możemy jednak sobie takich od razu skojarzyć, zadzwońmy po prostu do najbliższego Banku Żywności, by uzyskać poradę.

Nie wyrzucajmy!

Pamiętajmy, że najgorszą z możliwych opcji jest wyrzucenie nadmiaru na śmietnik. Już jedna tona jedzenia wyrzucona do śmieci, dostarcza do atmosfery 4,5 tony szkodliwych gazów. Metan wydzielający się z gnijącej żywności jest zaś nawet dwudziestokrotnie groźniejszym gazem cieplarnianym niż dwutlenek węgla. W naszym kraju do marnowania przyznaje się co trzeci Polak. Tylko od naszej dobrej woli zależy, czy przyczynimy się do zmniejszenia tej liczby.