29.04
2015

Etykiety kosmetyków – wcale nie takie oczywiste!


Oczywiście wiemy, że parabeny w kosmetykach to składnik niepożądany. Dlatego znajdujący się na opakowaniu napis o braku zawartości tych szkodliwych konserwantów zwykle nas uspokaja. Ale czy poza tym rozumiemy wszelkie oznaczenia znajdujące się np. na naszym ulubionym kremie? Dziś przyjrzyjmy się temu, co kryją w sobie etykiety kosmetyków.

clochee kosmetyki naturlane - czytaj etykiety

Jak rozpoznawać w składnikach kosmetyków syntetyczne konserwanty?

Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Bythylparaben, Izobuthylparaben, Benzylparaben, Isopropylparaben, Butylparaben – to te substancje, które zagrażają nam uczuleniami oraz negatywnie wpływają na system hormonalny, przenikając łatwo do węzłów chłonnych w okolicach pachwin, klatki piersiowej oraz szyi. Warto zatem unikać wszystkich składników zakończonych końcówką paraben!

Niebezpieczna lanolina?

Ten wosk, otrzymywany z owczej wełny, może uczulać – przy czym ogniska zapalne tych uczuleń zwykle zlokalizowane na twarzy oraz na szyi i rękach.

Unikajmy parafiny!

Parafina to pochodna ropy naftowej. Do dziś niektóre z matek na forach internetowych polecają sobie do pielęgnacji dzieci specyfik, który blokuje oddychanie skóry i odkłada się w organizmie, niepotrafiącym go rozłożyć. Magazynuje się w bardzo ważnych narządach wewnętrznych, m.in. w wątrobie, nerkach czy węzłach chłonnych. Paraffinum Liquidum, Paraffin, Synthetic Wax, Isoparaffin, Paraffin Oil – te nazwy pośród składników kosmetyków niech będą dla nas ostrzeżeniem.

Wazelina – też niezalecana

Jako jeden z olejów mineralnych, wazelina obarcza nasz organizm wszystkim, co jest szkodliwe w działaniu ropopochodnych składników. Vaseline, Petrolatum – tych składników nie powinno być na etykietach kosmetyków naprawdę bezpiecznych.

Oleje silikonowe – czy naprawdę warto?

Bez ich obecności w kremie lub bazie pod makijaż podobno nie uzyska się efektu pełnej gładkości skóry. Twierdzenie to może to zadziwiać wobec bogactwa substancji naturalnych, które gwarantują taki właśnie efekt. Jeżeli wobec tego zrezygnujemy z olejów silikonowych, unikniemy zarazem gromadzenia się w naszej skórze tych polimerów opartych na organicznym krzemie, co zniweluje jej podrażnienia. Widząc zatem na etykietach takie składniki jak: dimethicone 350, …siloxane, …silanol, methyl silicone – zachowajmy rezerwę!

Oleje mineralne – czerwony alarm!

To kolejne produkty destylacji ropy naftowej, które stosuje się w tradycyjnych kosmetykach. Mają one stanowić wypełniacz kosmetyku, zwiększyć jego objętość w opakowaniu. Firma kosmetyczna oszczędza. A ci, którzy stosują dany specyfik? Wprowadzony do organizmu olej mineralny działa jak ciało obce, ponieważ nie może zostać on rozłożony na przyswajalne czynniki ani też wydalony. W efekcie substancje te odkładają się w wątrobie, nerkach i węzłach chłonnych. W 1995 roku Światowa Organizacja Zdrowia przypisała niektórym substancjom „dzienną dawkę możliwą do przyjęcia”. Oleje mineralne nie powinny być wchłaniane przez nasz organizm w dawce większej jak 0,01 miligrama na kg masy ciała. Wielokrotne używanie podczas całego dnia zawierających je pomadek lub balsamów do ust, może zaowocować szybkim przekroczeniem tych wartości. Mineral Oil, Paraffinum Liquidum, Petrolatum, Vaselinum flavum, Paraffin Oil, Cera Microcristallina – etykiety z takimi składnikami będą oznaczały, że kosmetyk w opakowaniu, na którym się znajdują, nie jest bezpieczny.

