10.07
2015

Natura ratunkowa potrzebna od zaraz!


Wstajesz o poranku. Codzienne rytuały na rozpęd, a potem droga do pracy. Mieszkasz w mieście, przybywasz ją w pośpiechu – nie wiem, czy podróżujesz środkami masowej lokomocji, czy własnym samochodem. A może rowerem? Na rolkach lub po prostu na własnych nogach? Ci, którzy mają już dzieci, po drodze pozostawią je w stosownych placówkach oświatowych. Potem praca, po pracy pospieszne zakupy, odebranie dzieci i wir domowych obowiązków. Nadchodzi wieczór, jakiś film w telewizji, sen. Czemu jesteśmy tak smutni?

forestsDeficyt zieleni w ciągu zapracowanego tygodnia po prostu nam umyka

Oczywiście schemat przedstawionego dnia to mocne uogólnienie, które jednak dotyczy większości tygodnia wielu z nas. Jesteśmy zagonieni, doba jest za krótka i brak nam czasu na to, co powinno być oczywiste – na relaks. Im zaś bardziej w naszych miastach przetrzebiona jest zieleń, tym mniej potrzebna w naszym rozumowaniu staje nam się ona do życia. Gdy myślimy: relaks, mamy często na myśli kino, uprawianie ulubionej dyscypliny sportu, wyjście z przyjaciółmi na drinka, albo po prostu wyciągnięcie się przed telewizorem. Deficyt zieleni i w ogóle przyrody w naszym życiu, po prostu nam umyka. Bardzo wiele tracimy.

treeNasza nostalgia za naturą znajduje wyraz w czytaniu wynurzeń tych, którzy opuścili miasto

Nostalgia za pierwotnym

A jednak coś czujemy. Masowy eksodus z centr na przedmieścia, gdzie ma się dla siebie choć kawałek ogródka, odzyskiwanie nieużytków na działki czy nawet zagospodarowywanie balkonów – to wszystko jest widomym znakiem tego, że jest w nas tęsknota za naturą. Nie ucisza jej jednorazowy wypad na wakacje. Okazuje się, że to nie tylko podparta efemerycznymi emocjami potrzeba. Nasz głód zieleni jest uzasadniony naukowo. Jest ona nam potrzebna dla zdrowia psychicznego – i potwierdziły to badania. Pracowałam w wielu różnych firmach szukając swojego miejsca na Ziemi, bezskutecznie. Pewnego dnia uświadomiłam sobie, że powielam po raz milionowy schemat życia, gdzie zarabianie i wydawanie to niekończący się rytuał.(…) Uwielbiam gotować (choć nie zawsze mi to wychodzi), pracować w ogrodzie i odkrywać sposoby na zachowanie równowagi pomiędzy domem, a światem przyrody. Kocham wszelkie oszczędne wynalazki, życie i przemijalność pór roku, a dziwnie uspakaja mnie patrzenie jak moje kury jedzą ziarno – pisze w swym blogu “Zielony Zagonek” Ewa Kozioł i dodaje jeszcze – Mieszkając całe dzieciństwo w bloku, później w Wielkiej Brytanii, podczas wakacji jeździłam na wieś, wolną i spokojną. Tam było pełno kur, dlatego ta stała się symbolem ucieczki od konsumpcjonizmu do wolności. W podobnym tonie wypowiada się Małgorzata Kaczmarczyk z “Ziołowej Wyspy”Ja i moja rodzina staliśmy się posiadaczami kilkuhektarowego gospodarstwa w Beskidzie Wyspowym.(…) Mam wrażenie, że tutaj nie trzeba żadnych atrakcji, bo największą jest ta, że można wreszcie poleniuchować i zauważyć siebie. (…) To jest moja ziołowa wyspa – wyspa akceptacji, spokoju i miłości. Miłości do natury, bliskich i siebie.  Rzesze czytających te teksty świadczą o tym, że harmonia i spokój, którymi dzielą się autorki dwóch wymienionych blogów, to zapotrzebowanie wielu, którzy na co dzień czują ich deficyt.

zbożeWyjeżdżający z miasta odczuwają to jako korzystne dla zdrowia psychicznego. Ci, którzy opuszczają wieś – odwrotnie.

