17.06
2016

Podkład mineralny idealny na wakacje – test produktu


Gdy poinformowałam redakcję, że będę testować ekopodkład do twarzy, zapanowała konsternacja. „Ale jak to, podkład w lecie?”. Cóż, należę do grona kobiet, uznających podkład za swój podstawowy kosmetyk, gdyż tego wymaga moja wrażliwa, często zaczerwieniona cera i jej spore przebarwienia. Mogę nie malować oczu, nie używać wody toaletowej, ale podkład mam na twarzy codziennie. I to właśnie lato jest okresem, kiedy użyty podkład w pełni ukazuje swoje mocne (lub słabe) strony.

Od lat w obszarze make-up jestem wierna kosmetykom mineralnym, gdyż są to jedyne podkłady, które potrafią sprostać moim wygórowanym wymaganiom. Dlaczego akurat mineralne?

Po pierwsze i najważniejsze, są naturalne i bardzo delikatne, nie zawierają żadnych sztucznych składników, konserwantów, substancji zapachowych itp. Składają się bowiem w głównej mierze z proszków pozyskanych z występujących w środowisku minerałów. Unikam więc podrażniania lub zapychania mojej wrażliwej cery.

Po drugie, są trwałe i idealnie stapiają się ze skórą. Mają ogromną paletę barw, są wodoodporne i żadne upały im nie straszne – pozostają na twarzy do wieczora. A po trzecie, co jest dla mnie również bardzo ważne, dają dużą możliwość stopniowania krycia, dzięki czemu mogę nałożyć więcej warstw w miejscach potrzebujących kamuflażu, a mniej tam, gdzie chcę tylko wyrównać koloryt cery. W efekcie podkłady mineralne to dla mnie kosmetyki niemal idealne. I choć czasem z ciekawości sięgam po nowinki drogeryjne, szybko wracam do minerałów, bo nie znalazłam jeszcze fluidu, który dawałby mi to, co dają minerały.

13479346_10210001704582950_803335281_n

Jakiś minus? Ja do tego przywykłam, ale dla wielu kobiet to wyzwanie – sposób aplikacji. Otóż mineralne podkłady występują głównie w postaci proszku i wymagają użycia pędzla. Nie dla każdego jest to wygodne. Dlatego z ogromną ciekawością otworzyłam słoiczek od RMS Beauty, który zawiera podkład mineralny w kremowej formie: KLIK! Taką konsystencję uzyskano dzięki dodaniu do proszków mineralnych mieszanki organicznych olei i maseł. m.in. oleju jojoba i kokosowego z dodatkiem rozmarynu, które razem dają wspaniałe właściwości pielęgnacyjne.

W efekcie produkt RMS Beauty to coś w rodzaju kremu koloryzującego. Producent radzi, aby unikać kremów ze składnikami syntetycznymi przed nałożeniem podkładu. Według mnie, posiadaczki suchej skóry, w ogóle nie ma potrzeby stosowania kremu pod ten podkład. On sam w sobie nawilża i lekko natłuszcza, wyrównując jednocześnie koloryt cery i kryjąc drobne niedoskonałości. Jeśli potrzebujemy silniejszego krycia, można w newralgicznych miejscach nałożyć dodatkową warstwę.

Dobór składników sprawia, że produkt na pewno nie ma działania matującego, do czego też wiele z nas jest przyzwyczajona. Jednak latem taka rozświetlona, nawilżona skóra wygląda naturalniej, kiedy zaś potrzebujemy zmatowienia, sięgamy po puder na bazie krzemionki RMS Beauty, dzięki czemu makijaż wygląda lekko i zdrowo. Podkład RMS Beauty może też z powodzeniem pełnić rolę korektora. Stopień, w jakim stapia się ze skórą, sprawia, że jest niedostrzegalny. Można więc go użyć tylko na przebarwienia czy niedoskonałości, pozostawiając resztę twarzy „saute” – efekt pozostanie naturalny.

Podkład un cover- up umieszczony jest w małym, poręcznym słoiczku, co okazało się zbawienne, kiedy podczas mojej kilkudniowej podróży zabrałam tylko bagaż podręczny. Słoiczek nie zajął bezcennego miejsca w kosmetyczce na płyny. Nie potrzebowałam też brać do niego pędzla, no i uniknęłam zwykłego przy podkładach mineralnych ryzyka, że pudełeczko pęknie, a beżowy proszek zabrudzi całą walizkę.

Podczas urlopu w upałach Hiszpanii podkład sprawdził się znakomicie, zostawał na swoim miejscu przez cały dzień, a na zdjęciach, które przywiozłam, moja cera wygląda promiennie i świeżo. Bez podkładu nie byłoby na to szans!

Dodajmy, że produkt okazał się ekonomiczny. Po ponad dwóch tygodniach codziennego stosowania, zużycie go jest niemal niezauważalne – to naprawdę bardzo wydajny podkład. Dodajmy, że w domu nakładałam go także pędzlem, bo dla mnie to metoda równie wygodna co aplikacja palcami. Zaznaczmy jednak, że pędzel „pożera” nieco więcej produktu – a ja zużyłam go naprawdę niewiele.

Zdecydowanie uznaję ten kosmetyk za „must-have” mojej wyjazdowej kosmetyczki. I to nie tylko latem! Naprawdę fajnie jest zamienić spore, nieporęczne pudełka sypkich podkładów mineralnych i nieodzowne dla nich pędzle na ten mały, niezwykle wszechstronny produkt.

 

 

Podkład testowała Agnieszka Ostapczuk – dziękujemy!

Tekst powstał we współpracy z Warsztatem Piękna, gdzie możecie kupić zdrowe produkty RMS Beauty: KLIK!