SLS (Sodium Lauryl Sulfate) oraz SLES (Sodium Laureth Sulfate) – jest piana, ale…

To rzeczywiście składniki znajdujące się w proszkach do prania, szamponach i mydłach. Jesteśmy przyzwyczajeni do pienienia się tych kosmetyków, cenimy też wartości czyszczące i odtłuszczające, które zawdzięczamy zawartości SLS oraz SLES. A jednak dajemy się oszukać. SLS oraz SLES tylko pozornie czyszczą. W rzeczywistości naruszają warstwę lipidową skóry, a w efekcie tego – przesuszają. Jeżeli mamy cerę trądzikową, problemy z nią zwiększą się, ponieważ zareaguje ona nadmiernym przetłuszczeniem skóry, która będzie się bronić wydzielając łój. Otrzymamy zatem skutek odwrotny do zamierzonego. Łupież, alergie – to też efekty SLS oraz SLES w kosmetykach.

substancje niepożądane w kosmetykach naturalnych

Glikole polietylenowe (PEG) i glikole polipropylenowe (PPG) – uwaga!

Glikole polietylenowe (PEG) i glikole polipropylenowe (PPG) są używane w kosmetykach głównie jako emulgatory, rozpuszczalniki i środki zwiększające lepkość. Już samo poznanie etapu ich produkcji napawa dystansem wobec tych substancji: dla ich wytworzenia używa się szkodliwego gazu Ethylenoxid, który nie tylko uznawany jest za substancję rakotwórczą oraz uszkadzającą strukturę genetyczną komórek. Dostają się one do organizmu szczególnie łatwo wtedy, gdy łączy się je z innymi szkodliwymi substancjami, np. zapachowymi. Zagrażające poważnie zdrowiu PEG oraz PPG znajdziemy na etykietach oznaczone w wieloraki sposób: Acrylates/Steareth-20 Methacrylate Copolymer, Aluminium Chlorochydrate, Aluminium Chlorochydrex, Ammonium Laureth Sulfate, Ceteareth, Ceteth-1, -20, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Glycereth-7, Glycereth-7 Benzoate, Glycereth-5 Lactate itp.., Laureth-2, -3, -4, -7, itp., Lauryl Methyl Gluceth-10 Hydroxypropyldimonium Chloride, Magnesium Laureth Sulfate, Magnesium Laureth-8 Sulfate, Magnesium Oleth Sulfate, Methyl Gluceth-10 i -20, Myreth-4, Myreth-3 Myristate, Oleth-4, Oleth-3 Phosphate, Poloxamer 124, 184, 188, 407, Poloxamine, Sodium Myreth Sulfate, Steareth-2, -21 i inne liczby, Trideceth-12 i inne liczby, Triceteareth-4 Phosphate, Trilaureth-4 Phosphate. Ponieważ nie sposób tego wszystkiego zapamiętać, bądźmy po prostu ostrożni w przypadku składników, których nazwy posiadają przedrostek PEG PPG oraz końcówkę -eth.

Glikole propylenowe – wysuszenie, podrażnienia, niebezpieczeństwo!

To również pochodne ropy naftowej, które stosowane są ze względy na swe silne właściwości higroskopijne, zapobiegają wysychaniu kosmetyków i utracie wilgoci przez skórę. Poza tym działaniem stanowią również dobry i tani rozpuszczalnik dla niektórych składników zawartych w kosmetykach. A jednak paradoksalnie – skóra nie zawsze dobrze je toleruje, ponieważ potrafią wysuszać i i podrażniać gruczoły łojowe wywołując stan zapalny. Ich przedostanie się do oczu to zapowiedź kłopotów; można się spodziewać zapalenia gałki ocznej i spojówek.  Zaś wdychanie podczas używania kosmetyku z aerozolem zagraża nabłonkowi układu oddechowego. Propylene Glycol, PG, Xylene Glycol – to zatem nazwy składników, które powinny nas zniechęcać do wybrania kosmetyku.

Chemiczne filtry słoneczne – to nie atut!

