04.02
2016

Zawsze do spożycia?


Pamiętacie Tłusty Czwartek i erupcję pączków? Były wszędzie! Te z marketów lawinowo zasypały klientów cenami nie do pobicia i kusiły prawie cały tydzień.

Przyznam, że w środowe popołudnie weszłam do jednego z takich sklepów głodna i zmęczona.

Tuż przy wejściu widniały one: niektóre bogato lukrowane, inne przysypane pudrem. Pociekła mi ślinka i pomyślałam sobie: a, co tam. Jutro Tłusty Czwartek. Oparłam się pokusie. Nazajutrz w radiowej Trójce usłyszałam, jak nieograniczony jest czas świetności tych pączków.

pink-donuts-series-1352389-mTe apetyczne pączki przyniosła nam następnego dnia teściowa. Nieco już byłam zdystansowana i napełniona łupem, który wcześniej przyniósł z cukierni mąż. Ale nie wypadało odmówić poczęstunku. Smak tego pączka pozostał ze mną dłużej niż bym chciała. I uczucie ciężaru też.

Zjedzony wcześniej pączek z cukierni, nie zadziałał w ten sposób. Ale pączek z cukierni by się zestarzał. Podobnie, jak domowe pączki, gdyby ktoś je piekł. Po tygodniu leżakowania ciśniętym pączkiem domowym można by wybić szybę. Pączek z nadzieniem z bomby konserwantów, byłby ciągle mięciutki i apetyczny. Nie przetestowałam, bo mąż, domowy pączkożerca, niezrażony złowrogością emanującą z pączków marketowych, nie dał im tyle poleżeć. Ale znane są testy innych produktów spożywczych zawierających konserwanty.

Pewien odchudzający się człowiek ze stanu Utach, niejaki David Whipple, miał problem z otyłością, więc się odchudzał. Hamburgera w restauracji McDonald’s zakupił zatem tylko do eksperymentu: miał pokazać w swej grupie odchudzającej, jak rozkłada się jedzenie. Ale eksperyment powiódł się średnio. Po miesiącu rozłożył się ogórek, a sos wsiąkł w bułkę. Ale sama bułka i wpakowane w nią mięso nie zmieniły się wcale! Zawiedziony nieco David, po prezentacji zawinął hamburgera w papier i włożył do kieszeni. A że nie włożył do niej później ręki, a płaszcz trafił do szafy (jego właściciel przecież się odchudzał i zmienił rozmiar ubrań!), efekt eksperymentu znaleziono po dwóch latach. Nadal w stanie nienaruszonym! Rozbawieni małżonkowie Whipple odłożyli hamburgera do szafki na następne kilka lat. Dziś ich wyglądający świeżo, a nigdy nieprzechowywany w lodówce hamburger, ma lat 14 i jest uznawany za najstarszy na świecie. Tylko, czy to jest na pewno zabawne?

Eksperyment przeprowadziła też artystka z Manhattanu, Sally Davies. Jej doświadczalny hamburger i frytki mają już lat 4. Wyglądają świeżo, tylko mięso i frytki twardością przypominają plastik. Co ciekawe, w przypadku tego eksperymentu do badań użyto zwierząt. Spokojnie, miłośnicy animalsów! Dwa psy Sally nie dały się skrzywdzić! Mimo zachęcającego podtykania im pod same nosy fastfoodowych specjałów, zupełnie nie okazały nimi zainteresowania. Może dlatego, że posiłek przestał wydzielać jakikolwiek zapach już po pierwszym dniu. Zwierzęta nie dały się skrzywdzić, instynkt je ostrzegł. My, ludzie, podobno mamy coś więcej. I co z tego wynika?

To, co spożywamy w fast-foodach, to w większości przypadków żywność wysoko przetworzona. Ma znikomą wartość odżywczą. Witaminy i składniki mineralne? Możecie zapomnieć! Puste kalorie, koktajle konserwantów, barwników, emulgatorów, substancji smakowo-zapachowych – jak najbardziej! Tak mówią dietetycy. Kto o tym nie wie? A co z tym dalej?
Ze swej strony solennie obiecuję w przyszłym roku ubiec teściową. Na rzęsach stanę, bo nienawidzę stać przy patelni, ale chyba zdobędę się na domowe pączki. Deklaruję to wszem i wobec publicznie. Auć! Już boli. Ale zaserwowanie rodzinie pysznych pączków za 0,70 (czy może jeszcze taniej?) zaboli chyba bardziej. W fast foodach na szczęście nie bywamy. Życzę Wam smacznego, szybko psującego się jedzenia. Dla siebie zachowam życzenia autorefleksji.

Po roku

Pączki supermarketowe w tym roku można chyba nabyć jeszcze taniej. Już słyszałam reklamę jednego z dyskontów w radiu. Od kiedy czekają na ten wielki dzień? Wolę się nie zastanawiać.

A ja? Cóż. Póki co, zdeklarowałam udział w wydarzeniu W Tłusty Czwartek jem wegańsko: KLIK! A że mieszkając w małej miejscowości, na gotowe pączki wegańskie nie mam co liczyć, cóż, przyjdzie zmierzyć się z wyzwaniem samodzielnie.

Niestety, żadna siła nie zmusi mnie do stania przy garnku pełnym gorącego oleju. Szczęście w tym, że sieć serwuje całą moc przepisów na wegańskie pączki pieczone. Jako mało ambitna kucharka wybiorę najprostszy przepis i przygotuję je tak: 50 g drożdży (pół kostki) rozmieszam w 1,5 szklanki letniego roślinnego mleka (mniej więcej 300 ml), z dodatkiem 1 łyżeczki cukru. Ostawię je do wyrośnięcia, w tym czasie przygotowując 0,5 kg mąki zmieszanej ze szczyptą soli. Wyrośnięte już drożdże wsypię do mąki z połową szklanki oleju. Nie pozostanie już nic innego jak wyrobienie ciasta, któremu następnie dam wyrosnąć.

Ponieważ nie za bardzo przepadam za długim dłubaniem w cieście, podzielę je na dwie części, a następnie rozwałkuję w kwadraty. Na jednym porozkładam w równych odległościach dżem. Całość przykryję górnym kwadratem, a połączywszy obydwa, szklanką powykrawam kawałki z dżemem – i już! Pączki same się stworzą.

Piec będę, gdy sobie jeszcze wyrosną nieco, w piekarniku nagrzanym do 220 stopni. Koniecznie bez termoobiegu, by przez zalecane 10 minut pączki nie wyschły na buły. Chyba powinnam sprostać i uwinąć się w godzinę, osiągnąwszy efekt w postaci godziwej ilości naprawdę dobrych pączków, które spożyję z przekonaniem! Oby i rodzina je uznała za pączki godne swych podniebień.

Oczywiście sama nie jestem tak genialna, by wymyślić przepis. Ze szczegółami i obrazkami znajdziecie go tu: KLIK!

Trzymajcie za mnie kciuki. I smacznego oraz zdrowego Tłustego Czwartku Wam życzę!

 

Zdjęcie: sxc.hu

Zawsze do spożycia?, 5.0 out of 5 based on 1 rating

Ekoprowincjuszka, która ciągle uczy się czegoś nowego. Gdy się zmęczy, ucieka na rower albo do lasu.