 

Poziom obcowania z naturą wprost proporcjonalny do naszego samopoczucia

Rzecz zbadali brytyjscy naukowcy ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu w Exeter. Przez 5 lat obserwowali stan zdrowia osób, które przeniosły się do zielonych sąsiedztw. Wyniki były jednoznaczne: zdrowie psychiczne tych osób znacznie się poprawiło w stosunku do tego, na jakim było poziomie, gdy opuszczały miasto. I odwrotnie – badana grupa osób, które przeszły zamianę życia wiejskiego na miejskie, odczuły to negatywnie na swym zdrowiu psychicznym. By wykluczyć przypadkowość wyników badań, uwzględniono w nich informacje dotyczące ponad 1000 osób biorących udział w badaniu gospodarstw domowych na terenie Wielkiej Brytanii. Badanie to trwało przez całe 5 lat, podczas których przedstawiciele badanych grup odpowiadali na pytania dotyczące ogólnego stanu zdrowia, w tym zdrowia psychicznego. Oczywiście w badaniach uwzględniano jeszcze inne czynniki mogące wpływać na nastrój i nastawienie do życia poszczególnych osób. Wzięto zatem pod uwagę dochody, zatrudnienie i wykształcenie badanych. Dominujący jednak czynnik, związany z wpływem miejsca zamieszkania, wyraźnie determinował stan zdrowia psychicznego badanych. Co jednak istotne w przypadku mieszkańców miast, nie bez znaczenia było, w jakim miejscu miasta zamieszkiwali. Bliskość miejskich terenów zielonych wyraźnie podnosiła stan zdrowia psychicznego mieszkańców. Wyliczono nawet dokładnie, że mieszkańcy miast otoczeni zielenią. odczuwają poprawę jakości życia w stopniu zbliżonym do 1/3 poprawy związanej z posiadaniem małżonka i 1/10 poprawy wynikającej z posiadania pracy. 

wodaZbadano, że szczególnie terapeutycznie działa na nas ruch nad wodą – warto uwzględniać to w wolnych chwilach

Natura i ruch – wymarzony mariaż zbawienny dla zdrowia psychicznego

Jeszcze inni Brytyjczycy, Joe Barton oraz Jules Pretty z University of Essex w Colchester, przeprowadzili badania związane z wpływem aktywności fizycznej pośród zieleni na samopoczucie. W badaniu wzięło udział łącznie ponad 1200 osób w różnym wieku, o różnej płci i w różnym stanie psychicznym. Co się okazało? Niezależnie od wyboru aktywności fizycznej, czy to było wędrówki po górach czy rajdy rowerowe, łowienie ryb, pływanie na łódce, czy też prace w ogrodzie – wspólne było jedno: poświęcanie się im wiązało się z szybką poprawą samopoczucia związaną z poczuciem wzrostu własnej wartości. Okazywało się, że terapeutyczne działanie ruchu na łonie przyrody jest niemalże natychmiastowe: już pięć minut aktywności fizycznej pośród zieleni dawało efekty! A były one szczególnie uderzające w przypadku osób młodych oraz tych z zaburzeniami psychicznymi. Co ciekawe, były one uzależnione od obecności zbiornika wodnego – najwyraźniej widok wody działa na nas szczególnie krzepiąco. Uznano zatem, że miejscami szczególnie godnymi polecenia do aktywności fizycznej, są parki oraz ogrody, w których płynie rzeka, znajduje się jezioro lub też są one położone nad morzem. Ci z nas, którzy są nerwowi i żyją w stresie, powinni je mieć zapisywane niczym lek na receptę.

pineNatura i ruch – nawet jeżeli jest to powolny spacer – to zawsze korzystny mariaż

 

Co oznaczają wyniki brytyjskich badań?

Nie ma ty zbyt wielkiego pola do popisu, jeżeli chodzi o interpretację. Wnioski są oczywiste: podczas planowania przestrzennego miast, projektowania budynków mieszkalnych oraz biurowców, szczególny nacisk powinien być położony na zielone strefy odpoczynku. Nawet jeżeli korzyści dostrzegalne u jednostki zdają się być nieznaczne, biorąc pod uwagę całe społeczeństwo, skutki tak przemyślanego planowania mogą być nieocenione. Stworzenie większej ilości zielonych terenów w miastach, może okazać się po prostu zbawienne dla zdrowia publicznego.

Co to oznacza dla nas, jeżeli żyjemy w miastach, w których – jak to ostatnio pisaliśmy – “zieleń przeszkadza” (KLIK!)? Czy jesteśmy skazani na miejską depresję zwalczaną jedynie czytaniem cudzych wynurzeń? Niekoniecznie. Jak zwykle tam, gdzie zawodzi system, musimy wystąpić z własną inicjatywą i dla siebie samych zawalczyć o więcej przyrody w naszym życiu. Jak? Odwiedzając zbyt zapomniane parki, wyskakując na rower poza miasto, spędzając weekend na działce lub działając przez wiele godzin na własnym balkonie czy też walcząc o zielony dach. Nawet jeżeli po ciężkim dniu pracy, nie chce nam się ruszać już z domu.

Bo najtrudniejszy jest właśnie ten pierwszy ruch – potem pozostaje już czysta radość i spokojne poczucie szczęścia.

Gdzie ruszacie w ten weekend?

stonesDla zdrowia psychicznego społeczeństwa w miastach powinno być zielono


Ekoprowincjuszka, która ciągle uczy się czegoś nowego. Gdy się zmęczy, ucieka na rower albo do lasu.