30.11
2013

Nie kupuję tego


Czy możliwe jest życie bez wydawania pieniędzy? W którym momencie zaczyna się świadoma konsumpcja? Z Martą Sapałą, dziennikarką, która razem z grupą kilku polskich rodzin spróbowała przeżyć rok bez zakupów, rozmawia Olga Szkolnicka.

  • Co o Dniu bez Zakupów myśli osoba, która nie robiła ich przez rok?

M: Mam z tym świętem problem. Myślę że jeszcze nie jesteśmy na nie w Polsce gotowi. Nasze społeczeństwo jeszcze się nie nasyciło konsumpcją, tak jak na Zachodzie. Zresztą trudno być antykonsumpcjonistą, gdy się ledwo skleja miesiąc. Dlatego dla przeciętnego polskiego konsumenta Buy Nothing Day jest jak Dzień Bez Samochodu, przechodzi niezauważalnie. Natomiast dla dziennikarzy jest to ciekawy temat, który można skonsumować medialnie…

  • … na przykład robiąc wywiad z Tobą… Co było bezpośrednim impulsem, żeby zacząć eksperyment „nie kupuję tego”? Czy z tym zamiarem nosiłaś się długo, czy był to spontan?

M: Nie, to nie był spontan. Po urodzeniu dziecka moje życie wyhamowało i zaczęło być przewidywalne. Przez jakiś czas szukałam reporterskiego tematu, który byłby związany z codziennością. Chciałam się w nim zanurzyć, obejrzeć go z każdej strony, powoli, dokładnie, w procesie. Zobaczyć co zobaczę gdy zacznę się przyglądać codziennym potrzebom i wyborom, także tym najbardziej przyziemnym. Na moją zawodową potrzebę nałożyło się też pewnie prywatne zmęczenie konsumpcją.

  • Mieszkasz w dużym mieście, nie ukrywajmy stołecznym. Czy było to ułatwieniem, czy kwestią utrudniającą „niekupowanie”? Mam na myśli z jednej strony mnogość pokus i ofert komercyjnych, kwestię tzw. drożyzny, a z drugiej strony większą sieć ludzi podobnie myślących, różnorodność inicjatyw bezpłatnych itp.

M: Sama sobie odpowiedziałaś na to pytanie. Bo to faktycznie nie jest takie jednoznaczne. Życie w dużym mieście, podczas ostatniego roku bywało zarówno ułatwieniem, jak i utrudnieniem. Miasteczko czy wieś też wcale nie musi być idealną siedzibą dla kogoś, kto stroni od zakupów. Na wsiach życie bywa boleśnie konsumpcyjne, a w miastach radośnie funkcjonują bezgotówkowe enklawy. Na przykład działki. Ich użytkownicy wymieniają się roślinami, pilnują swoich działek, pomagają sobie wzajemnie.

  • Za darmochę, minimalizm, dobrowolna prostota życia, sharing economy? A może antykonsumpcjonizm i alterglobalizm? Czy za niekupowaniem kryje się jakaś filozofia? Może jak u Thoreau – nieposłuszeństwo obywatelskie i życie w lesie? Czy miałaś jakieś oczekiwania, wizje, do czego cię ten rok zaprowadzi?

M: Nie, weszłam w to doświadczenie bez założeń. Nie mam zadatków na ideolożkę, więc nie utożsamiam się z żadną z przywołanych przez ciebie idei, ale w każdej z nich widzę przydatne narzędzia i rozwiązania. Najbardziej identyfikuję się ze świadomą konsumpcją, bo mimo roku zakupowej dyscypliny nie przestałam być konsumentką. Nadal mam swoje konsumpcyjne słabości. Z drugiej strony patrząc na kupowanie od strony socjologicznej teorii wymiany, można uznać, że każdy akt konsumpcji jest aktem społecznym. Wierzę, że poprzez świadome konsumpcyjne wybory można mieć wpływ na wygląd najbliższego sąsiedztwa i jakość codziennego życia.

