26.04
2016

Tam, gdzie dachy brzęczą… – o miejskim pszczelarstwie opowiada Kamil Baj


Kamil Baj zapszczela Warszawę. Uznał, że pszczoły są niezwykle pożądanymi mieszkańcami stolicy i postanowił je do niej sprowadzić. Znalazł dla nich miejscówki i udało mu się przekonać większą ilość mieszkańców stolicy co do tego, że brzęczący mieszkańcy są w niej potrzebni. Jak do tego doszło i co się robi, by założyć na dachu pasiekę? – zapytaliśmy Kamila. Przeczytajcie, co odpowiedział, zwłaszcza jeżeli mieszkacie w innych miastach.

  • Jak zaczął się Pana bliski związek z pszczołami? Skąd taka pasja?

Zaczęło się 20 lat temu, gdy ojciec postawił pierwsze ule w rodzinnym gospodarstwie. Pszczelarstwo stało się moim hobby – często jeździłem często na wieś i pomagałem przy pszczołach. W 2013 r. zawładnęła mną idea sprowadzenia pszczół do miasta. Od tego czasu zająłem się już tylko pszczołami i obecnie poświęcam im 120% mojego czasu. Zaraziłem nawet tą pasją swą żonę!

  • Skąd wzięła się idea zapszczelania dachów? Jak Pan na to wpadł i jak zaczął realizować?

Pierwszy raz usłyszałem o tym przy okazji postawienia uli na hotelu Regents Park w 2011 roku. Wszcząłem poszukiwania internetowe, które przekonały mnie, że pszczoły w mieście to nie żadna nowość. W Paryżu pszczoły mieszkały na dachach już od lat 80-tych! Żonę i mnie tak to nakręciło, że założyliśmy Pszczelarium (KLIK!). Po to właśnie, by zakładać pasieki w mieście.

 

pszczelarze-fotAgnieszka i Kamil Bajowie – miejscy pszczelarze

 

  • Jakie były początki Waszej działalności?

Dość wyboiste! W Warszawie zderzyliśmy się od razu z prawem, bo hodowla pszczół była w praktyce zabroniona i można było dostać za to mandat. Pierwszą rzeczą do zrobienia było zatem zainicjowanie zmiany tego prawa, co stało się w 2014 r. Bardzo nam tu pomógł radny Maciej Wyszyński. Dzięki tej zmianie, już w 2014 roku właśnie, postawiliśmy swoje pierwsze ule na Mokotowie i w Śródmieściu.

  • Pszczoły miejskie – czy jest w nich coś szczególnego, co różni je od tych spoza miast?

Pszczoły w mieście to dokładnie takie same pszczoły jak te na wsi. Trzeba się nimi tylko nieco uważniej zajmować, by wyeliminować ryzyko tzw. rójki, czyli naturalnego podziału rodziny pszczelej. No i trzeba też zagwarantować ich łagodność!

  • To realne?

Tak, tylko pszczołom nie może niczego brakować. A po dwóch sezonach zapszczelania Warszawy mogę stwierdzić, że naszym podopiecznym jest tutaj naprawdę dobrze. Gdyby jeszcze nie koszono tak trawników do samej ziemi, to w mieście byłoby to, co na wsi już zanika: wspaniałe łąki. Tego trochę brakuje w Warszawie, ale i tak jest jeszcze na szczęście dość zielono. Pszczoły znajdują tu więc różnorodny pokarm.

 

IMG_0237Pszczoły gotowe do podróży na miejsca stałego pobytu

 

  • Jak praktycznie wybiera się dach do zapszczelenia?

Jest kilka kryteriów, którymi kierujemy się przy wyborze. Przede wszystkim musi być to miejsce bezpieczne dla ludzi. Po drugie, pszczołom też musi być w takim miejscu dobrze. To nie może być kryty papą, w 100% nasłoneczniony dach. Nie chodzi przecież o to, by uczynić pszczołom krzywdę! Ostatnim kryterium jest dostępność miejsca dla pszczelarza, bo wbrew romantycznemu stereotypowi, pszczelarzenie to ciężka fizycznie robota. Jeśli te kryteria są spełnione to można przywozić pszczoły.

  • A skąd pochodzą ule i roje, którymi zapszczelacie miasto? No i jak wygląda praktycznie wygląda taka operacja?

