22.03
2016

Woda dla ludzi i dla przyrody


Woda. Korzystamy z niej codziennie. Nie tylko pijemy ją czy kąpiemy się w niej. W ciągu pierwszych 15 minut każdego swojego dnia, pijąc kawę, zakładając dżinsy lub koszulkę, wysyłając e-mail – korzystasz pośrednio z zasobów wodnych… Brazylii, Pakistanu lub Chin.

Ty, rolnik uprawiający kawę, firma odzieżowa i producent mikroczipa – wszyscy korzystacie z zasobów wodnych, ale nie jesteście ich właścicielami ani nimi nie zarządzacie. Wszyscy dzielimy się wodą z globalnych mórz, oceanów i największych rzek.

Poznaj Margaret Wanjiru. Margaret jest rolniczką i mieszka w Kenii. Jej farma położona na górskim stoku ma około 6 ha i w porównaniu z posiadłościami sąsiadów – jest całkiem spora. Ale wśród olbrzymich, przemysłowych farm usytuowanych dookoła Jeziora Naivasha – jest wręcz mikroskopijna.

 

Foto1

 

Zasoby wodne kurczą się

Patrząc w stronę jeziora, widząc przelatujące rybołowy i hipopotamy pływające w wodzie, możesz zapomnieć, że stoisz w środku jednego z największych ośrodków rolniczych i ogrodniczych w Kenii. To właśnie tu hoduje się kwiaty, które sprzedawane są jako świeżo cięte i trafiają na rynek międzynarodowy. 70% kwiatów eksportowanych z Kenii pochodzi właśnie znad Jeziora Naivasha. Jedna farma może wyprodukować ponad milion kwiatów dziennie (!) i zatrudnia ponad 4000 pracowników.

Dziesiątki lat temu zasoby wodne Jeziora Naivasha wydawały się nieograniczone. Rodziny takie jak rodzina Margaret wycinały okoliczne drzewa na budowę domów i opał. W efekcie gleba zaczęła coraz bardziej erodować, spływać i osuwać się z wylesionych stoków prosto do jeziora. Margaret pamięta dzień, w którym cała jej uprawa ziemniaków została zmyta z góry przez ulewne deszcze.

 

africa-1170232_640

 

Zwiększone zużycie wody i spadek jej jakości okazało się bardzo złą kombinacją czynników. Zarówno dla jeziora, jak i dla ludzi. Coraz wyższe opłaty za korzystanie z wody i rosnące koszty jej oczyszczania, spowodowały, że właściciele największych farm zaczęli poprawiać efektywność korzystania z zasobów wodnych. Zobaczyli w tym nie tylko szansę na obniżenie kosztów bieżącej działalności, ale także długoterminową oszczędność. Na szczęście – mieli niezbędną ku temu wiedzę techniczną i zasoby. Właściciele mniejszych farm, takich jak rodzina Margaret, takiego szczęścia nie mieli.

 

Foto4

 

Rewolucja na małą skalę

WWF rozmawiał z właścicielami największych farm, my rozmawialiśmy z rządem, lokalnymi władzami i społecznościami. Sprawdziliśmy, jak każdy z nas może zacząć chronić Jezioro Naivasha. To była tylko kwestia zebrania ludzi zainteresowanych przyszłością jeziora i nawiązaniem współpracy. – opowiada Nancy, która rozpoczęła z ramienia WWF projekt pomocowy dla jeziora i właścicieli drobnych farm nad nim leżących.

Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Margaret wspomina, że na początku właściciele małych farm bali się, że zostaną pozbawieni ziemi. Na szczęście, szybko udało się przełamać pierwsze lody i nawiązać współpracę. Jako beneficjent projektu „dopłat za usługi ekosystemowe”, Margaret mogła sfinansować zmianę sposobu hodowli kwiatów na swojej farmie. Tradycyjną uprawę w rządkach ułożonych od szczytu wzgórza po dolinę, zastąpiły rządki ułożone wzdłuż zbocza. Wcześniej woda deszczowa szybko i gwałtownie spływała między rządkami kwiatów, porywając ze sobą duże ilości ziemi. Teraz kwiaty stanowią naturalną ochronę i zabezpieczają zbocze przed erozją. Program finansowany jest w dużej mierze przez największych właścicieli farm, którym także zależy na poprawie jakości wody w jeziorze.

To tylko jeden z przykładów na to, jak współpraca lokalnych społeczności, organizacji ekologicznych i rządu może pozytywnie wpływać na rolnictwo, transformować biznes, a w efekcie – chronić nasze wspólne, globalne zasoby wodne.

 

Foto6


Miłość do przyrody nie jest dla niej pustym frazesem. Ratuje przyrodę zawsze, gdy nie śpi, pracując dla jednej z organizacji ekologicznych, i w czasie wolnym. Uwielbia odkrywanie piękna i złożoności natury, na nowo każdego dnia.