Wiele kosmetyków posiada etykiety, na których zawartość filtrów UV jest podana jako atut produktu. Trudno chyba jednak uznać za zaletę fakt, że w efekcie ich działania możemy spodziewać się podrażnień skóry, przez którą przenikają. Są podejrzewane również o to, że mogą działać na nasz organizm jak hormony. Z ich użyciem wiąże się również zagrożenie alergiami i fotouczuleniem – jest to wynikiem możliwego rozpadu filtrów pod wpływem światła i ciepła. Zatem zawartość UVA, UVB? Niekoniecznie… Co w takim razie w zmian? My radzimy skłonić się w stronę naturalnych filtrów, takich jak tlenek cynku (Zincoxide) i dwutlenek tytanu (Titanium Dioxide).

Syntetyczne kompozycje zapachowe – kosmetyk nie zawsze musi pachnieć…

… choć być może milej używa się nam produktów o miłej linii zapachowej. Niestety, kosmetyki bardzo często zawdzięczają ją związkom moszusowym (czyli syntetycznemu piżmu). Te łatwe i tanie w produkcji zamienniki produktów naturalnych mogą działać jak hormony! Jeżeli zaś wybierzemy ulubiony pachnący kosmetyk, któremu będziemy wierni, a on będzie się składał m.in. z Tonalinde w niebezpieczeństwie może się znaleźć nasza wątroba. Bo właśnie Tonalide (AHTN) oraz Galaxolide (HHCB) – to kolejne składniki, których należy unikać. A jeżeli ktoś naprawdę kocha pachnące kosmetyki? Sama natura daje nam wiele niesamowitych zapachów, z których korzystają producenci kosmetyków naturalnych. Pozyskanie naturalnego zapachu jest o wiele trudniejsze, co przekłada się na wyższą cenę. Dla zdrowia jednak naprawdę warto!

Syntetyczne barwniki – kolor jest ładny, tylko za jaką cenę?

Te najgroźniejsze zostały już zakazane przez Unię Europejską z racji ich szkodliwości. Czemu wybieramy kolorowe kosmetyki, gdy nie służą makijażowi? Jeżeli żel pod prysznic jest zielony czy niebieski – ulegamy sugestii, że po umyciu poczujemy się świeżo. Producenci o tym wiedzą i stosują sztuczne barwniki, mimo że uwalniają one aminy aromatyczne i wykazują działania drażniące. Barwniki – niestety, zarówno te bezpieczne, naturalne, jak i te toksyczne, oznaczane są za pomocą liter CI oraz numeru. Warto zatem po prostu ufać sprawdzonym firmom, które sięgają po barwniki zaczerpnięte z natury, takie jak stosowane od lat betakaroten, czy karmel.

Karbomery

To substancje zagęszczające kosmetyki, stabilizatory. Znajdziemy je w kremach, żelach do mycia twarzy, balsamach i mleczkach. I używając zawierające je kosmetyki, narazimy się na możliwość wystąpienia stanu zapalnego skóry – wystąpi świąd, a nim pokrzywka. Na etykietach oznaczone są one jako: Carbomer 934, 940, 941, 960, 961.

Tę przytłaczającą listę szkodliwych substancji przygotowaliśmy we współpracy z producentem kosmetyków Clochee. Zapamiętanie wszystkich oznaczeń wydaje się nierealne? Wczytywanie się w etykiety – męczące? Niestety. W przemyśle kosmetycznym, z którym mamy do czynienia nieuchronnie i my, i nasi bliscy, czai się wiele pułapek. Zastawione są w imię tego, by w jak najtańszy i najkorzystniejszy dla producenta sposób sprzedać produkt, który klienta zadowoli. Przynajmniej przy pierwszym wrażeniu.

A co ma wspólnego Clochee ze szkodliwymi składnikami kosmetyków? Nic. Wszystkie wymienione w poniższym tekście substancje zostały usunięte z produktów firmowanych marką. Warto szukać na sklepowych półkach kosmetyków przygotowanych przez producentów, którzy stawiają na dobre i zdrowe dla nas rozwiązania.