25.10
2019

“Sklepem pierwszego wyboru powinna być… własna lodówka”. Rozmowa o niemarnowaniu z Sylwią Majcher.


Niemarnowanie żywności zaczyna się przed wyjściem z domu, a sklepem pierwszego wyboru powinna być dla nas własna… lodówka. O największych wyzwaniach zero waste, potrzebie edukacji i sposobach na zarażanie pozytywnymi nawykami opowiada Sylwia Majcher – autorka książki „Wykorzystuję, nie marnuję. 52 wyzwania zero waste”. Zapraszamy do przeczytania rozmowy!

Ulica Ekologiczna: Sylwia, Twoja pierwsza książka była poświęcona gotowaniu w duchu zero waste. Jakimi zasadami należy się kierować, żeby gotować bez marnowania?

Sylwia Majcher: Najlepiej zacząć od zmiany perspektywy. Lodówkę traktować jako sklep pierwszego wyboru i tam szukać składników na obiad czy kolację, a nie wypełniać ją nadmiarem produktów, do czego mamy tendencje. Ponad połowa marnowanego w Polsce jedzenia wyrzucana jest w naszych domach. To widać w koszach na śmieci, gdzie trafia co trzecia torba przynoszona ze sklepu. Tymczasem intrygujące danie może powstać z kilku składników. Jeśli w lodówce mamy marchewkę, w szafce oliwę i kaszę oraz korzenne przyprawy możemy po 15 minutach mieć jesienny intensywny smakowo i odżywczo posiłek. Dobrze jest odczarować resztki i zmieniać je atrakcyjne wizerunkowo dania. Czerstwe pieczywo, a jego w naszych kubłach jest najwięcej może być bazą do kremowego brownie, chrupiącą posypką wmieszaną w makaron, potrafi też z sukcesem zagęścić zupę. Na warsztatach, jakie prowadzę zawsze namawiam do dawania szansy zmarszczonej pietruszce, zwiędłemu szczypiorkowi czy ciemnym bananom. Natura nie jest idealna, a my mamy skłonność do wybierania tylko doskonałych okazów. Niech częściej wnętrze się liczy, a nie pierwsze wrażenie, bo pod tymi zmarszczkami kryje się pyszny potencjał. Brytyjczycy szacują, że od 20 do nawet 40% warzyw i owoców nie trafia do sprzedaży ze względu na kiepski wygląd. To bezsensowna strata, którą swoimi wyborami możemy ograniczyć. I warto uświadomić sobie, że niemarnowanie zaczyna się przed wyjściem po zakupy. Gdy robimy je zgodnie z planem, według listy, zmniejszamy znacząco ryzyko kupienia niepotrzebnych rzeczy, na które potem w kuchni nie będzie pomysłu. A ten brak jest wśród najczęstszych powodów wyrzucania jedzenia.

W Twojej najnowszej książce sięgasz szerzej i proponujesz 52 wyzwania zero waste. Co Cię skłoniło do podjęcia tej tematyki?

SM: Czytelnicy pierwszej książki, tekstów, jakie piszę i uczestnicy szkoleń, które prowadzę. To od nich dostałam najwięcej pytań, wątpliwości, a także motywacji, żeby wyjść z kuchni i podzielić się patentami na niemarnowanie w innych okolicznościach. Przekonuję się nieustająco, jakie kolosalne znaczenie ma inspiracja. Potrafi zmobilizować do zmiany przyzwyczajeń, więc pozbierałam swoje doświadczenia, wzmocniłam je sugestiami i radami, tych, którzy w rozmaitych sprawach dobrze sobie radzą z niemarnowaniem i przygotowałam książkę, która ma skłaniać do refleksji i konkretnych działań dla dobra swojego i natury.

Dla kogo jest Twoja książka? Czy to pozycja dla początkujących, czy zaawansowanych? W czym pomoże czytelnikowi?

