13.12
2015

“Ekożona”, czyli dlaczego ekologii po drodze z feminizmem


Czy przeczytam “Ekożonę”? Jasne, że przeczytam! Po pierwsze czeski humor – uwielbiam. Po drugie – ekożona… no, to przecież ja! Po trzecie – Michal Viewegh to przecież autor “Wychowania dziewcząt w Czechach”, za którego adaptacją przepadam. Po czwarte, piąte i szóste – wszystkie zapowiedzi przykuwały uwagę. Przeczytałam zatem. A w zasadzie pochłonęłam, cały czas myśląc intensywnie: w zasadzie na kogo to satyra?

Ona i on. I ta trzecia. Bo jest ta trzecia. Tak, to trójkąt, choć nie węszcie za pikantnymi scenami, nic tu nie jest oczywiste. Poza tym, że trójkąt, jak to zwykle bywa, to niezbyt szczęśliwa figura dla związku. Ale po kolei.

Bohaterowie dramatu

Ona – Hedvika, tytułowa ekożona, to poślubiona przez starszego od siebie pisarza  skromna bibliotekarka z przedmieścia. On to ów pisarz, poczytny człowiek sukcesu, który przeszedłszy już porcję burz w pierwszym małżeństwie, marzy o “tradycyjnej żonie”, którą ucieszy domek z ogrodem i dwójka dzieci, a poza tym skupi się na pielęgnowaniu związku. No i ta trzecia. Doula, ale nie tylko. Mieniąca się jako La Loba, biegnąca z wilkami i uosobienie kobiety-staruchy, duchowa przewodniczka Hedviki i zjadliwa narratorka. To jej oczami oglądamy rozpad małżeństwa. Wszyscy grają kogoś, kim nie są. Ale co ma do tego ekologia?

Rozwój duchowy Hedviki

Kto wsadził ją do tego emancypacyjnego pociągu ekspresowego, którym dojechała aż do ręcznie szytych podpasek, ekopasztetów sojowych, zapalenia cudzych piersi, ezoteryki, odnawiania tradycji celtyckich, działalności charytatywnej i innych tego typu obrzydliwości? Kto odebrał jej niewinność? – pyta z rozpaczą Mojmir. Bo to właśnie jest przyczyną dramatu: skromna bibliotekarka ewoluuje, a słynny pisarz na to się nie pisał.

Wszystko zaczyna się od owego domku dla idealnej żony, którą zdawała się być Hedvika. A dokładnie od osoby Architekta, który jest wyznawcą filozofii Wschodu i zwolennikiem zasady feng shui w urządzaniu domu. Mojmir nie może sobie wybaczyć, że feralnie zabrał żonę na spotkanie z nim i pozwolił na zaszczepienie w niej bakcyla samorealizacji. Jej kolejne etapy będą składać się na wielką ucieczkę Hedviki od meritum, którym miał być on sam, Mojmir.

Bo potem przychodzi czas urządzania ogrodu i mrocznego wpływu Ogrodnika, który jest zielarzem i zwolennikiem permakultury. A gdy rodzi się owa planowana dwójka dzieci, w życiu młodego małżeństwa pojawia się doula. I już nigdy nie będzie bliskości między nimi dwojgiem.

okladka _EKOZONA

Taniec na fałszywą nutę

Nie jestem jasnowidzką, ale jestem tą, która wie. Żyję z wami, w was. (…) Jestem waszą naturą, waszą zapomnianą dzikością, waszym pierwotnym kobiecym instynktem. Mam pięćdziesiąt pięć i dwa miliony lat. (…) Czy zauważyłyście, drogie siostry, jak wielką przyjemność sprawia wam kąpiel i jak lubicie dotykać palcami wilgotnej gliny w swoim ogrodzie? Poszukujecie mnie. Mojego spokoju i mojej mądrości.

Doula – ta, która ma towarzyszyć matce w porodzie i w połogu, nie położna, ale wspierająca przewodniczka, która umożliwi matce, dziecku i ojcu piękne rozpoczęcie swej wspólnej drogi. Bo nigdzie się nie zakłada, że obecność douli ma wyrugować ojca z jego miejsca przy boku matki i dziecka. Ale w przypadku Hedviki i Mojmira jest inaczej. Bo doula swej roli nie ogranicza jedynie do wsparcia w chwili nowego początku. Ona ją wykorzystuje, by zająć miejsce u boku Hedviki już na zawsze, a potem usankcjonować je i bronić tej stałości przed buntującym się Mojmirem, a później nie tylko przed nim.

