10.02
2016

7 ekozachowań uznanych za obciachowe


Bycie eko jest trendy? Tak, oczywiście. Bycie eko jest poprawne politycznie? Jak najbardziej. Ale czy bycie eko czyni akceptowalnym towarzysko? O, tu zaczynają się schody.

Już nie mówię o różnych problemach związanych z ewentualnym wyborem diety wege. To osobny, wiele razy omawiany temat. Ale przyjrzyjmy się innym okazjom do wzbudzenia co najmniej… kontrowersji? oporów? W najłagodniejszym wydaniu jest to zdumienie.

Przykłady? Ot, wyjście do kawiarni choćby. Nie słodzę, nie wlewam śmietanki – nie potrzebuję więc łyżeczki do mieszania i spodeczka do jej odłożenia. Nie biorę spodeczka, bo go nie potrzebuję. Po co go brudzić i w ten sposób przykładać swej działki do zużycia wody w lokalu? Dbam też o oszczędność prądu, dbam po prostu o szeroko rozumianą ekologię.

keep_calm_and_trust_your_ecologist_shirts-rb4f7407ea342477ea7cf022fdda4de3c_jg95v_324

I cóż? Budzi to zdumienie i opory. Ale to nie koniec!

  • Jednorazowe butelki wielorazowe –  Piję dużo wody, co tu kryć. Po pierwsze, zbankrutowałabym kupując mineralną. Po drugie – mnożenie plastiku, by napić się tego, co płynie w kranie? Co dzień rano do butelki po mineralnej nalewam sobie kranówkę i udaję się do pracy. W razie potrzeby tam ją uzupełniam. I znów obciach!
  • Tylko kawa?  Tak, czasem trafiam do sztandarowego fast-foodowego lokalu o znanej nazwie. Zwykle ograniczam się tam do wypicia kawy. Pracownicy oferują mi jednak wraz z nią cały pakiet: taca, na tacy ulotka z aktualną ofertą, cukry, mieszadełka… Po co mi ta taca? I ta ulotka, która za parę minut wyląduje w koszu? Nie dziękuję, nie biorę! Obsługa patrzy na mnie w zdumieniu i pewnie osądza jako osobę nieobytą. Cóż.
  • Problemy z łyżeczką – Chodzi o te plastikowe łyżeczki, które dodawane są do lodów czy innych deserów. Nie wyrzucam ich, zabieram ze sobą i zawsze mam jedną w torebce. Przydają się bardzo, gdy jestem w podróży lub na dłuższych zakupach i chcę zjeść np. serek.  Zgadnijcie, czy nie wzbudzam zdumienia, gdy odmawiam wzięcia łyżeczki serwowanej mi przy kolejnych lodach i wyciągam z torebki własną – wielorazową.
  • Świeże bułeczki – tak, świeża reklamówka – nie! Pół biedy, jeżeli już taką dziwaczkę, co wyjmuje swą reklamówkę, kojarzą w sklepie. Ale w nowym miejscu? Zdumieniom, a nawet wzruszeniom ramion, nie ma końca!
  • Kawiarnie i samoloty – Czasem do małej kawki dostajemy wielką serwetę, czasem taką samą dodają w samolocie do serwowanej szklaneczki wody też dodają serwetkę. Zabieram  te chusteczki i serwetki i co tam jeszcze – po co ma trafić w kosz? Wszyscy spoglądają z niesmakiem wobec jawności tak “małostkowego” zachowania.
  • Hotele – Tak, zabieram stamtąd niewykorzystane szamponiki, żele, mydełka itd. Nie wypada? Czyżby? W wielu hotelach obowiązują zasady dotyczące higieny, które nakazują wyrzucenie nawet nieotwartych kosmetyków – a nóż widelec, ktoś tam jednak czegoś dolał? W praktyce oznacza to, że pozostawione w pokoju minikosmetyki trafią na śmietnik. Zabrane posłużą, mogą się przydać na inny wyjazd – ot, szybkie mycie głowy w samolocie chociażby. Nie chcecie myć nimi głowy? Umyjcie ręce, nie zawsze jest czym.
  • Obficie załadowany w restauracji talerz? Tak, często po prostu niemożliwe jest opróżnić go do końca. I cóż? Wyrzucą to do kosza, gdy elegancko nie dojem? Tak, potem otwieramy szeroko oczy nad statystykami, które mówią ile ton jedzenia ląduje w koszach. Oczywiście, że ja proszę o zapakowanie tego, czego nie zjadłam. Bo nie zgadzam się z tym, że obowiązująca jest kultura marnotrawstwa?

A tak poza wszystkim – moja mama może potwierdzić, że jestem dobrze wychowana. I umiem się zachować w towarzystwie. Naprawdę!

 

Was też czasami uderzają paradoksalne aspekty wyboru drogi eko? Zajrzyjcie koniecznie ma mój blog: KLIK! – lubię przyglądać się sprawom z wielu stron.


Dziennikarka, marketingowiec, PR-owiec i specjalista ds. reklamy; autorka Eco Economy Blog - http://www.ecoeconomy.pl, lifestyle’owego bloga, gdzie pisze o zdrowym stylu życia, fitnessie oraz ekologii.