16.03
2016

Prezenty bez kompromisów


Już niedługo Wielkanoc. To nie są święta z taką erupcją konsumpcjonizmu jak te gwiazdkowe, ale prezenty jednak się zdarzają. A im bardziej oficjalne, tym często mniej trafione. Na blogach minimalistycznych czytam: Jako dziecko uwielbiałam prezenty, ale teraz czuję, że są niepotrzebne. Albo: Chcę żyć minimalistycznie, ale co jakiś czas dostaję coś zbędnego, ale żal/nie można wyrzucić, żeby kogoś nie urazić. Czy naprawdę nie potrafimy już sobie dawać trafionych prezentów?

Czy obecny problem z totalnie chybionymi prezentami, oznacza, że należałoby ich zacząć zupełnie unikać? Darować sobie tę kłopotliwą już formalność? Jak to możliwe, że kiedyś prezenty były rzeczą, na którą czekało się z miłym dreszczykiem emocji, a obecnie kojarzą się z krzywym uśmiechem skrywającym prawdziwe odczucia na widok podarku?

heart-1205694_640Czy naprawdę każda okazja wymaga materialnych prezentów?

 

Czy żyjemy w epoce kultu prezentów?

Po przemyśleniach doszłam do wniosku, że nietrafione prezenty wiążą się z konsumpcyjnym przesytem, brakiem rozmowy oraz czasu spędzonego z drugim człowiekiem. Wszystko razem wziąwszy – to kwintesencja tego, czemu minimalizm stara się sprzeciwić. W sklepach jesteśmy otoczeni przytłaczającą ilością rzeczy. Teoretycznie daje to możliwość znalezienia prezentów idealnych. Skąd zatem stosy prezentów, które prędzej czy później trafiają na śmietnik, ewentualnie na aukcję zatytułowaną “nietrafiony prezent”?
Czy nie odnosicie czasem wrażenia, że świat dziś oszalał na punkcie prezentów? Byle okazja, a billboardy krzyczą: Obdaruj wszystkich dookoła, kup każdemu znajomemu prezent! Dzięki nam wreszcie Cię na to stać! Katalogi podsuwające nam pomysły na prezenty? Jasne! I ulotki sklepowe, skomponowane jak lista życzeń do spełnienia.
Tylko, czy naprawdę chcemy obdarować wszystkich? Osobiście czuję się skrępowana, gdy dostaję coś od ludzi, których prawie nie znam. Wolałabym spędzić z daną osobą trochę czasu i coś wspólnie przeżyć, zamiast dostać kolejny kubek. Buntuję się więc przeciwko pomysłom typu firmowe mikołajki i okazjom, podczas których daje się prezenty bezosobowe.
gift-box-1149678_640Jeżeli prezent – zadajmy sobie trud poznania preferencji obdarowywanej osoby

 

Prezentom mówię nie, obdarowywaniu – tak

W tym drugim przypadku prezent ma być wyrazem intymności relacji i absolutnej wyjątkowości okazji. Wyczuwacie różnicę?
Jak ja sama wspieram się w tym pięknym zadaniu minimalizmem?
  • Pamiętam o tym, że to nie materialne podarunki są najważniejsze w relacji z drugim człowiekiem. Nie oczekuję materialnych dóbr od innych, sama więc też nie czuję się niezręcznie, gdy nie mam na podorędziu prezentów. Często wystarczą po prostu szczere życzenia.
  • Stawiam na owocnie spędzony czas. Wyciągnięcie kogoś na spacer lub kawę, wspólnie obejrzany w kinie film, spektakl teatralny czy koncert, rowerowa przejażdżka z postojem na własnoręcznie upieczone ciasto, wspólna przebieżka, szaleństwo na basenie ze zjeżdżalniami czy gotowanie ulubionej potrawy… Podarowanie komuś wspólnego czasu – to piękny prezent!
  • Wybieram uważnie. Zadaję sobie nieco trudu, by poznać drugą osobę. Obserwuję, podpytuję i słucham. Zapisuję w kalendarzu, gdy wspomni o tym, że chciałaby coś zrobić lub mieć, ale nie ma czasu lub jej na to nie stać. Ludzie się zmieniają, zmieniają się ich życiowe priorytety i potrzeby. To, że ktoś kiedyś przez kilkanaście lat chodził w wielkich kolczykach, nie znaczy, że ciągle je lubi. Gusta się zmieniają. Pytam więc samego adresata prezentu lub bliskie mu osoby, jak lubi spędzać czas i czy czegoś przypadkiem mu nie brakuje.
  • Solenizant lub jubilat stwierdza, że w sumie niczego nie potrzebuje? Nauczyłam się to akceptować. Nic na siłę. Myślę o niematerialnym sposobie, by okazać swoje uczucie lub sympatię.
  • Jeżeli daję – robię to od serca. Poświęcam ukochanej osobie cały dzień, robię coś własnoręcznie, może nawet wydaję więcej pieniędzy niż zwykle bym to zrobiła (minimalistyczne myślenie na co dzień, pozwala zaoszczędzić wiele na szczególne okazje!).
  • Jeśli decyduję się na prezent uniwersalny typu słodycze, alkohol lub kwiaty, najpierw sprawdzam, czy dana rzecz nie zaszkodzi obdarowanemu lub nie urazi jego uczuć. Wino upiększające celebrację urodzin to wspaniały prezent, ale to samo wino podarowane osobie chorej, abstynentowi lub alkoholikowi, będzie już bardzo nie na miejscu. Na świecie jest też niestety wiele osób chorujących na cukrzycę lub uczulonych na pyłki kwiatów.
  • Liczę się z tym, że prezent może okazać się nietrafiony lub po prostu się nie spodobać. Nie podpytuję zatem o niego: Masz? Używasz? Podoba się?  Pamiętam, że prezent robię komuś, a nie poprawiam nim sobie samopoczucie.
  • Prezenty dla dzieci konsultuję z ich rodzicami. Może się okazać, że dom pełen maluchów pęka w szwach od książeczek, klocków, pluszaków, lalek, plastikowych autek i słodkich ubranek, a nadmiar będzie gorszy niż brak. Zamiast coś kupować, proponuję pomoc w posprzątaniu w trakcie, przed lub po rodzinnym przyjęciu, przygotowuję tort, zabieram dziecko na spacer lub do kina albo przychodzę się z nim pobawić.