Nie byłoby to możliwe, gdyby nie fałsz dwojga głównych bohaterów dramatu. Hedvika grała kogoś, kim nie była już na wstępie. Czy kiedykolwiek naprawdę była zakochana w podstarzałym i mało wyrafinowanym pisarzu Mojmirze? Raczej chyba tylko w możliwościach, które stwarzał związek z nim. Z nich dwojga, raczej to jego uczucie budzi mniejszą wątpliwość – przecież ciągle spełnia kolejne życzenia swej żony. Powstaje jednak pytanie, co było celem ulegania tym zachciankom? Czy nie rojenia, że Hedvika w końcu poczuje satysfakcję i powróci do idealnego początku, czyli do dopieszczania centrum świata – jego, Mojmira? Tak, to w ten sposób właśnie Mojmir pojmuje prawdziwe uczucie.

A mieniąca się La Lobą i biegnącą z wilkami doula? Tak naprawdę jest samotną rozwódką, która przeczytała odpowiednie książki i trafiła z wiedzą na ich temat na podatny grunt poszukującego umysłu Hedviki. Zręcznie ją zatem urabia wykorzystując rozdźwięk, który był już u zarania jej małżeństwa. Stwarza młodej kobiecie pretekst i otwiera przed nią kolejne możliwości oddalenia się od męża pod pozorem zajęcia się sprawami koniecznymi dla rozwoju jej samej, a potem jej dzieci, wreszcie – lokalnej społeczności. Cały czas musi zręcznie balansować, bo jeżeli jej pozycji już nie może zagrozić Mojmir, może to uczynić kolejna osoba, którą Hedvika uzna za autorytet. Tak, nawet ona musi pogodzić się, że nadchodzi czas Lidii z Ekoklubem, a potem Svetany z edukacją domową. Ale ona dotrzymuje Hedvice kroku, Mojmir staje się tylko ironicznie komentującym sponsorem kolejnych dziedzin działalności swej żony. Dlatego doula nie opuszcza boku Hedviki, a Mojmir spada na coraz niższe miejsce w kręgu jej zainteresowań.

Od naturalnego macierzyństwa do ekofeminizmu droga niedaleka

Czy samorozwój Hedviki musiałby oznaczać krach jej małżeństwa z Mojmirem? Niekoniecznie. Być może nigdy też nie wślizgnęłaby się pomiędzy nich podstępna doula. Wystarczyłoby zapewne zaangażowanie się w rolę rodzica, ale tu Mojmir miał inne założenie: sprawa miała nie utrudniać specjalnie życia.

Hedvika wchodzi zaś w naturalne rodzicielstwo, a wraz z nim odkrywa odwieczny związek kobiety z naturą i rolę kobiecych więzi w utrzymywaniu łączności z tym, co naturalne. Wszak to mężczyznom przypisywano przez wieki pierwiastek duchowej wyższości, dając im w ten sposób prymat nad cielesnymi, przyziemnymi kobietami. Powrót do tradycji pierwotnej bliskości z naturą stanowi więc tryumf wyzwolonej kobiecości, która od wieków była z nią wiązana. I tu następuje miejsce na ekofeminizm jako sprzeciw wobec patriarchalnego porządku świata, którego ofiarą padała również natura. Następuje przy tym renesans tradycyjnego modelu życia wspólnotowego, zorganizowanego wokół ekowiosek i powrót do dzikości jako jednej z dróg do poznania natury kobiety.

Nic dziwnego zatem, że kolejne odkrycia Hedviki coraz bardziej rugują z jej życia opornego na zmiany Mojmira. W książce zresztą nie tylko Hedvika opuszcza swego mężczyznę, czyni tak i diaboliczna doula, i wspomniana już Lidia, założycielka Ekoklubu. Dla niego Mojmira ekologia w życiu żony jest równoznaczna z wojującym feminizmem, za którego ofiarę zresztą uznaje zmarłego męża Lidii.

Ekofeminizm dla klimatu – realizacja w praktyce

Z kogo szydzi autor?

Czy książkę Michala Viewegha należy zatem czytać jako przestrogę dla mężczyzn: lękajcie się zafascynowanych ekologią feministek? Byłoby to znaczne uproszczenie. Całość zaś dowodzi, że autor ma świetną wiedzę na temat materii, którą się zajmuje i raczej nie popełniłby takiego uchybienia. Nie wątpię, że podobnie jak ja, zna całą masę świetnie funkcjonujących ze swymi mężczyznami ekologicznie świadomych feministek.

Satyra uderza raczej w fałsz, który charakteryzuje całą trójkę głównych bohaterów. Chichot autora w finale utwierdza mnie zaś w przekonaniu, że warto czekać na “Ekomęża”, gdzie – mam nadzieję – rozwieją się na ten temat wszelkie wątpliwości. Liczę, że Stara Szkoła nie każe czekać nam długo na tę pozycję. “Ekożonę” podczytywał mi nad ramieniem mąż. Na “Ekomęża” czeka już więc u nas dwoje pełnych niedosytu czytelników.


Ekoprowincjuszka, która ciągle uczy się czegoś nowego. Gdy się zmęczy, ucieka na rower albo do lasu.