SM: Dla każdego, kto nie chce być świadkiem, ale też uczestnikiem dalszego rujnowania ziemi. Niby wiemy, że ekologiczne wybory nie są fanaberią skromnej grupy entuzjastów, tylko koniecznością dla nas wszystkich. Jeśli nic nie zrobimy w 2050 roku w oceanach i morzach będzie więcej plastiku niż ryb. Jednocześnie często mamy problem z tym, co zrobić, żeby posprzątać ten bałagan, jaki zafundowaliśmy planecie. I tu na pewno przyda się moja książka, bo rozwiązuje sporo wątpliwości i serwuje gotowe rozwiązania do wdrożenia przez każdego. To nie jest nachalny poradnik punktujący nasze błędy. Zależało mi, by był wsparciem w codziennych decyzjach, jakie podejmujemy – na zakupach, w podróży, pracy, na kolacji w restauracji, w czasie przedświątecznej gorączki. Chciałam pokazać, że często mniej, znaczy więcej. Przedstawiam bilans zysków, nie strat, bo często wydaje nam się, że poświęcenie naszego komfortu dla dobra środowiska jest ograniczeniem. Sporo tematów opisuję przez pryzmat twardych liczb i danych, bo potrafią być skutecznym katalizatorem zmiany. I mocno trzymam kciuki za każdą, nawet najdrobniejszą zmianę w życiu tych, którzy podjęli moje wyzwanie, by wykorzystywać, a nie marnować.

Nie wszystkie zmiany przychodzą nam łatwo. Które z 52 wyzwań były dla Ciebie największym wyzwaniem?

SM: Zdecydowanie kubeczek menstruacyjny. Dziś opowiadam o nim bez dyskomfortu, ale jeszcze 2 lata temu do głowy mi nie przyszło, że będę taką entuzjastką tego rozwiązania i będę dzielić się informacjami o nim bez dyskomfortu publicznie. Zdecydowałam się go przetestować wyłącznie z powodu książki, co zresztą w niej opisuję. Byłam pewna, że to jednorazowa przygoda, a tymczasem zakochałam się w nim absolutnie. I zarażam wciąż tym entuzjazmem inne dziewczyny. Na większości spotkań poświęconych zero waste w pewnym momencie jakoś naturalnie pojawia się ten temat i zawsze wzbudza emocje. Niedawno uczestniczyłam w ekologicznej debacie w jednej z wrocławskich kawiarni. Wśród publiczności były zarówno dziewczyny, jak i mężczyźni. Obecność chłopaków nie powstrzymała dyskusji w sprawie zalet i wad kubeczka. W pewnym momencie nawet przysłuchująca się rozmowie baristka zgłosiła się do odpowiedzi, w której przekonywała nas, że odkąd używa kubeczka jej życie zmieniło się absolutnie. I teraz ja ją doskonale rozumiem, ale opór miałam ogromny. Segregacja śmieci na 5 frakcji nie była dla mnie łatwa, ale znalazłam patent, którym podzieliłam się w książce. Porządek w szafie, czyli rozstanie z niepotrzebnymi obiektywnie i niezbędnymi emocjonalnie ubraniami też u mnie długo trwało. Przekonanie do kranówki to też był proces, który skończył się pomyślnie tak naprawdę dopiero wtedy, gdy realizując reportaż pojechałam do wodociągów i zobaczyłam na własne oczy, jak trwa proces oczyszczania wody.

Czy zero waste jest dla każdego? Co robić i jak zacząć, żeby się nie zniechęcić?

SM: Zalecałabym zero waste bez ciśnień. Nie każdy może być jak prekursorka tego ruchu Bea Johnson i produkować słoik śmieci rocznie. Ja nawet nie próbuję, nie mam takich aspiracji. Natomiast każdy może oczyścić swoją przestrzeń z nadmiaru, ograniczać bezsensowne zakupy, częściej wsiadać na rower niż do samochodu. To są drobne kroki, od których warto zacząć, żeby wytrwać. Ja stawiałam je najpierw w kuchni i gdy tam zobaczyłam, ile przestrzeni i komfortu daje mi niemarnowanie, ruszyłam dalej. W Wykorzystuje, nie marnuje już na samym początku psycholog Dorota Minta wspiera nas cenną wiedzą, o tym, jak nasze czynności zmieniać w nawyki i nie tracić motywacji, mimo porażek, które są naturalne. Myślę, ze Jej rady ułatwią podjęcie rozmaitych wyzwań.

Jak przyjmuje ten styl życia Twoja rodzina i jak reagują znajomi?