Dzięki ojcu, który ciągle prowadzi jeszcze rodzinną pasiekę pod Warszawą, nie brak nam młodych rodzin gotowych do przeprowadzki do miasta. Przywozimy je późnym wieczorem lub wcześnie rano. Pojawiamy się na miejscu i wyładowujemy ule pełne pszczół z samochodu.

  • W swych działaniach Pszczelarium jest wspierane przez władze miasta. Jaki jest jednak odbiór Waszej inicjatywy przez zwykłych ludzi, gdy dowiadują się, że na dachu budynku, w którym pracują, żyją, zamieszkają pszczoły? Czy może boją się, mają opory?

Trzy lata temu byłem przygotowany na większy opór. Pozytywnie mnie zaskoczyło, jak przychylnie ludzie traktują moje działania. Mają zaufanie, bo wiedzą, że mam spore doświadczenie pszczelarskie i widzą, że jako Pszczelarium działamy w pełni profesjonalnie. Ale dodajmy też, że nie pchamy się z ulami wszędzie. Jeżeli w sprzyjającym miejscu, po przedstawieniu argumentów za i rzetelnego uświadomienia ryzyk, ciągle pojawiają się obawy mieszkańców, po prostu nie stawiamy uli.

  • A co z miodem uzyskanym z miejskich uli? Jest w jakimś stopniu mniej wartościowy, skoro pozyskiwany w miejscach potencjalnie bardziej zanieczyszczonych?

To jest niezwykły miód, bo nie dość, że o smaku osiągalnym tylko w mieście, to jeszcze niesamowicie czysty! Potwierdziliśmy to nawet badaniami w Państwowym Zakładzie Higieny w 2014 r.

  • Bez zanieczyszczeń, choć – nie ukrywajmy – ze średnio czystego miasta? Jak to możliwe?

W miodzie nie ma zanieczyszczeń, bo pszczoła jest wyczulona na wszelkie zatrucia pokarmu. Albo nie pobierze takiego nektaru, albo w procesie przerabiania nektaru na miód, kilkanaście razy go odfiltrowuje. Pamiętajmy, że pszczoła miodem karmi larwy, więc nie może sobie pozwolić, żeby były w nim jakieś szkodliwe poziomy trujących substancji. I to się potwierdza na całym świecie, np. w Danii. Poza tym w miastach nie ma rolniczej chemii, która jest bolączką tradycyjnego pszczelarstwa.

 

1Testy dachowego ula w okolicach Warszawy

 

  • Jaki jest Pana cel na ten rok, jakie w dalszej perspektywie?

Tego pozwolę sobie nie zdradzać. Zainteresowanych wieściami zachęcam odwiedzania  naszej strony na Facebooku: KLIK! Bardzo dużo się dzieje i powoli wychodzimy nawet poza Warszawę. Chcielibyśmy mieć pasieki w każdym większym mieście w Polsce.

  • Właśnie, inne miasta… Co poradziłby Pan mieszkańcom innych miast, którzy chcieliby mieć na swych dachach ule?

Hm, już wkrótce być może będę mógł nie tylko doradzać, ale założyć im pasiekę. Ale każdemu polecam przede wszystkim zwrócenie uwagi na to co się dzieje dookoła. Jeśli wspólnota kosi trawę co 3 tygodnie do samej ziemi, to zaproponujmy zmianę tego zwyczaju: kośmy dużo rzadziej – 2-3 razy do roku. Będzie taniej, zmniejszy się erozja gleby a więc zapylenie, a zwiększy wilgotność. No i da to możliwość zakwitnięcia roślinom, bo będzie sprzyjało wszystkim owadom – nie tylko pszczołom. Każdy może też zajrzeć w miejscowy Regulamin utrzymania porządku, tam najczęściej znajdują się niekorzystne dla pszczół przepisy. Jak się okazało w Warszawie, zmiany są w naszej mocy.

  • Wiadomość o planach rozszerzenia Twej działalności to rewelacja! Nie tylko Warszawie przecież potrzebni są miejscy zapylacze. Bardzo cenny jest też walor edukacyjny tej działalności. Tam, gdzie brzęczą dachy, pszczoły nie będą mylone z osami i traktowane wrogo. Nic cenniejszego w realiach, gdy pszczołom grozi wyginięcie! Dziękujemy za rozmowę i dobre wieści. 

 

 

Wszystkie zdjęcia w tekście: Pszczelarium, zdjęcie główne: pasieka miejska w Londynie: KLIK!


Ekoprowincjuszka, która ciągle uczy się czegoś nowego. Gdy się zmęczy, ucieka na rower albo do lasu.