 

amity-1107005_640Podarowanie komuś wspólnego czasu – to piękny prezent!

 

Jakie najbardziej udane prezenty sama ostatnio dostałam?

  • Hummus. Tuż przed przeprowadzką, zaprosiliśmy znajomych na małą nasiadówkę. Kolega przyszedł prawie godzinę później i chcąc się wytłumaczyć, przyniósł nam dwa słoiki: w jednym był jeszcze ciepły, własnoręcznie zrobiony hummus, w drugim pokrojona świeża pietruszka. Pomijając fakt, że hummus był pyszny, to opowieść o tym, jak pędził po pracy do domu, by zrobić tę przekąskę, szczerość i dobre chęci tak mnie wzruszyły, że zapamiętam ten prezent już chyba zawsze!
  • Własnoręcznie robione prezenty na święta. W mojej rodzinie jest tradycja wieloosobowej wieczerzy wigilijnej. Dawniej prezenty niemal każdy wręczał każdemu i była to integralna część tego świątecznego spotkania. Przy szesnastoosobowej rodzinie podarki nie mieściły się pod choinką, co tu dużo pisać – zajmowały pół pokoju! Widząc ten przytłaczający przesyt i średnią trafność, mój mąż – urodzony minimalista – zaproponował, by z nich całkowicie zrezygnować. Jak można się domyślić, propozycja spotkała się z wielkim oporem. Ale opłaciła się cierpliwość. W kolejnym roku pojawił się pomysł, by zrobić prezenty samodzielnie. Okazało się, że w rodzinie drzemie masa ukrytych talentów! Każdy umie stworzyć coś innego. Te drobne, własnoręcznie robione upominki, okazały się dużo bardziej trafione niż kupowane głupotki. Włóczkowe skarpetki, domowe dżemy, piękne słoiki z własnoręcznie przyrządzonym cukrem waniliowym lub koncentratem bulionu, herbaty z różnych ziół mieszane przez kilkuletnią siostrzenicę, naturalne ozdoby na choinkę z wosku pszczelego, goździków i pomarańczy, pierniczki… Takie podarki nadały naszym świętom aurę wyjątkowości i prawdziwej magii.

Życzę Wam udanych świąt Wielkiej Nocy – bez żadnych przymusów! Czy bez prezentów? O tym sami zdecydujecie.

Minimalizm, życie przyjazne dla natury, odnalezienie harmonii, również w kuchni i o wiele, wiele więcej – wszystko znajdziecie na moim blogu: KLIK! – zapraszam!


Filolog orientalny i lektorka języka polskiego dla obcokrajowców. Zapalona rowerzystka i miłośniczka ruchu na świeżym powietrzu, od niedawna mieszkanka Beskidu Niskiego. Autorka bloga EkoEksperymenty, na którym opisuje między innymi proces dziczenia na wsi, prezentuje proste przepisy na sycące wegańskie pyszności i próby życia w jak największej harmonii z przyrodą.