  • Przez ten rok – za co osobiście jestem pełna podziwu – próbowałaś nie tylko ograniczyć swoje i rodziny zapędy konsumpcyjne, ale także zaangażowałaś się w wiele inicjatyw i przedsięwzięć z zakresu tzw. sharing economy. Kooperatywa, wymiana domów, miejskie ogrodnictwo, Wymiennik… Która z tych inicjatyw (albo może jeszcze jakaś inna) jest ci najbliższa, przyniosła najwięcej frajdy?

M: Wiele z tych rzeczy zostało ze mną, nadal piekę chleb dla chętnych z Wymiennika, a wyjeżdżając gdzieś, staram się znaleźć nocleg w drodze wymiany. Wakacyjna wymiana domów jest super, i to na kilku poziomach – pozwala nie tylko spędzić taniej i inaczej wakacje, ale też intensywnie poczuć jak to jest żyć w danym miejscu, a nawet w czyjejś skórze. Bliskie mi jest wszystko, co się wiąże z miejskim ogrodnictwem; na osiedlu założyliśmy z sąsiadami ogródek, działam też w działkowym kolektywie, uprawiając warzywa razem z kilkunastoma osobami. Zaskoczyło mnie to, że sposób w jaki działają popularne teraz miejskie kooperatywy, zwłaszcza te smakoszowskie, niewiele się różni od klasycznej wolnorynkowej sprzedaży. To się pewnie będzie zmieniać, wraz z rozwojem różnych spółdzielczych idei w Polsce. Generalnie pasuje mi model współpracy między producentem a klientem, który opiera się na wzajemnym zaufaniu i zaangażowaniu. Takim jak Rolnictwo Wspierane Społecznie. Załapaliśmy się do grupy RWS Świerże-Panki, dzięki czemu przez cały sezon mieliśmy dostęp do warzyw prosto od rolnika.

  • Ilu znajomych zyskałaś dzięki „rokowi bez kupowania”, liczyłaś to kiedyś?

M: Nie, nie liczyłam, ale krąg znajomych oczywiście się poszerzył. Bezgotówkowe życie jest bardzo prospołeczne, wręcz wymusza nawiązywanie nowych kontaktów. Jedna z moich wspólniczek w tym procesie zauważyła, że w trakcie trwania roku bez zakupów stała się bardziej otwarta – także na serdeczność i bezinteresowną pomoc płynącą ze strony innych osób.

  • Wspomniałaś, że więcej myślisz o ekologii. Wiadomo, że nie chodzi tylko o sadzenie drzewek, wymianki, czy pieczenie chleba w domu. To także świadoma konsumpcja i wiedza na temat tego, co kryje się za produktami oferowanymi zazwyczaj w sklepach. Czyli praca niewolników i dzieci, toksyny, cierpienie zwierząt, wycinanie lasów itp. Czy ten proces stawania się świadomym konsumentem i rozkminiania zabiegów marketingowych, które nadmuchują nasze potrzeby i wmawiają nam, że potrzebujemy coraz więcej, leanwashing, greenwashing – bardziej cię fascynuje, irytuje czy martwi? Stałaś się bardziej wyczulona? Ja osobiście mam z tym duży problem, gdzie postawić granicę, a w którym momencie przymknąć oko.

M: Tak, masz rację. To jest niewygodna wiedza, więc żeby nie czuć na co dzień dyskomfortu, ludzie radzą sobie z nią w różny sposób – bagatelizują, racjonalizują, wypierają. Nawet opinie typu „nie dajmy się zwariować”, „zachowajmy rozsądek” wydają mi się próbą zdeprecjonowania tej wiedzy. Pewnie psycholodzy, specjaliści od dysonansu poznawczego mieliby tu więcej do powiedzenia. Jeśli chodzi o mnie, to staram się wspierać miejscowych producentów, kupować rzeczy wyprodukowane w Polsce albo w Europie. Szukam też rzeczy używanych, uważam też, że „używki” – na przykład w roli prezentów – są demonizowane i że fajnie by było traktować takie przedmioty na równi z nowymi. No i zawsze zastanawiam się, czy rzeczywiście czegoś potrzebuję. Najczęściej okazuje się, że wcale nie.
Marta Sapała prowadzi bloga Nie kupuję tego

Nie kupuję tego, 5.0 out of 5 based on 11 ratings

Olga Szkolnicka jest autorką bloga Ekomania, czyli czemu tak a nie inaczej i tłumaczką języka czeskiego.