SM: Kilka dni temu, gdy wychodziłam z dziećmi do restauracji, moja 5 letnia córeczka zatrzymała mnie w drzwiach przypominając o zabraniu metalowych słomek. Nadia nie potrafi jeszcze pisać, więc przed pójściem z tatą na targ narysowała listę zakupów, a ta jej kreatywność w wybrnięciu z problemu mnie zaskoczyła. W domu jest nam łatwiej, bo dużo rozmawiamy, dzieci wiedzą, że plastikowe reklamówki ryby czy foki mylą z jedzeniem i duszą się nimi. Niektórzy znajomi z lekkością podłapują moje patenty i wkomponowują je w swoje życie, jestem dumna, gdy ktoś wraca do mnie z informacją, że po rozmowie ze mną zaczął pić kranówkę, robić pesto z liści rzodkiewki czy kupować kaszę na wagę. Kolekcjonuję takie świadectwa, bo dają najwięcej energii do działania. Tak, jak w książce nie jestem apodyktyczna i wymagająca od czytelników, tak samo w towarzyskich relacjach nikogo nie zmuszam do zmiany ani za jej brak nie krytykuję. Robię swoje i to przynosi efekty. W czasie jednego ze służbowych wyjazdów, jak zwykle miałam swój kubek na kawę, termos, siatkę na zakupy. Gdy po kilku dniach wróciłam do domu, koleżanka, z którą byłam, powiedziała mi, że te moje nawyki ją zawstydziły. Bo przecież Ona mogłaby tak samo zamawiać kawę do wielorazowego kubka, zapakować jedzenie na wynos do swojego pudełka, zminimalizować użycie plastiku poza domem. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że to jest takie łatwe i że od zmiana zależy tylko od niej.

Zmiany na poziomie konsumenta są bardzo ważne, ale równie istotne są ramy legislacyjne. Jakie systemowe zmiany są potrzebne w Polsce?

SM: Od września funkcjonuje już ustawa przeciwdziałaniu marnowaniu żywności, która między innymi mobilizuje duże sklepy do dzielenia się nadmiarem jedzenia. Za każdy kilogram wyrzuconej żywności market płaci 10 groszy kary. Ale to dopiero początek. Dobrze by było, gdyby te przepisy zaczęły także obowiązywać w mniejszych sklepach. Potrzebna jest edukacja w szkołach. Dzieci nie mają pojęcia, co jedzą, skąd bierze się żywność, jakie są koszty wyhodowania kilograma ziemniaków. Duńczycy zauważyli kilka lat temu, jak ważna jest ta wiedza i świadomość wśród najmłodszych. Między innymi dzięki jedzeniowej edukacji udało im się zmniejszyć skalę marnowania jedzenia 25%.We Francji restauracje, które wydają co najmniej 180 posiłków dziennie mają niezjedzone dania pakować gościom na wynos. To też warto wprowadzić w Polsce, bo mamy opór przed zabieraniem niedojedzonych porcji. Przydałby się też system kaucyjny w sprawie zwrotu butelek i opakowań. Polskie Stowarzyszenie Zero Waste przygotowało nawet petycję w tej sprawie i warto ją podpisać, by mieć realny wpływ na te zmianę.

Czy podzielisz się z Czytelnikami Ulicy Ekologicznej ulubionym przepisem na danie w duchu zero waste?

Z przyjemnością. Proponuję korzenne brownie z czerstwego pieczywa.

Brownie z czerstwego chleba

  • 500 g czerstwego chleba,
  • 1 l mleka – może być roślinne
  • sok z połowy pomarańczy
  • 4 łyżki siemienia lnianego,
  • 1, 5 szklanki daktyli,
  • 5 łyżek kakao,
  • 5 łyżek masła lub oleju
  • 2 łyżeczka przyprawy do piernika

Chleb pokroić w kostkę i zalać mlekiem. Siemię lniane zmielić. Do miski z nasiąkniętym chlebem dodać siemię, sok z pomarańczy, daktyle, rozpuszczony tłuszcz, przyprawę  i kakao. Całość zmiksować blenderem na gładką masę. Ciasto przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia i piec przez 40 minut w 180 stopniach.

Dziękujemy za rozmowę!


„Wykorzystuję, nie marnuję. 52 wyzwania zero waste” wyd. Buchmann, to druga książka autorstwa Sylwii Majcher. Książka dostępna jest w księgarniach od 16 października 2019 r, a Ulica Ekologiczna jest jej dumnym patronem!